Lily obudziło przyjemne ciepło drugiej osoby i męska ręka ułożona na jej udzie...Zaraz zaraz ciepło drugiej osoby?! Jak poparzona uniosła się do siadu z piskiem rozglądając się po pomieszczeniu, w którym się znajdowała. Czerwone ściany i złote ramy łóżka mówiły, że znajduje się w wieży Gryffindoru co nieco ją uspokoiło, ale bajzel panujący na podłodze i stanowczo męskie wnętrze ponownie podniosło ciśnienie. Biorąc głęboki wdech opanowała mdłości i zawroty głowy zerkając na swoje lewo.
- Potter- te słowa mimowolnie wyrwały się z jej ust. No kogo ona biedna mogła się spodziewać?
Nagle panika ogarnęła jej ciało szybko spojrzała na to czy jest w pełni ubrana, ale od razu jej ulżyło. Owszem była śmierdząca alkoholem, rozczochrana w ustach miała saharę i wyglądała jak wrak siebie a resztki wczorajszego makijażu szpeciły jej twarz to od razu jej ulżyło. Przynajmniej między nią a Jamesem nie doszło do niczego więcej niż pocałunki!
- Evans, budzić się koło ciebie to spełnienie moich marzeń, ale czy to oznacza, że na imprezie umarłem?- powiedział chłopak sennym głosem.- A może nadal śnię?
- Nie, nie śpisz- mruknęła.- I nie nie umarłeś. Nawet nie chcę wiedzieć jak dużo wczoraj wypiłam.
- Wczoraj było cudownie, ale powiedź mi jakim cudem wylądowałaś w moim łóżku?
- Myślałam, że ty mi powiesz. Ostatnie co pamiętam to to, że zasnęłam w pokoju wspólnym.
Potter zmarszczył brwi wpatrując się w jej twarz przez co lekko się zarumieniła.
- Może reszta coś wie?- zastanowił się na głos.
- Spytamy ich, swoją drogą pewnie są na śniadaniu a ja jestem piekielnie głodna więc chodźmy- na potwierdzenie jej słów jej brzuch głośno zaburczał przez co James roześmiał się.- Tylko daj mi jakąś bluzkę i spodenki bo w tym- wskazała na poszarpaną koszulkę.- Nie mam zamiaru iść.
James pokiwał głową i wyskoczył z łóżka przeciągając się porządnie aż kości mu przeskoczyły i podszedł do szuflady pełnej koszulek i spodenek. Z samej głębi szuflady wycągnął damskie krótkie spodenki i jego zapasową koszulkę od Quidditcha.
- Nie patrz tak na mnie te spodenki pewnie należały do jakieś dziewczyny Syriusza- powiedział podając jej ubrania.
- Subtelnie nie ma co- zironizowała i wskazała na nazwisko chłopaka na tyle ubrania.
I wiedząc, że nie dostanie innego T-shirtu zamknęła się w ich zabałaganionej łazience przebierając się w świeże ciuchy.
- Gotowa?- zapytał ją zza drzwi.
- Już wychodzę- odpowiedziała i zamykając drzwi dołączyła do niego kierując się do Wielkiej Sali.
***
- Są i nasze zakochańce- Dorcas uśmiechnęła się szeroko na widok swoich przyjaciół siadających koło nich przy stole.
- Przestań- Lily zbyła ją ręką i odebrała dzbanek z czarną kawą od Remusa.- Żadne zakochańce.
- Tak?- zapytał retorycznie Syriusz.- Jesteś subtelna jak spadający głaz sarenko a tym bardziej twoja koszulka.
Nie miała nawet siły kłócić się o to z Syriuszem skoro on i tak wiedział lepiej to po co miała się spalać?
- A ty Rogasiu co taki zmęczony jesteś?Nie mogłeś spać w nocy czy co?- wszyscy doskonale zdawali sobie sprawę z dużej ilości podtekstu, który Black włożył w wypowiedź.- A może pewna ruda wiedźma nie dała ci zasnąć.
CZYTASZ
Just the marauders
Fiksyen PeminatHistoria Huncwotów jest piękna, lecz niezwykle bolesna i nieszczęśliwa. Niestety nie udało im się żyć długo, ale ich lata szkolne można zaliczyć do tych najszczęśliwszych. I tak oto jest moja interpretacja ich przygód z dwóch ostatnich lat w Hogwarc...
