Rozdział dedykuję wszystkim, którzy na niego czekali.
***
Słońce mocno grzało ich podatne na opaleniznę ciała kiedy wesoło chlapali się mętną wodą w jeziorze. James z szerokim uśmiechem podtapiał Syriusza wskakując mu na plecy i odwrotnie powodując śmiech całej grupy, która bliżej lub dalej nich się znajdowała. W takich chwilach Lily dziękowała Mary, że przekonała ją do tego wypadu nad jezioro w małym miasteczku Flowertown. Było to naprawdę urokliwe miejsce z mnóstwem kwitnących kwiatów, oczek wodnych i niezbyt wysokich gór idealnych do wspinaczki.
- Lily łap!
Marlene rzuciła w jej stronę różowy ręcznik, który przez brak jej refleksu uderzył ją w twarz. Ze zmrużonymi oczami odrzuciła ręcznik na bok i z wysoko wystawionym środkowym palcem w stronę blondynki podpłynęła do Dorcas.
- Buu!- szepnęła jej do ucha kiedy nieuważna stała w wodzie do ramion patrząc na krajobraz zachodzącego słońca pomiędzy szczytami gór.
Zaskoczona podskoczyła wydając z siebie głośny krzyk przerażenia, który został skierowany przez Evans jedynie pełnym politowania spojrzeniem. I to miała być Gryfonka?!
- Lily ty rudy szatanie, nie strasz mnie tak więcej- wypowiedziała ciężko łapiąc świeże powietrze.
- Od razu szatanie- uniosła się nieco obrażona.
- Tak, szatanie Evans to przezwisko idealnie do ciebie pasuje. I twojej złośliwej natury.
Niezadowolona rudowłosa otworzyła usta chcąc odciąć się jakąś ciętą ripostą kiedy to Dorcas nagle się uniosła do góry piszcząc przeraźliwie. Nim zdążyła coś więcej pomyśleć sama poczuła jak czyjeś ręce od spodu łapią ją za nogi a ona siedząc komuś na ramionach podnosi się do góry mocząc w wodzie jedynie stopy.
- Black, Potter!- wrzasnęła Dorcas.
- Nie wydzieraj się tak słońce, będziesz miała na to czas w nocy- odpowiedział głośno Syriusz szczypiąc ją w udo na co zareagowała głośnym syknięciem i zdzieleniem swojego chłopaka po mokrej potylicy.
Odkąd Dorcas i Syriusz zostali parą nie dało się ukryć jak bardzo do siebie pasują mimo częstych kłótni. Syriusz bywał jeszcze bardziej głośny i pełen dwuznacznych żartów a przebojowa strona Dorcas ewoluowała na granicę z bezwstydnością.
- Uduszę cię, Black. I to ty będziesz wtedy krzyczeć- odgryzła się brunetka.
- Szczerze wątpię.
- Nie, nie, nie Potter bądźże człowiekiem. Nawet się nie waż wrzucić mnie do tej wody!- piszczała Lily trzymając się kurczowo szyi chłopaka, który jedynie szczerzył się jeszcze szerzej niż Lily uważała za możliwe wchodząc głębiej do wody.
- Zastanowię się Evans- wypowiedział te słowa z ogromnym, teatralnym zastanowieniem.
Wchodząc coraz głębiej do wody, moczył już nie tylko siebie, ale i przerażoną Lily, która nawet przez moment nie oderwała się od niego, wręcz przeciwnie przylgnęła do niego jak do jedynego koła ratunkowego, którym prawdę mówiąc był. Roześmiani Syriusz i Dorcas byli chen chen daleko od nich będąc już na brzegu a Remus spał przytulony do Mary na kolorowym kocu. Marlene natomiast siedziała wraz z Beniem w wodzie zaledwie do kolan więc nawet nie liczyła na to, że szybko ją uratują od nieszczęsnego wrzucenia.
Ich związek naprawdę szybko przeistoczył się w coś poważnego iż zaledwie kilka dni po wynikach egzaminów Fenwick był częścią ich paczki łapiąc naprawdę dobry kontakt z wszystkimi Huncwotami. Nawet z Peterem, który nie był obecny na ich wypadzie przez to, że jechał z rodzicami do Hiszpanii. Mimo, że za dwa dni już wracali do domów, Lily dopiero teraz zdała sobie sprawę, że jedynie ona i James nie byli razem na wspólnych wakacjach przez co czasami bywało nieco niezręcznie kiedy przy wieczornych ogniskach pary zaczęły się ze sobą migdalić a oni nieco zawstydzeni patrzyli w ogień opiekając białe pianki.
- Błagam, Potter ja nie umiem tak dobrze pływać- powiedziała w geście desperacji.
Było to istną bzdurą, ale czarnowłosy naprawdę nie musiał o tym wiedzieć w tamtej chwili. Kiedy była jeszcze dzieckiem wraz ze mugolską szkołą jeździła na różne zawody pływackie zdobywając puchary i najróżniejsze nagrody stanowiące dumę jej trenera i rodziców. Potter jak spetyrfikowany zatrzymał się w miejscu spoglądając podejrzliwie na jej przestarszoną twarz.
- Evans, Evans, Evans powiedz mi ile czasu minie aż wreszcie zrozumiesz, że bujać to ja a nie mnie?- zacmokał lekko ją podrzucając i spiąć w momencie kiedy miała uderzyć w wodę.- Jakoś nie chce mi się wierzyć, że nie umiesz pływać po tym jak w poniedziałek wypłynęłaś ze mną i Syriuszem do tamtego słupka- wskazał punkt przy sporo oddalonym od nich pomoście gdzie nadal wisiała czarna koszulka Blacka.
Cholera
Pomyślała Lily i nim zdążyła zatkać usta czy nabrać powietrza została wypuszczona z rąk Pottera wpadając do jeziora z niedowierzaniem w zielonych oczach. Woda wpadła jej do ust i nosa odcinając ją od tlenu i powodując u niej naprawdę nieprzyjemne uczucie, ale odpychając strach uformowała nogi i ręce w pozycji pływackiej wypływając na wierzch. Rozpaczliwie zaczęła łapać słodkie powietrze nic nie widząc przez mokre włosy, które lepiły jej się do twarzy.
- Jesteś przebrzydłą gnidą- wycharczała kiedy resztką sił dopłynęła do brzegu z Jamesem, który nadal się uśmiechał u jej boku.
- A ty przemoczoną łanią, słońce- odparsnął czochrając czarne włosy układające się w różne strony.
Kolejny rok a fryzura Jamesa Pottera nadal nie zmienna, ten sam pierdolnik rzecz jasna na tym pustym łbie
Naprawdę nawet po wyjaśnieniu jej przez chłopaków całej sprawy z animagią nie łapała czemu Łapa uwziął się na to aby mówić do niej sarna a Potter od początku ich wyjazdu a właściwie na pierwszej wspólnej kolacji utarł sobie dla niej ksywkę łania.
Może mają jakieś zwierzęce fetysze
Niedorzeczna myśl wpadła jej do głowy kiedy wyżebrała od Dorcas paczkę słonych paluszków leżąc na takim samym końcu co Remus z Mary, którzy wreszcie się obudzili pytając co ich ominęło. Musi koniecznie zapytać, któregoś z nich czemu ma takie zwierzęce przezwisko, u nich to jeszcze było jasne, ale w stosunku do siebie spodziewać się czegoś pokroju ruda czy pani perfekt jak czasem wołał na nią żartobliwie James niż łania. Zresztą od dłuższego pobytu ich tutaj kontakt Jamesa i Lily znacznie się poprawił początkując coś podobnego do przyjaźni a najmniej dobrego koleżeństwa. Ten dziecinny, dumny Potter, który czasem pojawiał się w końcówce ich szóstego roku zniknął prawdopodobnie raz na dobre gdyż ani razu Lily nie widziała go w podobnym wydaniu od bitych czterech dni a to już musiało o czymś świadczyć. I co o zgrozo takie wydanie zaczęło jej się podobać.
- Czemu łania?
Te słowa samoistnie wyrwały się z jej ust kiedy oboje sprzątali resztki kolacji jaką był grill, a James pilnował aż ognisko do końca się wypali. Oczywiście mogli zrobić to wszystko różdżką bo wszyscy mieli już ukończone siedemnaście lat prócz Mary, która miała urodziny we wrześniu, ale to sprawiało im zdecydowanie więcej zabawy. Tak samo jak rozkładaniu mugolskich namiotów.
- Myślałem, że to oczywiste- odpowiedział zerkając na nią z boku.- To przez te twoje oczy Evans, są ogromne. Syriusz mówi na ciebie sarna, ale mi bardziej podoba się określenie łania, bardziej pasuje do jelenia- dodał porozumiewawczo.
I zmył się w kilku kolejnych sekund, pozostawiając ją w zupełnej ciemności z pytaniem czy jej zielone oczy są naprawdę tak duże?
***
O Boże jak dobrze wrócić do pisania! Mam nadzieję, że ktoś jeszcze czyta to ff i o nim nie zapomniał. Wreszcie zakończyłam tą cholerną korektę, szybciej niż myślałam. Jest to taki ostatni wakacyjny rozdzialik a my widzimy się za tydzień w kolejnym <3
CZYTASZ
Just the marauders
FanficHistoria Huncwotów jest piękna, lecz niezwykle bolesna i nieszczęśliwa. Niestety nie udało im się żyć długo, ale ich lata szkolne można zaliczyć do tych najszczęśliwszych. I tak oto jest moja interpretacja ich przygód z dwóch ostatnich lat w Hogwarc...
