Ledwo co te słowa przeszły przez gardło Dorcas, a czarnowłosa przeszła przez dziurę za portretem, z nieco rozczochranymi warkoczami, ale cała i zdrowa. Nim zdążyła spytać co to za zbiorowisko a już musiała konfrontować się z wściekłą Lily.
- Gdzieś ty była tyle godzin? Czy ty wiesz jak, żeśmy się wszyscy martwili?! A w szczególności dziewczyny- oskarżycielsko wskazała palcem na już nieco bardziej kolorowe twarze Marlene i Dorcas.
- Ja..co?
Po tym pytaniu nastąpiła głucha cisza, którą przerwało kpiące prychnięcie Lily.
- Och, no tak panna nie odpowiedzialna, ma już kompletnie gdzieś fakt, że widziałyśmy się po obiedzie, który był kilkanaście dobrych godzin temu, a z Lunatykiem wyszłaś też spory kawał czasu do tyłu, pozni j zniknąć i nic mu oraz nam nie mówiąc! No tak McDonald nic cię nie obchodzi, bo wcale podkreślam wcale nie masz chłopaka i przyjaciół, którzy się o ciebie martwią na dodatek w tych czasach, gdzie jest masa tajemniczych zaginięć!
Brwi Mary ściągnęły się lekko a usta zacisnęły wyginając w podkówkę sygnalizując jeden z nielicznych jej wybuchów.
- Och, nie wiedziałam, że wyjście na parę godzin jest karalne- sarknęła Mary.- Na dodatek w Hogwarcie! Pod czujnym okiem Dumbledore'a.
- Nie obchodzi mnie, czy jest to park, dom czy pieprzony Hogwart, musisz zdawać sobie sprawę w jakich czasach przyszło nam żyć, McDonald!
- Na twoje szczęście, doskonale sobie zdaje sprawę, Evans!
Nie zorientowały się kiedy zaczęły się na siebie wydzierać a do salonu wspólnego Gryfonów zaczęło schodzić się coraz więcej uczniów, którzy chcieli zobaczyć kto się wydziera na siebie tak późno w nocy.
- Ostrzegam cię...jeszcze jeden taki nume-
- I co? Co zrobisz, Evans dasz szlaban, odejmiesz punkty czy...-
- Wystarczy!- krzyknął James a jego mocny głos poniósł się po pomieszczeniu przerywając kłótnię dziewczyn.- Wy wynocha do dormitoriów- warknął na gapiów, którzy najwidoczniej się rozkręcali i wcale nie mieli zamiaru szybko się rozejść, ale pod ostrym głosem Jamesa postanowili zrezygnować.- A wy, koniec przeprosić mi się nawzajem i jazda do łóżek, jutro poniedziałek.
Popatrzyły na siebie wilkiem i ani drgając nie ruszyły się o milimetr aby przeprosić drugą. Lily pogardliwie wygięła wargi w paskudnym grymasie a Mary wywracając oczami ruszyła w kierunku schodów nawet nie oglądając się na resztę. Pod wyraźnym spojrzeni m Jamesa Marlena i Dorcas również wspięły się na schody a Peter i Syriusz pociągnięci przez Remusa, który jako jedyny Huncwot zorientował się o co chodziło Rogaczowi również poszli do swojego dormitorium. Rudowłosa, z której powoli schodziła złość czuła jak wstyd obwieszcza swój byt na jej policzkach przez wściekle różowe plamy, James powstrzymując westchnienie machnął różdżką i fotel znajdujący się niedaleko niego wylądował centralnie na przeciwko Lily a on sam usiadł na nim wpatrując się cierpliwie w jej twarz. Już miał zamiar się odezwać czy dziewczyna zdaje sobie sprawę z jego obecności kiedy jej usta otworzyły się tworząc nieco koślawą wypowiedź.
- Wiem, że nie powinnam na nią krzyczeć James, ale po prostu...sama nie wiem kiedy nie było jej przez tyle czasu i dziewczyny wpadły takie spanikowane w mojej głowie utworzyły się nagorsze scenariusze. W końcu co dzień w gazecie można przeczytać o tajemniczych zniknięciach czy morderstwach.
James słuchał ją uważnie bacznie obserwując, że jej głową nie uniosła się ani o centymetr odkąd zaczęła mówić więc chwytając jej podbródek w palce uniósł go lekko do góry, aby swobodnie mogła patrzeć na niego swoimi zielonymi oczami.
CZYTASZ
Just the marauders
FanfictionHistoria Huncwotów jest piękna, lecz niezwykle bolesna i nieszczęśliwa. Niestety nie udało im się żyć długo, ale ich lata szkolne można zaliczyć do tych najszczęśliwszych. I tak oto jest moja interpretacja ich przygód z dwóch ostatnich lat w Hogwarc...
