- Snape.
Zgarbiony, czarnowłosy nastolatek podniósł głowę znad podręcznika a jego oczom ukazał się góra dwa lata młodszy Ślizgon. Severus skinął mu głową wypowiadając nieme pytanie i dzieciak zaczął mówić.
- Jakaś ruda dziewczyna chce z tobą porozmawiać, normalnie bym nie zawracał ci głowy, ale to prefekt i zagroziła utratą punktów.
Severus udając chłodne zainteresowanie ponownie machnął mu głową, pakując do torby podręcznik i pióro aż wreszcie wstał od stolika odprowadzany czujnym spojrzeniem Ślizgonów, którzy znajdowali się w salonie. Łatwo było zyskać ich uwagę chociażby najmniejszymi rzeczami, ale coś co różniło ich od pozostałych domów to, że potrafili to doskonałe ukryć, ale on sam będąc Ślizgonem przeszło siedem lat umiał zauważyć, że nawet jego wyjście wzbudziło ich skryte zainteresowanie.
Faktycznie, kiedy ściana się za nim zamknęła w jego oczy od razu rzuciła się ruda a raczej kasztanowa czupryna jego byłej przyjaciółki. Zadziwiającym był sam fakt, że chciała z nim porozmawiać a na dodatek, że sama pofatygowała się do lochów. Za nim udało mu się przejść kilka kroków Lily doskoczyła do niego z wyjątkowo spokojnym wyrazem twarzy. No proszę czyżby zmądrzała i miała zamiar prosić o ich ponowną przyjaźń? Tylko resztką samokontroli powstrzymał uśmiech satysfakcji, który cisnął mu się na bladą twarz.
- Nie chciałam tu przychodzić, ale pewna sytuacja tego wymaga- zaczęła za nim zdążył się odezwać.- Wiem co zrobiliście Mary.
- To znaczy?- spytał bezbarwnie tracąc nadzieję, że Lily chodziło o pogodzenie się.
- Nie uważaj mnie, za głupią Severusie- jej oczy zwężyły się, natychmiast a ton nabrał ostrości.- To była czarna magia nie wiem, który z was rzucił na nią to zaklęcie. Szczerze wątpię, że ty gdyż było źle rzucone i na szczęście nic złego się jej nie stało.
- Czemu przyszedł ci do głowy pomysł, że była to czarna magia.
- Jak mówię, nie jestem głupia, Snape- warknęła najeżając się.
- Wcale tak nie uważam.
- Cóż nie to jest tematem naszej rozmowy- ochłonęła niemal natychmiast nadal patrząc w jego czarne oczy.
Lily Evans się zmieniła przez ponad rok odkąd ich przyjaźń się zakończyła. Tamta Lily potrzebowała się wykrzyczeć, przekląć na czym świat stoi i dopiero potem można było w miarę na spokojnie z nią kontynuować rozmowę. Natomiast ta dojrzała, nie można było odjąć jej wybuchowości, ale umiała nad tym panować. A on nie był do końca pewien czy ta zmiana mu się podoba.
- To był tylko żart- powiedział niezgrabnie.
- To była czarna magia- mruknęła grobowym tonem.- A ty nie zdajesz sobie z tego najmniejszej sprawy co oznacza, że już zdecydowałeś. Dołączysz do niego po szkole- bardziej stwierdziła niż zapytała a on zdał sobie sprawę, że w żaden sposób nie może temu zaprzeczyć.
- Przykro mi, Severusie, że stałeś się takim człowiekiem.
- Evans?
Nagle odezwal się inny, trzeci głos należący do rozczochranego chłopaka opierającego się o kamienną ścianę. Gryfon podszedł do nich z zaciętą twarzą a na ustach Snape'a pojawił się kpiący uśmiech. Lily szybko zauważając co zaraz może się wydarzyć złapała James'a za ramię i ostatni raz patrząc na Severusa miała oczach coś w rodzaju, współczucia a potem odeszli w głąb korytarza zapewne kierując się do wieży Gryfonów. Snape poczuł wtedy, że raz na zawsze stracił Lily Evans a tym samym jakiekolwiek szanse, że uda im się obudować to co kiedyś było.
CZYTASZ
Just the marauders
FanfictionHistoria Huncwotów jest piękna, lecz niezwykle bolesna i nieszczęśliwa. Niestety nie udało im się żyć długo, ale ich lata szkolne można zaliczyć do tych najszczęśliwszych. I tak oto jest moja interpretacja ich przygód z dwóch ostatnich lat w Hogwarc...
