27

1.1K 55 38
                                        

Lily Evans miała w głowie  naprawdę ważne pytanie brzmiące; co jest między nią a Jamesem Potterem? Nie byli parą to fakt! Ba nie mieli żadnych więcej romantycznych relacji niż kilka skradzionych przez chłopaka pocałunków, które Lily później długo czuła dotykając swoich warg, ale poza tym i wzdychaniem chłopaka do niej przez rok nie było nic więcej. Nie byli już również kolegami gdyż spędzali ze sobą tyle czasu iż było to po prostu nieodpowiednie słowo na nazwanie ich relacji. Więc wydaje się, że przyjaźń byłoby najlepszym rozwiązaniem, ale jakoś ciężko jej to przechodziło przez gardło... no więc kim dla siebie byli? Lily naprawdę nie miała bladego pojęcia popijając  słodką kawę, która parzyła ją w gardło w domu Pottera a poniekąd też Blacka.

- Co tam sarenko? Taka zamyślona siedzisz.

Och, a dopiero co w myślach wspominała o Syriuszu. Ten to ma wejście! No naprawdę. Między nią a Łapą większość flirtów i dwuznacznych żartów zdecydowanie ustała odkąd zaczął umawiać się z Dorcas gdyż byłoby to już po prostu nieodpowiednie a sceny zazdrości w wykonaniu dziewczyny nikt nie chciałby oglądać. Lub gorzej przez tą ich swobodę przyjaźń Lily i Dorcas mogłaby znacznie ucierpieć czego rudowłosa nie chciała. Mimo to od czasu do czasu wkradł się w ich rozmowę nieco seksualny podtekst.

- Nic Syriuszu, tak tylko zastanawiam się czy Owutemy będą trudne- skłamała gładko. Jakoś nie do końca miała ochotę mu się zwierzać z tego co ją w tamtej chwili dręczyło.

Swoją drogą ich tydzień nad jeziorem przeciągnął się w trzy tygodnie w domu Jamesa i Syriusza kiedy pakując się ostatniego dnia ich pobytu nad wodą dostali sowę od taty czarnowłosego, że on i Euphenia wyjeżdżają do końca sierpnia na małe wakacje. Więc wspaniałomyślnie Syriusz wpadł na pomysł aby wszyscy spędzili sierpień u Pottera co wywołało jego ogromną radość. Tylko Remus był nieco markotny gdyż pełnia wypadała w połowie sierpnia i byłoby to nieco dziwne dla Benia, Marlene, Dorcas, którzy nie mieli pojęcia dlaczego chłopcy zniknęli na trzy dobre dni. Z tego iż powodu wszyscy odbyli długą wyczerpującą rozmowę pełną łez dziewczyn, słów wsparcia i śmiesznych żartów Jamesa o futerkowym problemie.

- Nie wciskaj mi kitu widzę, że coś cię dręczy, ale w porządku nie chcesz mówić to nie mów przyjaciółko- powiedział nieco obrażonym tonem wyraźnie zaznaczając ostatnie słowo.

- Przestań próbować wyprzeć na mnie poczucie winy Siri, nie działa to na mnie- mruknęła wywracając oczami.

- Ja i poczucie winy skądże- prychnął Syriusz.- Chcę ci tylko uzmysłowić, że przyjaciele mówią sobie
w s z y s t k o.

- A od kiedy my się przyjaźnimy?- zapytała pełnym dramatyzmu głosem podśmiewając się z jego oburzonej miny.

- To co się udało, Evans- parsknął okularnik opierający się o framugę.- Myślałaś nad zostaniem clownem?

- Nie w roli clownów widziałam raczej was.

- No tak bo po co się uczyć skoro można rzucić wszystko w pizdu i zostać clownem- skomentował Remus popychając lekko Jamesa i siadając na wygodnym fotelu.

- A ja mam lepszy pomysł- zaczęła Dorcas wchodząc do pomieszczenia wraz z Mary.

- Zawsze można rzucić Hogwart i zostać striptizerką- uzupełniła ją czarnowłosa siadając na kolanach Remusa.

- W życiu bym ci na to nie pozwolił Mary.

- Ty byś mi czegoś nie pozwolił?- Mary uniosła buntowniczo brwi.

- Tak ja.

- Dobra dobra skończcie tą kłótnię kochanków nikt nie chce jej słuchać a wy ją dokończycie wieczorem w sypialni- powiedział James uciszając tym samym Mary, która już nabierała powietrza aby zacząć tyradę.

Lily parsknęła stłumionym śmiechem w kubek z kawą. Jej przyjaciele bywali naprawdę nieznośni, ale nie zamieniła by ich na żadnych innych, chociaż przydałyby im się nieco lekcji ogłady i zostawiania przestrzeni.

- Swoją drogą widzieliście Benia i Marlene jest już dziesiąta- mruknął niewyraźnie Syriusz dobierając się do kruchych ciastek, które stały na stoliku w salonie gdzie po upieczeniu zostawiły je dziewczyny wczorajszego wieczora.

- Najpewniej jeszcze śpią- odpowiedziała Lily również porywając kruche ciastko.

- Kto śpi?

I w futrynie drzwi zjawił się średniego wzrostu blondyn w jeszcze zmierzwionych włosach, ale w ubraniu dziennym z kubkiem jaśminowej herbaty w ręku.

- Ty i Marlene.

- Ja i Marly już nie śpimy Cassie.

- Zauważyłam- zironizowała brunetka a Benio w odpowiedzi wystawił jej język.

- Gdzie Marlene- zainteresował się James.

- W kuchni parzy kawę.

- Aha- rzekła Evans powoli przeciągając litery nagle wyprostowała się jak uderzona piorunem.- Nie powinny przyjść-

- Listy?! Sowy je przed chwilą przyniosły- przerwała gwałtownie blondynka wychylając głowę zza drzwi.

Czarodzieje od razu poderwali się na nogi pędząc do jasnej, przestronnej kuchni w domu Potterów starając się nawzajem prześcignąć. A to Dorcas pociągnęła Lily za długi warkocz a to James popchnął dłońmi plecy Benia albo Remus odepchnął Syriusza pędząc na przodzie. Dziewczyny pochód zamykała Mary, która jako ostatnia wystartowała i w żaden sposób nie mogła przebić się przez Dorcas i Lily, które z zawiętością się popychały. Kiedy wreszcie weszli do kuchni co trwało wyjątkowo szybko przez ich sposób przybycia zmachani rzucili się na stół gdzie Marlene musiała rozłożyć listy bo wszystkie leżały w idealnej odległości od siebie.

Lily z zawchaniem chwyciła swoją kopertę czując, że jest zdecydowanie cięższa niż rok temu i modląc się do wszystkich znanych jej bóstw błagała aby było tam to czego tak oczekiwała. Reszta osób miało standardowy list z listą potrzebnych rzeczy jedynie Benio nie dostał już listu, w którym pisało iż rok szkolny rozpoczyna się pierwszego września a pociąg odjeżdża z peronu dziewięć i trzy czwarte, jego koperta zawierała jedynie wyniki OWUTEM'ów, które czytały z nostalgicznym uśmiechem wiedząc, że już nie będzie mu dane odjechać czerwoną lokomotywą jedynie będzie mógł odprowadzić sowich przyjaciół na peron.

- Zostałam prefekt naczelną!- wykrzyknęła radośnie Lily robiąc obrót wokół siebie, słysząc gratulacje reszty.

Jedynie James stał jak wryty z niedowierzaniem patrząc na swój list i trzymając w dłoni połyskującą odznakę. Zainteresowana Lily podeszła bliżej chcąc dowiedzieć się o co chodzi, ale nim spytała Syriusz już wszystkim oznajmił co się stało.

- Rogacz został prefektem naczelnym.

- Co?- wyrwało się większości w tym rudowłosej a Remus nie mogąc w to uwierzyć wyrwał Syriuszowi list czytając go szybko.

- James został prefektem naczelnym- powtórzył patrząc tępo przed siebie.

- To niemożliwe- zdziwiła się Lily patrząc jak odznaka taka sama jaką ona dostała połyskuje w dłoni chłopaka.

- Nie mam pojęcia co Dumbledore pił kiedy mianował Pottera prefektem, ale ja też tego chcę spróbować.

I tym jakż pełnym niedowierzania akcentem i śmiechom z dyrektora i jego cytrynowych dropsach całe towarzystwo zaczęło świętować zostanie Lily i Jamesa prefektami naczelnymi w ogródku chłopaka nad ogniskiem jedząc grilla i kończąc późną nocą wśród ognistej whisky i masy toastów.

***

Myślałam, że tamten rozdział będzie ostatnim wakacyjnym... Cóż nieco się pomyliłam, ale mimo wszystko liczę, że wam się podobała a w kolejnym zacznie się już większa akcja. Buziaki<3

Just the maraudersOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz