Remus Lupin zdecydowanie nie umiał kłamać, a tym bardziej okłamywać swoich przyjaciół, którzy widząc jego zachowanie w Walentynki postanowili sprawdzić dokąd tak od kilku dni się wymykał. Nim zdążyli wymyślić, jakikolwiek plan działania odpowiedź nadeszła zdecydowanie szybciej. I to dosłownie nadeszła szybciej ubrana w hogwarcki mundurek z dumnym proporczykiem lwa na piersi.
Mary Mcdonald zaliczała się do tych ładnych dziewczyn, które często gościły w snach starszych chłopców. Miała czarne włosy, które zawsze podkręcała u końcach, niebieskie, przejrzyste oczy i jasną cerę. Dzięki swojemu wyglądowi i uroczemu usbosobieniu na trzecim roku przylgnęła do niej ksywka Śnieżka. Mary jak najbardziej to nie przeszkadzało i pozwalała osobom w jej otoczeniu zwracać się do niej tą pieszczotliwą nazwą. Nie była wredna czy złośliwa bardziej zaliczała się do grona tych osób, które roztaczały wokół siebie aurę wesołości i pogody ducha. Zarażała ona czarodziejów dobrą energią i pozytywnym nastawieniem każdego dnia. Nic dziwnego, że Remus Lupin zainteresował się tą pozytywną Gryfonką o złotym sercu.
- Cześć Remus- przywitała się posyłając mu ten swój szeroki uśmiech.
- Cześć Mary- odrzekł blondyn zamykając książkę, która leżała w jego rękach.- Napisałaś to wypracowanie dla Slugorna?
Ze złością zaczęła opowiadać mu jak bardzo Slughorn zniszczył jej plany zadając tą przeklętą pracę. Z nikłym uśmiechem przyglądała się jej z góry. Bo mimo iż Mary nie była niska to przy Remusie każdy wyglądał na niższego niż w rzeczywistości był.
Ależ ona uroczo marszczy nosek.
Pomyślał i z większym skupieniem zaczął wysłuchiwać jej słów wtrącając od czasu do czasu jakieś zdanie.
- No popatrz- szepnął konspiracyjnie James kiedy wraz z Syriuszem i Peterem opierali się plecami o duży parapet na czwartym piętrze.
- Się z Luniaczka taki casanova zrobił.- odpowiedział dramatycznie Syriusz kładąc rękę na klatce piersiowej.
- No to przynajmniej wiemy z kim był w tamtym tygodniu.- powiedział Peter wkładając do buzi czekoladową żabę.
- I w tym tkwi sedno Glizdogonie, nie spodziewaliśmy się, że Luniek wyrwał jakąś panienkę w tej bibliotece. A tym bardziej Śnieżkę- zakończył James uśmiechając się chytrze.
*
Kiedy Lily opowiedziała Dorcas i Marlenie o tym jak wysadziła toaletę początkowo nie uwierzyły. No bo wzorowa uczennica nawet z taką dumą i temperamentem jak Evans wysadziłaby toaletę? Nie brzmiało to zbyt rozsądnie dopiero historia Lily okazała się prawdziwa kiedy Huncwoci weszli przez portret a Syriusz zagaił rozmowę.
- Lily jesteś i ty może wysadzimy coś razem?- zachichotał głupio a wzburzona dziewczyna z całej siły uderzyła go w potylicę.
- Nie kłamała- wypowiedziała oniemiała Marlena podpierając się na dłoni.
- Sarenka? Skąd ona to wzór do naśladowania.- odpowiedział Syriusz nadal chichrając się.
Lily posłała mu ostatnie wrogie spojrzenie a następnie skupiła się na słownej przepychance pomiędzy Jamesem a Remusem.
- Ja ci do łóżka nie zaglądam Rogaczu, odczep się- rzekł Remus przypatrując się rozbawionej twarzy przyjaciela.
- Ale ja tylko ciekawy jestem ty i Mary...?- kontynuował nie przejmując się wypowiedzią Lupina.
- Jesteś z Mary?- przerwała im Lily unosząc brwi.
CZYTASZ
Just the marauders
FanfictionHistoria Huncwotów jest piękna, lecz niezwykle bolesna i nieszczęśliwa. Niestety nie udało im się żyć długo, ale ich lata szkolne można zaliczyć do tych najszczęśliwszych. I tak oto jest moja interpretacja ich przygód z dwóch ostatnich lat w Hogwarc...
