22

1.1K 58 4
                                        

Lily drżącymi dłońmi oparła się o umywalkę na pierwszym piętrze i powoli unosząc głowę spojrzała w lustro. W odbiciu zobaczyła bladą twarz z zielonymi oczami w kształcie migdałów jak lubiła je określać. Makijaż rozmazał jej się od łez więc wyszeptała zaklęcie a jej twarz od razu nabrała odcieni. Wzięła ostatni głęboki oddech i wyszła z pomieszczenia odgarniając natrętne loki, które spadały jej na twarz.

- Och, Lily wreszcie. Zaczynaliśmy się martwić- powiedziała Dorcas zeskakując gwałtownie z parapetu tak, że jej spódniczka lekko się uniosła a ona sama ledwo zauważalnie zachwiała się.

- Wszystko w porządku- mruknęła Lily.- Stało się coś?

- Cóż chwilę po twoim wyjściu przyleciała sowa Jamesa i okazało się, że pan Potter jest w Świętym Mungu.

- Słodki Merlinie, ale wszystko z nim w porządku prawda?

- Tak z tego co James mówił to jego tata lekko ucierpiał w ostatniej misji, ale to nic groźnego.- wyjaśniła Marlena podchodząc do przyjaciółek.

Evans pokiwała lekko głową i patrząc na smutną twarz czarnowłosego tknęło ją współczucie. Cichym krokiem podeszła do chłopaka, który oddalony od przyjaciół opierał się o zimną ścianę. Chwyciła jego dłoń i lekko ścisnęła dodając mu otuchy. Zaskoczony podniósł głowę i widząc wielkie, pełne ciepła oczy Lily uśmiechnął się delikatnie, ale szczerze co ucieszyło rudowłosą. Kiedy tylko malutki profesor Flitwick zjawił się i otworzył salę puściła jego dłoń i posyłając mu ostatnie mocne spojrzenie weszła do sali i usiadła obok Mary.

- Hej Lily- przywitała się czarnowłosa posyłając jej szeroki uśmiech, w którym doskonale było widać biel jej idealnie prostych zębów.

- Witaj Mary- Lily nie chcąc wyjść na niemiłą również się do niej uśmiechnęła lecz jedynie kącikiem ust.

- Wszystko w porządku? Masz bardzo zmęczoną twarz a to dopiero ósma.

- Ach, mam gorszy dzień, ale poza tym wszystko gra.

- Dobrze witajcie uczniowie, na dzisiejszej lekcji zajmiemy się...

Kiedy tylko mistrz zaklęć zaczął prowadzić lekcję wszelkie rozmowy ucichły bo uczniowie nawet czasem tak niepokorni jak Huncwoci lubili zaklęcia i nie widzieli powodu, aby przerywać wykład lubianemu nauczycielowi.

*

- James musisz coś zjeść stary. Nie możesz żywić się powietrzem- powiedział Syriusz wtykając pod nos Potterowi talerz pełen pieczonych ziemniaczków i skrzydełek z kurczaka oraz kompletem surówek.

- Dobrze wiesz, że nie mam ochoty na jedzenie Łapo- mruknął nieprzytomnie James.

Mimo iż o wypadku pana Pottera dowiedzieli się rano to James, który był dość zżyty ze swoją rodziną. Być może dlatego że był jedynakiem a może dlatego że Euphenia i Fleamont byli wspaniałymi ludźmi, którzy kochali syna nad życie i rozpieszczali jak tylko mogli. Nie wiadomo. James jednak nigdy nie patrzył na drogie prezenty od rodziców kochał ich całym sercem bo tak został wychowany dla niego rodzina była zawsze najważniejsza.

- Syriusz ma rację musisz coś zjeść- powiedział Remus patrząc się na niewyraźnego okularnika.

W tamtym momencie James Potter nie był królem szkoły, czempionem Quidditcha czy rozrabiakom, który wysadzał szkolne toalety. Był zwykłym nastolatkiem, który martwił się o ojca.

- Chodź James będziemy jeść z jednego talerza też nie mam ochoty, ale coś przekąsić trzeba- Lily Evans przysiadła się do swojego adoratora, który był w tak złym humorze, że nie miał siły irytować Lily swoimi pytaniami o randkę.

- Serio?

- Nie, żartuje wiesz- zironizowała i nabiła na widelec kawałek ziemniaka, którego powoli zaczęła przeżuwać.

Żaden przyjaciel z ich paczki nie zaczął rzucać głupimi tekstami czy żartami, byłoby to nieodpowiednie i popsuło by tą chwilę porozumienia pomiędzy dwójką nastolatków.

- Wciąż mnie zaskakujesz Evans. Kiedy w końcu myślę, że już odkryłem całą ciebie ty wciąż pokazujesz mi się z innej strony- powiedział a na jego twarzy zjawił się zmęczony uśmiech, który zasymbolizował poprawienie się jego humoru.

W tej ponurej i ciężkiej atmosferze nikt nie widział jak dwie gGyfonki naprzeciwko Lily i Jamesa podają sobie złotego galona a szóstoroczny Ślizgon prycha ze złości.

*

Kolejny dzień, miesiąc, tydzień bez Lily dawał mu się we znaki. Brakowało mu jej uśmiechu, który często mu wysyłała kiedy poprawiali coś w podręczniku jej błyszczących, zielonych oczu i melodyjnego głosu, którym mówiła. A to wszystko było jego winą.

Chyba sobie żartujesz to nie była twoja wina.

Oczywiście, że była gdyby tylko jej tak nie nazwał nic by się nie wydarzyło.

Gdyby chciała jego przyjaźni to by wybaczyła.

A może to on powinien bardziej się postarać i próbował odzyskać jej przyjaźń.

Szybko wyrzucił z głowy dwa natrętne głosy, które zaczęły się się ze sobą sprzeczać. No tak do pełni szczęścia brakowało mu tylko, żeby popadł w szaleństwo. Zimnym wzrokiem zlustrował przygarbioną sylwetkę Pottera. Nienawidziła tej gnidy całym sercem, zawsze chodził napuszony jak paw po Hogwarcie, jakby w zupełności należała do niego pomiatając innymi wraz z Blackiem, Lupinem i Pettigrewem. Kanalie takie jak oni nie powinni w ogóle chodzić po tym świecie. Nie wiedział co spowodowało znaczne przygnębienie ścigającego, ale z całego serca modlił się, aby cierpiał on tak bardzo jak jego dusza kiedy wraz ze swoją bandą się nad nim znęcali. To było tak bardzo Gryfońskie czterech na jednego.

Szlachetność nie ma co.

Zakpił w myślach i Merlin wyjątkowo stroił sobie z niego żarty. Żeby napawać się ostatni raz bólem Pottera spojrzał w jego kierunku, ale zamiast jego przygarbionej postawy zobaczył jak jego słodka Lily próbuje go pocieszyć i zaczyna z nim dyskusję jedząc z J E D N E G O talerza. Zalała go złość. Potter zawsze musiał być od niego lepszy, w Quidditchu, podrywaniu dziewczyn czy nawet wyznawaniu uczuć.

Tak bardzo kochał Lily i gdyby nie ten cholerny wypadek po sumach kto wie może byli by parą? Lily była dla niego idealna zresztą nie tylko dla niego. Dla Pottera również, ciągle ją podrywał, prawił komplementy czy zapraszał na randki. Miał białą gorączkę kiedy tylko wyobrażał sobie tą dwójkę razem. To byłby cios prosto w serce a myśl, że stanie się to w niedalekiej przyszłości napawała go taką wściekłością, że chciał chwycić Pottera za ten rozczochrany łeb i rzucić w niego swoim udoskonalonym zaklęciem. Od piątej klasy udało mu się udoskonalić zaklęcie tak, aby już go nie zawodziło. Przetestował je na żabie, którą znalazł niedaleko błoni w dormitorium kiedy wszyscy współlokatorzy wyszli rzucił je na brzydkie zwierzątko i wraz z jego oczekiwaniami zwierzę wykrwawiło się na śmierć.

- Severusie pamiętaj, że dzisiaj idziemy po tą księgę- powiedział cicho Muliciber jego kolega, który jednocześnie był jego współlokatorem.

Parę tygodni temu zakradli się do działu ksiąg zakazanych i znaleźli księgę, która mocno ich zainteresowała niestety nie mieli czasu zabrać ją ze sobą czy zostać i przekartkować do końca bo Flitch prawie ich nakrył więc w popłochu opuścili tamto pomieszczenie.

- A jak miałbym zapomnieć Muliciber.

- Mam nadzieję, że znajdziemy coś bardzo interesującego. Na przykład jak pozbyć się kilku szlam z zamku w bolesny sposób- zaśmiał się mrocznie Rosier a Snape'a przeszedł lekki dreszcz niezauważalny dla ich ślepego oka.

Czarnowłosy spojrzał ostatni raz na Lily, która uśmiechała się w stronę koleżanek i wraz z dwójką kolegów opuścili Wielką Salę kończąc tym samym obiad.

Just the maraudersOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz