13. Wolność

732 64 8
                                        

          -Tak myślałam nad całą sprawą, jaka zaistniała- Charlotte weszła do pokoju Jamesa bez żadnego pukania, przerywając bratu sen- Że jestem idiotką trochę w sumie...

   -Lotte, cholera, ja śpię, jest wcześnie- jęknął.

   -James, jest dziesiąta, a poza tym ty mi też ciągle przerywasz sen.

   -To teraz jest na równi?

   -Powiedzmy.

   -No to kontynuuj, dlaczego uważasz, że jesteś idiotką.

James powoli podniósł się do pozycji siedzącej i przetarł swoje orzechowe oczy. Dziewczyna zrezygnowana zaczęła chodzić po pokoju.

   -No bo ja rozmawiałam kiedyś z mamą o Syriuszu. Po tej rozmowie zrozumiałam, że mogłam lepiej nie mówić tego co powiedziałam.

   -Co? Czemu? Co się stało?- zapytał zdziwiony.

Charlotte usiadła na rogu łóżka i spojrzała bokiem na brata. Ten przybliżył się do niej.

   -W sensie myślę, że ja go naprawdę i mogłam mu to otwarcie od razu powiedzieć, pomyśl sobie, gdybym mu powiedziała, to może by był szczęśliwszy i miałby więcej odwagi i...

   -Chcesz się obwiniać za to, że poprosiłaś go o czas?- zaśmiał się cicho chłopak- To przecież było też dla twojego dobra, a może właśnie ten czas oczekiwania mu pomoże.

   -No nie wiem.

   -Wiesz co? Nigdy bym nie pomyślał, ale trochę Ci zazdroszczę.

Charlotte zmarszczyła brwi.

   -Czego?

   -Jesteś taka rozważna, myśląca, obmyślasz całą strategię, przez co możesz znaleźć kogoś idealnego dla siebie, tymczasem ja jestem idiotą, który popisuje się przed wszystkimi i się do tego nie przyznaje.

   -Jamie, Jamie, Jamie. Jesteś głupiutki, ale dzisiaj Wigilia. Są życzenia i takie tam. Wszystko może się zmienić. Wystarczy poprosić, a los może Cię wysłucha.

   -O co mam prosić?

   -Chyba sam się domyślasz.


          -Nienawidzę tej cholernej koszuli. Strasznie niewygodna i ten kołnierz drapie mnie w szyję- mruknął Syriusz i spojrzał w lustro.

Ujrzał chłopaka z dłuższymi czarnymi włosami, o podłużnej twarzy i wyraźnych kościach policzkowych z szarymi oczami, które w tym momencie wydawały się być wręcz czarne. Syriusz zagryzł wargę i oparł się plecami o ścianę.

   -Proszę, chcę dzisiaj mieć odwagę- powiedział cicho i spojrzał w nieokreślony punkt.

Nagle rozległo się pukanie. 

   -Proszę- powiedział bez emocji.

Do pokoju wszedł skrzat- Stworek. Black wywrócił oczami, wiedział, że już czas na rodzinną kolację.

   -Panie, Stworkowi kazano przekazać, żeby młody Pan Black zszedł już na dół- powiedział skrzat głosem pełnym niechęci.

   -Już, dobra, idź ty skrzacie- jęknął i Stworek wyszedł.

Chłopak złapał się za kark i powoli skracał odległość dzielącą go do drzwi. Pociągnął za klamkę i stanął na korytarzu. Zobaczył, że Regulus właśnie schodzi po schodach i z ukosa przygląda się starszemu bratu. Jak najwolniej mógł doszedł do schodów i po nich zszedł. Przez to, że szedł tak wolno to okazało się, że się trochę spóźnił, gdyż wszyscy już siedzieli przy stole.

The MaraudersOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz