-Syriusz... Ja... Mam prośbę... Tylko, to nie tak jak myślisz...
-O co chodzi Lotte? Coś się stało?
-Bo my się wczoraj, na wieży astronomicznej... Całowaliśmy.
-No tak- uśmiechnął się, ale nagle posmutniał- Nie podobało Ci się...
-Nie, idioto- zaśmiała się- To było najlepsze uczucie jakie doznałam w życiu. Serio, ja czułam jak we mnie się coś dziwnego dzieje. To było magiczne.
-Jak świat, w którym żyjemy. W takim razie co jest nie tak?
-Chcę Cię prosić o czas. Nie zrozum mnie źle, ale dla mnie to wszystko nowość i zbyt wiele emocji nie za dobrze na mnie działa. Naprawdę nie chodzi tutaj o to, że coś mi się nie podoba, bo to co czuję do Ciebie jest wspaniałe, ale serio... Potrzebuję tej przerwy świątecznej.
-Czujesz coś do mnie?- zapytał z szelmowskim uśmiechem.
-Gdybym nie czuła to bym Cię odepchnęła wczoraj i wydarła się na Ciebie.
-To pozwól mi coś zrobić jeszcze.
-Mianowicie?
Przez kilka sekund Syriusz patrzył jej po prostu w oczy. Uśmiechnął się i przeszedł cały dystans, który ich dzielił i zaczął całować, jakby miał być to ostatni pocałunek w jego życiu.
Droga do Hogsmeade była cała zatłoczona. Tłumy uczniów właśnie opuszczało zamek w celu udania się do pociągu, który miał ich zawieść do domu. Większość była w świetnym, a przynajmniej dobrym nastroju. Uczniowie cieszyli się z ilości śniegu, a pomimo tego- w miarę ciepłej pogody. Huncwoci szybko znaleźli wolny przedział i w nim usiedli. James usiadł między Charlotte a Remusem, a Syriusz z Peterem naprzeciwko. Po chwili pociąg ruszył.
-Nie mogę uwierzyć, że ten czas już tak szybko zleciał. Jeden semestr za mną- zaśmiała się Charlotte.
-Ale podoba Ci się prawda?- zapytał Peter.
-Bardzo- dziewczyna potajemnie spojrzała na Syriusza, a on to zauważył- Cieszę się, że was poznałam.
-Dobra, co robimy w takim razie? Pomysły?- zapytał James.
-Ja mam pytanie- odezwała się Lotte- Do was wszystkich.
-Tak?
-Czy wy nie jesteście tymi wielkimi psotnikami? Z tego co słyszałam, to myślałam, że nawet nie będę mieć czasu żeby z wami rozmawiać, a wy zaledwie pięć szlabanów.
-Droga Charlotte- uśmiechnął się Syriusz- Nie chcieliśmy Cię przerazić w ciągu miesiąca.
-Ta, na pewno- zaśmiała się.
-Ale taka prawda- zaczął Remus- Uwierz mi, to co my, znaczy prędzej oni wyczyniali na czwartym roku to jakaś masakra. W szczególności dla Snape'a.
-A właśnie- wtrącił się James- Snape. Strasznie go nie znoszę.
-No co ty nie powiesz?- zaśmiał się Black- Tak jakby od zawsze go nie cierpieliśmy.
-Ale teraz jest coś nie tak- tłumaczył się Potter- Czuję do niego coraz większą nienawiść. Czym to może byś spowodowane?
-Chłopaki, przecież tu chodzi o Lily, ale jesteśmy głupi- jęknęła Charlotte- Ale widzisz James, jest problem, bo Ruda lubi go i wiesz czemu Ciebie nienawidzi?
CZYTASZ
The Marauders
Fanfiction"Los to byt, któremu nie można się przeciwstawić. Każdy ma jakiś swój scenariusz, jednak zawsze można go ulepszyć" Czasami stają się rzeczy nieodwracalne, na które nie można wpłynąć. Zmieniają one życie, czasami stanowią barierę lub wywołują problem...
