-Co się stało?- zapytał Remus.
Remus stał z Syriuszem siedzieli sami w jednym z przedziałów. Powiedzieli reszcie, że idą się przejść, ale Lupin chciał się dowiedzieć wszystkiego co się stało.
-Słuchaj, to jest takie trudne- jęknął czarnowłosy- Nie wiedziałem, że coś takiego może być takie trudne, skoro nawet ich nie lubię, tylko nienawidzę...
Zielone oczy Lupina patrzyły na przyjaciela ze współczuciem i smutkiem. Syriusz oparł głowę na ramieniu Remusa, który delikatnie go objął.
-W skrócie, prawie mnie zabili- powiedział cicho.
Przez chwile nikt nic nie mówili. Jasnowłosemu serce trochę przyspieszyło i z większą siłą obejmował przyjaciela. Widok załamującego się Syriusza nie był rzeczą, którą się widzi na co dzień. Z pozoru chłopak, który nie bierze niczego na poważnie, dla którego problemy nie są powodem do łez, ma sekrety i tajemnice, które go przytłaczają. W takich momentach właściwie już mężczyzna znowu stawał się małym chłopcem, bojącym się własnego cienia.
-Uciekłem do Jamesa i Lotte- dodał.
-Ale teraz się już lepiej czujesz?
-Tak, zdecydowanie- westchnął- Myślisz, że takie groźby, typu, że w przyszłości coś tam coś, mogą się spełnić?
-W jakim sensie?- zapytał zdziwiony- O co chodzi?
-Myślisz, że takie coś może się spełnić?- powtórzył drżącym głosem.
-Powiedz co Ci powiedzieli.
-Remus, tak czy nie?- Syriusz oderwał się i spojrzał szarymi oczami prosto w zielone oczy Remusa.
-To tylko groźby, Syr- powiedział jak najdelikatniej mógł- Nic się nie stanie.
Dłonie czarnowłosego trzęsły się. Po chwili jednak otrzepał się i przytulił do drugiego.
-Przepraszam- powiedział w bluzę zielonookiego.
-Nie masz za co. Masz prawo okazywać emocje i nie jest to nic złego- chłopak gładził przyjaciela po plecach, aby go uspokoić.
-Nie sądziłem, że mogą mnie złamać. Ale i tak te święta były udane. Bardzo udane.
-Co? Dlaczego?
-Lotte.
Przemówienie Dumbledore'a się w końcu skończyło i uczniowie mogli się już rozkoszować smakołykami na stołach. Wszyscy wyglądali na pełnych energii i gotowych do pracy. Remus, Peter, Syriusz, Charlotte, Marlena i Dorcas przy swoich stałych miejscach i rozmawiali.
-Tak w ogóle to gdzie zniknął James?- zapytał Syriusz.
-Pytanie też, gdzie jest nasza Ruda?- dodała Dorcas.
-Myślicie o tym samym co ja?- uśmiechnęła się Charlotte.
-Niemożliwe- od razu powiedziała Marlena.
-W takim razie popatrzcie w stronę wejścia- oznajmił Syriusz z otwartą buzią.
Lily Evans szła obok Jamesa Pottera. Rozmawiali o czymś i co chwila uśmiechali się. Gdy byli już wystarczająco blisko przyjaciół Potter szepnął jej coś do ucha na co ona otworzyła buzię ze zdziwienia i jakby niedowierzania. Lily usiadła najdalej, za Marleną, a James wepchnął się między Petera a Syriusza. Charlotte, siedząca obok Blacka od razu wychyliła się do brata.
CZYTASZ
The Marauders
Fanfiction"Los to byt, któremu nie można się przeciwstawić. Każdy ma jakiś swój scenariusz, jednak zawsze można go ulepszyć" Czasami stają się rzeczy nieodwracalne, na które nie można wpłynąć. Zmieniają one życie, czasami stanowią barierę lub wywołują problem...
