-Lotte? Śpisz już?- do pokoju Charlotte wszedł powoli Syriusz.
Była dość późna pora, jednak domownicy jeszcze nie spali. Rodzice rozmawiali z Jamesem i Syriuszem w salonie, a Lotte siedziała w swoim pokoju. Kiedy brunetka zauważyła obecność chłopaka w pomieszczeniu, podniosła się i poklepała miejsce obok siebie. Black od razu zajął je.
-Czemu poszłaś tak wcześnie?- zapytał.
-Zmęczona jestem- odpowiedziała cicho.
Zapadła cisza. Syriusz delikatnie ujął dłoń Charlotte i spojrzał jej głęboko w oczy. Obdarował ją takim spojrzeniem, że dziewczyna wiedziała, że chłopak ma poważną sprawę z nią do omówienia.
-Nie tylko zmęczona- dodał Syriusz- Powiedz co się dzieje.
-A co ma się dziać? Wszystko jest dobrze.
-Lottie, widzę, że coś jest nie tak. I to nie od dziś- oznajmił- Przecież widzę jak od kilku dni nie możesz się na niczym skupić, ciągle jesteś zmęczona i w ogóle... Wiesz, że możesz mi zaufać, jak nikomu innemu.
Brunetka przygryzła wewnętrzną część policzka z nerwów.
-Chyba nie powiesz, że to nawraca się...
-No nie jestem tego taka pewna...- przerwała mu- Dobra... Trzeba podjąć radykalne kroki.
-Co to oznacza?
-Zejdziemy na dół i po chwili ty zabierzesz Jamesa i już nie wrócicie. A ja spróbuję coś wyciągnąć od rodziców.
Czarnowłosy przez chwilę się zastanawiał, ale w końcu kiwnął głową. Wstał i podał rękę swojej dziewczynie. Zanim wyszli on złapał ją za nadgarstek i przyciągnął do siebie.
-Jeśli się czegoś dowiesz to masz powiedzieć, jasne?
-Dobrze...
Syriusz złożył na jej ustach krótki pocałunek i oboje wyszli z pokoju.
Głowa Charlotte była pełna myśli. Obserwowała rodziców i to jak się śmieją do Jamesa i Syriusza. Tak bardzo chciała się dowiedzieć czegoś więcej, ale w podświadomości bała się, że skończy się jak zawsze- jest za młoda, sprawa zamknięta. W pewnym momencie spojrzała na Blacka, dała mu znak.
-Ja już chyba pójdę- ziewnął Syriusz i wstał- James ty też chcesz już iść, prawda?
Okularnik zmarszczył brwi, ale w końcu wzruszył ramionami i również wstał. Pożegnali się z Państwem Potter i ruszyli w stronę schodów. Po chwili już ich nie było.
-Mamo? Tato?- zaczęła niepewnie.
-Tak, królewno? Co się dzieje?- spytał ojciec.
-Skończyłam już szesnaście lat. Ja naprawdę... Proszę powiedzcie mi...
Mięśnie obojga rodziców automatycznie się spięły. Euphemia popatrzyła na córkę wzrokiem pełnym powagi i pewnego rodzaju złości.
-Co mamy Ci powiedzieć?- spytał ojciec, udając, że nie wie o co chodzi.
-Przecież wiecie- zaśmiała się Charlotte- Kiedyś musicie mi w końcu powiedzieć, co jest powodem, że do Hogwartu poszłam dopiero teraz- dziewczyna się zdenerwowała.
-To nie pora na takie rozmowy- skwitował Fleamont.
-To kiedy, do cholery, będzie odpowiednia pora? Im dłużej skrywacie to coś to ja się czuję mniej pewnie we własnej skórze!
-Nie unoś się. Rozumiesz, że to nie jest łatwe ani dla Ciebie ani dla nas?- odezwał się znowu ojciec.
-Wiesz, że zdaję sobie z tego sprawę? Ale z czasem brzmicie jakbyście to wy byli winni. Nie chcę was oskarżać, ale to tak brzmi.
-Ty naprawdę?
-A może nie chcecie powiedzieć mi, dlatego że to wasza wina? Co? Powiedzcie, bo ja wybuchnę.
-To jest nieaktualne!- wtrąciła się matka- Nie widzisz, że już nic nie ma? Nie ma o czym gadać!
W oczach Charlotte pojawiły się łzy. Wstała.
-Czyli przez całe życie będziecie mnie okłamywać? Nie uważacie, że jak mi powiecie to będę bardziej uważać czy coś? Zostawicie tą sprawę, wiedząc jak bardzo to dla mnie ważne? Ja muszę to wiedzieć!
-Prawda jest niszcząca- oznajmił Pan Potter i również wstał- Kto wie w jakim byś była stanie, gdybyś się dowiedziała więcej.
-Uważasz, że jestem słaba?- burknęła- Może faktycznie będzie lepiej jak nie będę nic wiedzieć. Bez tego nie będę na siebie uważać. Łatwiej się mnie będzie pozbyć, bo nigdy nie wiadomo co i jak.
-Chcesz żyć wiecznie w niepewności?- spytała Euphemia.
-Właśnie nie chcę, ale wy mnie zmuszacie.
Gdy to powiedziała, biegiem ruszyła w stronę schodów. Wspięła się do nich i rzuciła do swojego pokoju. Drzwi zamknęła na klucz i opadła po nich. Schowała głowę między kolana i pozwoliła swoim łzom swobodnie płynąć po jej policzkach. Po jakiejś chwili rozległo się pukanie do drzwi.
-Lotte?- zza drzwi rozległ się głos Syriusza.
-Zostaw mnie- powiedziała błagalnym głosem przez łzy.
-Wpuść mnie...- poprosił, ale nie usłyszał odpowiedzi- Otty...
-Proszę, daj mi spokój. Dalej nic nie powiedzą...
Dziewczyna usłyszała jak po drugiej stronie Syriusz siada na podłodze i opiera się o drzwi.
-A jeśli to faktycznie coś okropnego? Prawda boli.
Charlotte nagle otworzyła drzwi przez co Black opadł na podłogę, ale szybko wstał i wszedł wgłąb pokoju. Syriusz oparł się o ścianę, a dziewczyna krążyła wokół niego.
-Muszę to wiedzieć, żeby się bronić przed nim...
-Co? Lotte- czarnowłosy stanął naprzeciw niej i złapał za nadgarstki- Przed kim?
-Przed kimś kto jest powodem tego wszystkiego... Jakiś mężczyzna powiedział mi jakieś dziwne rzeczy! Że wie czego nie wiem ja, a później praktycznie każdego dnia mi się śnił! Ja czuję, że te wszystkie sny były prawdą, ja wiem, że to miało miejsce, ale zawsze gdy jest najważniejszy moment to się budzę! Nie czuję się pewnie od kiedy go spotkałam...
-Lotte- przerwał gwałtownie Syriusz.
Dziewczyna niepewnie spojrzała mu w oczy. One wyrażały złość i strach. Były wręcz czarne.
-Czemu mi nie powiedziałaś?
-Nie chciałam Cię martwić...
-Że co? Lotte, patrz na mnie cały czas. Jestem Twoim chłopakiem. Ty dla mnie jesteś najważniejsza, a ta cała sytuacja stała się bardzo poważna. Bardzo- podkreślił- Cholernie poważna. Musisz mi mówić wszystko. W końcu się dowiemy co to jest.
-No nie wiem...
-Gdybyś powiedziała mi wcześniej...
-Co to znaczy?- od razu mu przerwała.
-Gdybyś mi od razu powiedziała o tym kimś, o tym, że jest gorzej to bym Ci pomógł.
-Jak Syriusz? No powiedz.
Chłopak gwałtownie przybliżył swoją twarz do twarzy Charlotte.
-Bo ja wiem jak Ci pomóc.
CZYTASZ
The Marauders
Fanfiction"Los to byt, któremu nie można się przeciwstawić. Każdy ma jakiś swój scenariusz, jednak zawsze można go ulepszyć" Czasami stają się rzeczy nieodwracalne, na które nie można wpłynąć. Zmieniają one życie, czasami stanowią barierę lub wywołują problem...
