14

1.3K 66 23
                                        

Lily obudziło przyjemne ciepło drugiej osoby i męska ręka ułożona na jej udzie...Zaraz zaraz ciepło drugiej osoby?! Jak poparzona uniosła się do siadu z piskiem rozglądając się po pomieszczeniu, w którym się znajdowała. Czerwone ściany i złote ramy łóżka mówiły, że znajduje się w wieży Gryffindoru co nieco ją uspokoiło, ale bajzel panujący na podłodze i stanowczo męskie wnętrze ponownie podniosło ciśnienie. Biorąc głęboki wdech opanowała mdłości i zawroty głowy zerkając na swoje lewo.

- Potter- te słowa mimowolnie wyrwały się z jej ust. No kogo ona biedna mogła się spodziewać?

Nagle panika ogarnęła jej ciało szybko spojrzała na to czy jest w pełni ubrana, ale od razu jej ulżyło. Owszem była śmierdząca alkoholem, rozczochrana w ustach miała saharę i wyglądała jak wrak siebie a resztki wczorajszego makijażu szpeciły jej twarz to od razu jej ulżyło. Przynajmniej między nią a Jamesem nie doszło do niczego więcej niż pocałunki!

- Evans, budzić się koło ciebie to spełnienie moich marzeń, ale czy to oznacza, że na imprezie umarłem?- powiedział chłopak sennym głosem.- A może nadal śnię?

- Nie, nie śpisz- mruknęła.- I nie nie umarłeś. Nawet nie chcę wiedzieć jak dużo wczoraj wypiłam.

- Wczoraj było cudownie, ale powiedź mi jakim cudem wylądowałaś w moim łóżku?

- Myślałam, że ty mi powiesz. Ostatnie co pamiętam to to, że zasnęłam w pokoju wspólnym.

Potter zmarszczył brwi wpatrując się w jej twarz przez co lekko się zarumieniła.

- Może reszta coś wie?- zastanowił się na głos.

- Spytamy ich, swoją drogą pewnie są na śniadaniu a ja jestem piekielnie głodna więc chodźmy- na potwierdzenie jej słów jej brzuch głośno zaburczał przez co James roześmiał się.- Tylko daj mi jakąś bluzkę i spodenki bo w tym- wskazała na poszarpaną koszulkę.- Nie mam zamiaru iść.

James pokiwał głową i wyskoczył z łóżka przeciągając się porządnie aż kości mu przeskoczyły i podszedł do szuflady pełnej koszulek i spodenek. Z samej głębi szuflady wycągnął damskie krótkie spodenki i jego zapasową koszulkę od Quidditcha.

- Nie patrz tak na mnie te spodenki pewnie należały do jakieś dziewczyny Syriusza- powiedział podając jej ubrania.

- Subtelnie nie ma co- zironizowała i wskazała na nazwisko chłopaka na tyle ubrania.

I wiedząc, że nie dostanie innego T-shirtu zamknęła się w ich zabałaganionej łazience przebierając się w świeże ciuchy.

- Gotowa?- zapytał ją zza drzwi.

- Już wychodzę- odpowiedziała i zamykając drzwi dołączyła do niego kierując się do Wielkiej Sali.

***

- Są i nasze zakochańce- Dorcas uśmiechnęła się szeroko na widok swoich przyjaciół siadających koło nich przy stole.

- Przestań- Lily zbyła ją ręką i odebrała dzbanek z czarną kawą od Remusa.- Żadne zakochańce.

- Tak?- zapytał retorycznie Syriusz.- Jesteś subtelna jak spadający głaz sarenko a tym bardziej twoja koszulka.

Nie miała nawet siły kłócić się o to z Syriuszem skoro on i tak wiedział lepiej to po co miała się spalać?

- A ty Rogasiu co taki zmęczony jesteś?Nie mogłeś spać w nocy czy co?- wszyscy doskonale zdawali sobie sprawę z dużej ilości podtekstu, który Black włożył w wypowiedź.- A może pewna ruda wiedźma nie dała ci zasnąć.

Just the maraudersOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz