-Tak myślałam nad całą sprawą, jaka zaistniała- Charlotte weszła do pokoju Jamesa bez żadnego pukania, przerywając bratu sen- Że jestem idiotką trochę w sumie...
-Lotte, cholera, ja śpię, jest wcześnie- jęknął.
-James, jest dziesiąta, a poza tym ty mi też ciągle przerywasz sen.
-To teraz jest na równi?
-Powiedzmy.
-No to kontynuuj, dlaczego uważasz, że jesteś idiotką.
James powoli podniósł się do pozycji siedzącej i przetarł swoje orzechowe oczy. Dziewczyna zrezygnowana zaczęła chodzić po pokoju.
-No bo ja rozmawiałam kiedyś z mamą o Syriuszu. Po tej rozmowie zrozumiałam, że mogłam lepiej nie mówić tego co powiedziałam.
-Co? Czemu? Co się stało?- zapytał zdziwiony.
Charlotte usiadła na rogu łóżka i spojrzała bokiem na brata. Ten przybliżył się do niej.
-W sensie myślę, że ja go naprawdę i mogłam mu to otwarcie od razu powiedzieć, pomyśl sobie, gdybym mu powiedziała, to może by był szczęśliwszy i miałby więcej odwagi i...
-Chcesz się obwiniać za to, że poprosiłaś go o czas?- zaśmiał się cicho chłopak- To przecież było też dla twojego dobra, a może właśnie ten czas oczekiwania mu pomoże.
-No nie wiem.
-Wiesz co? Nigdy bym nie pomyślał, ale trochę Ci zazdroszczę.
Charlotte zmarszczyła brwi.
-Czego?
-Jesteś taka rozważna, myśląca, obmyślasz całą strategię, przez co możesz znaleźć kogoś idealnego dla siebie, tymczasem ja jestem idiotą, który popisuje się przed wszystkimi i się do tego nie przyznaje.
-Jamie, Jamie, Jamie. Jesteś głupiutki, ale dzisiaj Wigilia. Są życzenia i takie tam. Wszystko może się zmienić. Wystarczy poprosić, a los może Cię wysłucha.
-O co mam prosić?
-Chyba sam się domyślasz.
-Nienawidzę tej cholernej koszuli. Strasznie niewygodna i ten kołnierz drapie mnie w szyję- mruknął Syriusz i spojrzał w lustro.
Ujrzał chłopaka z dłuższymi czarnymi włosami, o podłużnej twarzy i wyraźnych kościach policzkowych z szarymi oczami, które w tym momencie wydawały się być wręcz czarne. Syriusz zagryzł wargę i oparł się plecami o ścianę.
-Proszę, chcę dzisiaj mieć odwagę- powiedział cicho i spojrzał w nieokreślony punkt.
Nagle rozległo się pukanie.
-Proszę- powiedział bez emocji.
Do pokoju wszedł skrzat- Stworek. Black wywrócił oczami, wiedział, że już czas na rodzinną kolację.
-Panie, Stworkowi kazano przekazać, żeby młody Pan Black zszedł już na dół- powiedział skrzat głosem pełnym niechęci.
-Już, dobra, idź ty skrzacie- jęknął i Stworek wyszedł.
Chłopak złapał się za kark i powoli skracał odległość dzielącą go do drzwi. Pociągnął za klamkę i stanął na korytarzu. Zobaczył, że Regulus właśnie schodzi po schodach i z ukosa przygląda się starszemu bratu. Jak najwolniej mógł doszedł do schodów i po nich zszedł. Przez to, że szedł tak wolno to okazało się, że się trochę spóźnił, gdyż wszyscy już siedzieli przy stole.
CZYTASZ
The Marauders
Fiksi Penggemar"Los to byt, któremu nie można się przeciwstawić. Każdy ma jakiś swój scenariusz, jednak zawsze można go ulepszyć" Czasami stają się rzeczy nieodwracalne, na które nie można wpłynąć. Zmieniają one życie, czasami stanowią barierę lub wywołują problem...
