Charlotte po zajęciach szła w stronę Pokoju Wspólnego. Była sama, ponieważ Huncwoci wywinęli żart Ślizgonom, że w ich siedzibie przez kilka godzin wybuchały fajerwerki. Dziewczyna szła tak z głową pełną myśli. Zastanawiała się nad tym co się teraz dzieje, ale także nad tymi bardzo ważnymi słowami, które wczorajszej nocy wypłynęły z jego ust. Szła tak dopóki nie poczuła jak upada na chłodną posadzkę.
-Przepraszam, zamyśliłam się- jęknęła, gdy zrozumiała, że na kogoś wpadła.
Przed jej oczami pojawiła się pomocna dłoń, którą złapała i z jej pomocą wstała. Dopiero teraz zauważyła, że przed nią stał uśmiechający się wysoki blondyn.
-Nic się nie stało, Charlotte- powiedział i przyglądał się dziewczynie.
-Matthew, to ty- zaśmiała się- Cześć, jak tam?
-Właśnie idę do Pokoju Wspólnego, skończyłem teraz lekcje, a ty?
-Ja tak samo. To może idziemy razem?
Po kilku minutach drogi i intensywnej rozmowie Charlotte i Matthew znaleźli się w miejscu docelowym i właśnie stali na środku pomieszczenia i dalej rozmawiali.
-Skąd ta pasja do Quidditcha? I skąd się nauczyłeś? To co robisz na miotle jest po prostu genialne!
-A tam- zarumienił się delikatnie- To nic takiego. Twój brat też jest świetny, najlepszy ścigający. A moja pasja? Chyba przez mojego brata.
-Ile Twój brat ma lat?- zapytała z ciekawością.
-Nie żyje.
-Oh, przepraszam- zawstydziła się.
-Nie masz za co- uśmiechnął się- Przecież nie wiedziałaś, a poza tym nie żyje od dawna. Śmieszne jest też to, że Samael był ode mnie aż siedemnaście lat starszy. Wariactwo- zaśmiał się- Zmarł pod koniec sierpnia tysiąc dziewięćset siedemdziesiątego pierwszego roku.
-Przykro mi.
-Dawne dzieje- nadal się uśmiechał.
Mimo trudnego tematu, chłopak z wielką lekkością opowiadał o zmarłym bracie, co bardzo zdziwiło Charlotte.
-Słuchaj, Charlotte. Ja teraz muszę serio lecieć, bo jak teraz nie zacznę się uczyć to mogę się pożegnać z jutrzejszym treningiem, a bardzo ważny- zaśmiał się.
-To, do zobaczenia, Matt- pożegnała się.
-Miłego dnia!- rzucił na odchodne i poleciał w stronę schodów.
Dziewczyna westchnęła i powoli udała się w stronę jej dormitorium. Weszła po schodach i weszła do swojego pokoju. Jednak zanim zdążyła coś powiedzieć, na jej twarzy wylądowała puchata poduszka i rozległ się śmiech dziewczyn.
-O wy małpy jedne- zaśmiała się Lotte i podniosła poduszkę.
Brunetka rzuciła się wręcz na swoje łóżko.
-Dzisiejsze lekcje mnie wykończyły- mruknęła Potter.
-Zgadzam się z Tobą- oznajmiła Lily i położyła się obok przyjaciółki- W szczególności Twój brat mnie wykończył.
Charlotte jak na zawołanie podniosła się do pozycji siedzącej i spojrzała na resztę dziewczyn z pytającym wzrokiem.
-Lily była zmuszona siedzieć na zaklęciach obok Jamesa- wyjaśniła Dorcas- Biedak chciał zagadać, a nasza Ruda już musiała...
CZYTASZ
The Marauders
Fanfiction"Los to byt, któremu nie można się przeciwstawić. Każdy ma jakiś swój scenariusz, jednak zawsze można go ulepszyć" Czasami stają się rzeczy nieodwracalne, na które nie można wpłynąć. Zmieniają one życie, czasami stanowią barierę lub wywołują problem...
