22. Z dawna przyczyna

575 40 1
                                        

          Charlotte po zajęciach szła w stronę Pokoju Wspólnego. Była sama, ponieważ Huncwoci wywinęli żart Ślizgonom, że w ich siedzibie przez kilka godzin wybuchały fajerwerki. Dziewczyna szła tak z głową pełną myśli. Zastanawiała się nad tym co się teraz dzieje, ale także nad tymi bardzo ważnymi słowami, które wczorajszej nocy wypłynęły z jego ust. Szła tak dopóki nie poczuła jak upada na chłodną posadzkę.

   -Przepraszam, zamyśliłam się- jęknęła, gdy zrozumiała, że na kogoś wpadła.

Przed jej oczami pojawiła się pomocna dłoń, którą złapała i z jej pomocą wstała. Dopiero teraz zauważyła, że przed nią stał uśmiechający się wysoki blondyn.

   -Nic się nie stało, Charlotte- powiedział i przyglądał się dziewczynie.

   -Matthew, to ty- zaśmiała się- Cześć, jak tam?

   -Właśnie idę do Pokoju Wspólnego, skończyłem teraz lekcje, a ty?

   -Ja tak samo. To może idziemy razem?


          Po kilku minutach drogi i intensywnej rozmowie Charlotte i Matthew znaleźli się w miejscu docelowym i właśnie stali na środku pomieszczenia i dalej rozmawiali.

   -Skąd ta pasja do Quidditcha? I skąd się nauczyłeś? To co robisz na miotle jest po prostu genialne!

   -A tam- zarumienił się delikatnie- To nic takiego. Twój brat też jest świetny, najlepszy ścigający. A moja pasja? Chyba przez mojego brata.

   -Ile Twój brat ma lat?- zapytała z ciekawością.

   -Nie żyje.

   -Oh, przepraszam- zawstydziła się.

   -Nie masz za co- uśmiechnął się- Przecież nie wiedziałaś, a poza tym nie żyje od dawna. Śmieszne jest też to, że Samael był ode mnie aż siedemnaście lat starszy. Wariactwo- zaśmiał się- Zmarł pod koniec sierpnia tysiąc dziewięćset siedemdziesiątego pierwszego roku. 

   -Przykro mi.

   -Dawne dzieje- nadal się uśmiechał.

Mimo trudnego tematu, chłopak z wielką lekkością opowiadał o zmarłym bracie, co bardzo zdziwiło Charlotte.

   -Słuchaj, Charlotte. Ja teraz muszę serio lecieć, bo jak teraz nie zacznę się uczyć to mogę się pożegnać z jutrzejszym treningiem, a bardzo ważny- zaśmiał się.

   -To, do zobaczenia, Matt- pożegnała się.

   -Miłego dnia!- rzucił na odchodne i poleciał w stronę schodów.

Dziewczyna westchnęła i powoli udała się w stronę jej dormitorium. Weszła po schodach i weszła do swojego pokoju. Jednak zanim zdążyła coś powiedzieć, na jej twarzy wylądowała puchata poduszka i rozległ się śmiech dziewczyn.

   -O wy małpy jedne- zaśmiała się Lotte i podniosła poduszkę.

Brunetka rzuciła się wręcz na swoje łóżko.

   -Dzisiejsze lekcje mnie wykończyły- mruknęła Potter.

   -Zgadzam się z Tobą- oznajmiła Lily i położyła się obok przyjaciółki- W szczególności Twój brat mnie wykończył.

Charlotte jak na zawołanie podniosła się do pozycji siedzącej i spojrzała na resztę dziewczyn z pytającym wzrokiem.

   -Lily była zmuszona siedzieć na zaklęciach obok Jamesa- wyjaśniła Dorcas- Biedak chciał zagadać, a nasza Ruda już musiała...

The MaraudersOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz