3

3.2K 118 172
                                        

Słońce tamtego, letniego popołudnia mocno grzało sprawiając przyjemność dzieciom bawiącym się na miejscowym placu zabaw. Zresztą nie tylko im ciepła pogoda pasowała trafiła również w gust pewnej, rudowłosej dziewczyny, która obściskiwała się w najlepsze na ławce w parku. Z przyjemnością zaciskała palce na końcówkach włosów blondyna, który bezwstydnie jeździł ręką po jej odkrytym udzie. Lily Evans bo tak się nazywała postanowiła wykorzystać tę wakacje jak najlepiej mogła, zaczynając od czytania rozmaitych lektur a kończąc na wychodzeniu na randki z jej obecnym chłopakiem.

- Ci młodzi tylko jedno im w głowach!

Zabrzmiał kobiecy, karcący głos a za chwilę dorównał jej drugi.

- Bezbożniki!

Lily z rumieńcem na policzkach odsunęła się od chłopaka patrząc na swoje buty, które nagle stały się bardzo interesujące. Kątem oka zauważyła jak dwie starsze panie, które im przerwały narzekając na mało istotne sprawy stopniowo się od nich oddalały w głąb parku. Głośny wybuch śmiechu spowodował, że buntowniczo uniosła głowę.

- Bawi cię to, Chriss?

- Wybitnie rusałko, wybitnie.

- Jesteś niemożliwy. Naprawdę- mruknęła poprawiając okulary przeciwsłoneczne, które zjechały jej na czubek nosa.

- Za bardzo się spinasz rusałko.

Spojrzała na niego z dezaprobatą kiedy znowu nachylił się w jej stronę próbując wyżebrać kolejne pocałunki. Nadąsana Lily odwróciła się jednak do niego tyłem, blokując jego starania. Chriss znaczącym ruchem odwrócił ją w świat stronę i ciężarem ciała przyszpilił do białej ławeczki. Z ust Lily wydobyło się głośne mruknięcie symbolizujące jej zadowolenie. Z radością zarzuciła mu ręce na kark i dała ponieść się chwili.

- Przepraszam!- pisnął chłopczyk z czapką bejsbolówką na głowie kiedy kolorowa piłka uderzyła w parę przerywając im wspólne pieszczoty.

- Czy to jakieś fatum- warknęła Lily patrząc z ukosa na chłopca.

Miał maksymalnie osiem lat, brązowe włosy i jasne oczy, które zapełniały się łzami. Nastolatka westchnęła głośno i kucnęła przy dziecku.

- Jak masz na imię?

- Anthony- odpowiedział chłopczyk cicho zjeżdżając wzrokiem na swoje sznurowadła.

Uniosła palcami jego podbródek aby swobodnie mógł spojrzeć w jej tęczówki wypełnione ciepłem.

- A więc Anthony nic się nie stało, ale następnym razem razem z kolegami uważajcie. A teraz leć się bawić- dokończyła wypowiedź oddając mu niefortunnie rzucony przedmiot.

- Dziękuję pani!- krzyknął i machając jej na pożegnanie pobiegł do czekających na niego chłopców w podobnym wieku.

- Masz podejście do dzieci- zauważył kiedy usiadła obok niego wtulając się w jego wygodnie ramię.

- Czy ja wiem? Po prostu byłam miła- odparła lustrując oczami oddalone od nich krzaki.

Miała wrażenie, że widziała tam jakiś ruch i kształt dziwnej postury. Ze skupieniem obserwowała liście poruszane przez wiatr a kiedy nic z nich nie wyszło wzruszyła mentalnie ramionami i z uśmiechem zaczęła dyskusje z Chriss'em. A jej wzrok okazał się nieomylny kiedy rozgoryczony chłopak w tym samym wieku co Lily obserwował ich uparcie zza drzewa przeklinając dzień, w którym zakończył ich przyjaźń.

***

- Co myślisz o tej?

Lily wyszła z przymierzalni w fioletowej sukience zwężanej pod biustem. Sukienka była w odcieniu lawendowym i sięgała przed kolano. Cały jej krój był prosty jedynie zwężenie góry stroju nadawało lekkiej ekstrawagancji i uwydatniło ładny biust dziewczyny.

Just the maraudersOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz