-Jestem taki podekscytowany- powiedział szczęśliwy James.
-Co znowu?- zapytał Syriusz, jedzący skrzydełko kurczaka- Zachowujesz się jak pięciolatek, który dostał lizaka albo jakieś inne słodycze.
-Może dostał- dopowiedział Remus.
-Dajmy Jamesowi dojść do słowa, może przynajmniej końcówka dnia będzie ciekawsza- mruknęła Charlotte.
Uczniowie właśnie siedzieli na kolacji po ciężkim dniu, spowodowanym multum sprawdzianów i zadań od nauczycieli. Każdy praktycznie chciał, żeby dzień się skończył.
-Słuchajcie, Lily się chyba przestała na mnie obrażać- szepnął z błyskiem w oczach- Jak się na nią dzisiaj popatrzyłem to nie odwróciła się tylko tak przez chwilę tkwiliśmy w totalnym bezruchu, się zatraciliśmy jak Syriusz i Lotte.
-Ja się w niczym nie zatracam- jęknęła Charlotte.
-Kogo chcesz okłamać?- zaśmiał się Syriusz i objął ramieniem dziewczynę- Wiemy wszyscy, że za mną szalejesz.
-Milusiński- mruknęła, ale wtuliła się w Blacka- A co do Ciebie Jamie. Lily może po prostu przyzwyczaiła się do widoku Twojej brzydkiej twarzy i nie chce się jej odwracać?
Po tym komentarzu Huncwoci oprócz Jamesa zaczęli się śmiać. Okularnik miał poważną minę i zaczął siostrze grozić palcem.
-Nie ładnie, Charlotte.
-Oh, no Jamie, nie wkurzaj się- znowu jęknęła- Przecież wiesz, że Cię kocham?
-Ale mnie bardziej- szepnął do jej ucha Syriusz.
Była już dość późna pora, ale nie był to problem dla Charlotte, Lily, Marleny i Dorcas. Siedziały w swoim dormitorium i rozmawiały o wszystkim, analizowały dzień i planowały kolejny.
-Marlena, powiesz nam w końcu co jest między Tobą a tym Rogerem?- zapytała Dorcas.
-No wiesz...- blondynce trudności przynosiły rozmowy o niej i chłopaku.
-Oh, no Marlena. Przecież wiesz, że my wam kibicujemy, a wy do siebie pasujecie jak Jin i Jang- zaśmiała się Lotte.
-Nie wiem czy coś z tego szczerze wyjdzie- burknęła blondynka- Niby gadaliśmy dzisiaj, ale tak ciągle był spięty jakiś...
-Może myśli, że ty nie chcesz z nim i ciągle się decyduje czy ma to Tobie powiedzieć. Boi się po prostu, że jak powie to ty go będziesz mieć gdzieś i stracicie kontakt?- wtrąciła się Ruda.
-Myślisz?
-Mar- głos Dorcas był spokojny i ciepły- Widzimy jak on na Ciebie ciągle patrzy. Nie może się skupić podczas uczty, ani nic!
-Potwierdzam- dodała Charlotte- Mówienie o uczuciach to ważna sprawa, a jeśli druga osoba czegoś nie odwzajemnia to słabo.
Rozmowa następnie się skupiła na temacie jutrzejszego wypadu do Hogsmeade. W tym właśnie momencie Charlotte poczuła, że coś jest nie tak. Wstała, czym wzbudziła zainteresowanie towarzyszek.
-Idę do łazienki- powiedziała i poszła w kierunku wyjścia z dormitorium.
-Lotte, mamy łazienkę w dormitorium- zaskoczona Lily wskazała na drzwi w pomieszczeniu.
-Tak, wiem, ale potrzebuję się przejść. Sama- uprzedziła pytanie współlokatorek.
-Wszystko dobrze?- spytała zatroskana Marlena- Dobrze się czujesz?
-Świetnie, po prostu potrzebuję do łazienki i mam ochotę się przejść- oznajmiła szybko i jak najszybciej mogła wyszła z pokoju.
Brunetka biegła ile sił w nogach do damskiej łazienki. Nie bała się, że spotka jakiegoś nauczyciela stróżującego i owego nie spotkała. Wpadła do dużego pomieszczenia, do którego prawie nikt nie uczęszczał ze względu na Jęczącą Martę, której tego dnia jednak nikt nie widział. Charlotte oparła się o jedną z umywalek i spojrzała w lustro. Odkręciła kurek i zaczęła polewać swoją twarz zimną wodą.
-Co się do cholery dzieje?- zapytała samą siebie i spojrzała na swoje drżące dłonie- Cholera.
Znowu spojrzała w lustro. W ciągu kilku minut strasznie się zmęczyła i bardzo chciało się jej iść spać. Napadały ją naprzemiennie fale gorąca i zimna. Wzięła łyka zimnej wody z umywalki. Usiadła na chłodnych płytkach i schowała twarz między kolanami. Zaczęła się kiwać w przód i w tył czując narastający ból głowy. Z jej oczu uciekło kilka pojedynczych łez. Po kilku minutach wszystko powoli ustawało, a Lotte wstała i przetarła twarz. Jej lustrzane odbicie nie wyglądało najlepiej, jednak dziewczyna tylko przemyła twarz i wyszła z łazienki.
-Lotte, wstawaj- ktoś potrząsał delikatnie ramieniem Charlotte.
Zielonooka odwróciła się i przed sobą ujrzała blondynkę. Marlena od pięciu minut próbowała obudzić przyjaciółkę.
-Co się dzieje?- jęknęła Lotte.
-Kochana, śniadanie się zaczęło, a później zajęcia- powiedziała z drugiego końca pokoju Dorcas, przeglądająca się w dużym lustrze.
-Nie chce mi się- mruknęła.
Brązowe oczy obserwowały Charlotte w odbiciu lustra. Dziewczyna po chwili odwróciła się w stronę łóżka.
-Co się dzieje?
-Nic, po prostu nie mam siły.
-Powiedziałabym, żebyś została, ale mamy dzisiaj sprawdzian na Transmutacji- dodała cicho Lily- Bardzo ważny, nie będzie zadowolona, jak kogoś nie będzie.
-No dobra.
-Zaraz tutaj zejdę- mruknęła Charlotte.
Remus spojrzał na nią zaniepokojony i delikatnie się przybliżył.
-Co się dzieje? Źle wyglądasz. Spałaś dzisiaj coś w ogóle?- spytał z niepokojem.
-Gorszy dzień, tak myślę- wydukała.
-Na pewno?
-Tak, Remus. Wszystko w jak najlepszym porządku. Nie ma powodów do zmartwień- zdecydowała się na delikatny uśmiech.
-Jak coś to mów. Nie chcę Cię mieć na sumieniu.
Gdy to powiedział, Charlotte zaśmiała się cicho pod nosem. Nie było jednak tak wesoło, kiedy migrena z wczorajszego wieczora powróciła. Dziewczyna próbowała usiedzieć, żeby Remus ani nikt inny się nie martwił. Zauważyła, że jej prawa dłoń zaczęła drżeć, dlatego szybko ją położyła pod ławką. Po kilku minutach przyzwyczaiła się do bólu i podparła się ręką pod nosem. Po chwili poczuła dziwne ciepło na dłoni. Kiedy odsunęła rękę, zobaczyła czerwoną ciecz, co kompletnie ją sparaliżowało ze strachu. Niestety Lupin zauważył to.
-Pani Profesor! Charlotte...
Dziewczyna nie słyszała nic więcej. Patrzyła dalej na krew na swojej dłoni. Za mgłą zobaczyła, że przy niej stanął Syriusz i Pani Profesor. Później wszystko zasłaniały czarne mroczki, a w jej uszach obijało się głuche echo. Jej powieki stały się ociężały, a w środku wszystko zaczęło się gotować. Już nic nie widziała, ani nic nie słyszała.
CZYTASZ
The Marauders
Fanfiction"Los to byt, któremu nie można się przeciwstawić. Każdy ma jakiś swój scenariusz, jednak zawsze można go ulepszyć" Czasami stają się rzeczy nieodwracalne, na które nie można wpłynąć. Zmieniają one życie, czasami stanowią barierę lub wywołują problem...
