Co, jeśli dwie osoby, które żywią do siebie ogromną nienawiść, będą zmuszone do współpracy?
To, jak złączenie dwóch demonów, które mają za zadanie namieszać w głowach ludziom i wyzwolić chaos.
Mieszając go z tajemnicami, skrywanymi przez najbliższy...
Ups! Ten obraz nie jest zgodny z naszymi wytycznymi. Aby kontynuować, spróbuj go usunąć lub użyć innego.
dziękuję cudownej autorce @x za tak piękny kolaż, w stu procentach określający naszego zadziornego Nathaniela.
Szary dym unosił się w powietrzu, ale nie przeszkadzał mi on zbyt. Po czwartym papierosie przestał on mieć dla mnie jakiekolwiek znaczenie.
Byłem zmęczony. Odkąd opuściliśmy sypialnie, idąc na urodziny Roberta, pragnąłem tylko odpoczynku, nic więcej się dla mnie nie liczyło. I chociaż teraz również miałem zamknięte powieki, nie mając siły ich otworzyć, to nie mogłem w spokoju zasnąć. Nie, póki ona nie wróciła.
Wiedziałem, że kiedyś to nastąpi. Że ta mała furiatka się o tym dowie i, że rozpęta się Armagedon. Ona już po prostu taka była. Impulsywna, trochę nerwowa, wrażliwa do potęgi. Nie lubiłem tego. Nienawidziłem wręcz, gdy przeżywała coś tak mocno. A widziałem to wielokrotnie. Znałem jej słabe punkty, umiałem je wykorzystać. I pomimo tego, że umiała kłamać, ukrywać to, co najważniejsze, to ja wiedziałem. Wiedziałem wtedy, że coś udało mi się osiągnąć.
Jednak tym razem żyłem nadzieją, że się o tym nie dowie. Byłem naiwny, że jej bystry umysł nie ogarnie, co tak naprawdę dzieje się wokół niej. Łudziłem się, że ta irytująca blondynka nie zaobserwuje, że tu nie chodzi o żaden głupi zakład, tylko o coś o wiele ważniejszego i poważniejszego.
Rozważałem wiele możliwości. Rosalie należała do dziewczyn, które potrafią – nawet mnie – zaskoczyć. Jej reakcja mogła być skrajnie różna od tej, na którą byłem przygotowany. A to, czego się spodziewałem, nie nastąpiło. Nie zadzwoniła do matki z pretensjami, nie poszła do mojego ojca, nie zrobiła awantury, której wręcz wyczekiwałem. Przecież tak zawsze było. Mimo, że była cicha, to jej złości nikt nie chciał znać.
Tylko ja należałem do osób, których widok jej rozgrzanych, czerwonych policzków, zabawnie zmarszczonych brwi i tego ostrego błysku w oczach bawił i sprawiał ogromną satysfakcję. Jej wściekły wzrok sugerował chęć mordu, ale dla mnie było to spojrzenie nadepniętego na ogon szczeniaka. Nie znam osoby, która była by mniej groźna niż ta blondynka.
I wolałbym zobaczyć ją wkurwioną, kipiącą ze złości, taką, której widok nie byłby dla mnie nowością. Ale ona, niczym kilkuletnie dziecko, się rozpłakała. Cały żal wypłakała i naprawdę byłem w stanie to zrozumieć. Sam nie najlepiej wspominam te dni zaraz po ujawnieniu prawdy przez prywatnego detektywa. Ale skoro ryczała i krzyczała, to po co później chciała dążyć do jeszcze większego bólu? I to nie tylko swojego, ale jej siostry i ojca również.
Była egoistką. I nie uważam bym przesadził, próbując ją opanować. Może byłem zbyt ostry, zbyt szorstki, zbyt bezpośredni. Jednak nadal stałem przy swoim – twierdziłem, że każde moje słowo to nowy sztylet w jej pokiereszowane serce, a może i nawet umysł, ale tego potrzebowała. Ból uczy, umacnia. Potrzebowała zimnego kubła wody na głowę. Ale, jak mówiłem, Rogers lubi zaskakiwać.
Wtedy usłyszałem ciche zamykanie drzwi. Papierosa przytrzymałem w ustach, nasłuchując i próbując zobrazować sobie jej poczynania. Ciche kroki, pociąganie nosem, przekleństwo i skrzypienie materaca.
Odetchnąłem, wypuszczając z ust ciemny dym. Przejechałem językiem po suchych wargach, przymykając oczy. Wróciła.
Ale przyjdzie świt i nasz powrót do Ameryki. Muszę ją namówić, bądź nawet zmusić, do kontynuowania mojego planu. To było tak proste, a równocześnie ciężkie do zrobienia. Wiedziałem o tym. Ale pamiętałem noc, gdy na to wpadłem i przysięgłem sobie ich rozdzielić, a nas połączyć, tylko na chwilę. Nic nie znaczącą chwilę. Wstyd przyznać, ale pochlebiała mi jej uwaga. Gdyby tylko udałoby mi się ją w sobie rozkochać mój plan byłby pełny i na pewno z efektem ukończony. I pomimo wszystkich moich starań ona nadal trzymała dystans. A mnie to nakręcało.
Dzięki Bogu nie było możliwości bym to ja się zakochał. Uśmiechnąłem się. Miłość do takich kobiet jest zabójcza i jedyne, co mogłoby z tego wyjść to nie planowana ciąża. Zdecydowanie.
Miło mi się obserwowało, gdy łamała wszystkie swoje granice tylko dla tego spieprzonego układu. Jak pozwala mi się dotknąć, pocałować, a nawet ze mną spać. Niszczyła wszystko, co było jej nieodmienną rutyną.
Jednak skąd miałem wiedzieć, że niszczy również tym samą siebie?
Mam w naturze psucie innych ludzi; byłem trującym jadem w ich zdrowych żyłach, co nie raz mi ona sama wypominała. Nie lubiłem tego w sobie, bo tą cechę odziedziczyłem po ojcu.
Odpaliłem kolejnego papierosa.
Miała rację, mówiąc, że jestem taki, jak on. Bo jestem. Dlatego nie nadaje się do żadnych słodkich związków, a każda normalna dziewczyna powinna ode mnie spierdalać, gdzie pieprz rośnie. Tak, jak ona to zawsze robiła.
Dlatego dzisiaj, gdy tylko zorientowałem się, jak bardzo zniszczona przeze mnie już była, złość rozlała się w moim wnętrzu, bo tak nie miało być. Nie wiem kiedy odblokowała się na mnie, jak na normalnego człowieka, ale nie powinna tego robić. Wiedziała o tym. Dlatego ona również była wściekła.
Od początku wiedziałem, że nie zasługiwała na to. Ani ona, ani jej ojciec, ani Vivian. Tak samo, jak moja mama. Może ja powinienem tego doświadczyć, być może miała to być jakaś przestroga na przyszłość. Ale ona? Rosalie–pieprzona–perfekcja–Rogers pomimo, że mnie doprowadzała do białej gorączki, jest egoistyczna, samolubna, zbyt wrażliwa – a w tym, naturalnie, denerwująca – czasem okropnie pyskata, a nawet wścibska i dziecinna, to jednak...
Nadal była tą samą Rosalie–ulubienica–dzieci–Rogers, która zawsze widzi więcej niż chce widzieć, która martwi się o wszystkich, nawet jeśli oni tego nie chcą, która wiecznie próbuje dostrzec dobro tam, gdzie go nie ma. I była w tym wszystkim tak kurewsko niewinna i, kurwa mać, delikatna, że nie sposób było jej skazać na coś tak obrzydliwego.
Ale los chciał inaczej, a ja nie zamierzałem być dla niej łaskawszy. Znałem ją, nie lubiłem jej, ale można powiedzieć, że wolałem nie upodabniać się do ojca i nie sprawiać przykrości ludziom, którzy na to nie zasługują.
Pierdolona ciepła kluska ze mnie.
Zgasiłem fajkę, orientując się, że niedopałków w popielniczce jest aż dwanaście. Przekląłem pod nosem, widząc pustkę w paczce. Rzucając ją ze złością na stolik, ruszyłem do ciepłego pomieszczenia. Zamknąłem okno balkonowe i skrzywiłem się, czując nadal zapach papierosów wokół siebie.
– Idź się wykąp. – wściekły szept wydobył się z ust blondynki, której tylko czubek głowy wystawał spod kołdry. Leżała tyłem do mnie, więc postanowiłem to wykorzystać. Bez słowa uniosłem oczy ku górze, prosząc Boga o siłę i opanowanie. – Śmierdzisz. – dodała, a wtedy ja wbiłem w nią ostry wzrok.
Rogers potrafiła doprowadzić mnie do stanu furii, ale wystarczyło jej jedno, chłodne spojrzenie bym wziął się w garść i podjął tą pojebaną grę, która polegała na wzajemnym dręczeniu siebie. Lubiliśmy to i w jakiś chory sposób sprawiało nam to satysfakcję.
Jednak tym razem nie uważałem by chciała mnie celowo zdenerwować. Odór, który pozostał po dymie papierosowym był nie do zniesienia i zdawałem sobie z tego sprawę. Dlatego bez słowa wziąłem coś na przebranie i skierowałem się do łazienki.
Czułem jej baczne spojrzenie na sobie, dlatego zanim otworzyłem drzwi spojrzałem na nią kątem oka, mówiąc:
– Buonanotte.
Wtedy ona zamknęła szybko oczy i odwróciła się tyłem do mojej osoby.
Tak ciężko być dobrym dla kogoś, kto stał się dla ciebie zagrożeniem; Wybaczenie czegoś niewybaczalnego, komuś takiemu, jak ja, to czysty heroizm; Te granatowe oczy, które skrywają nocne niebo, będą jeszcze piękniejsze, a ich spojrzenie będzie bardziej lśniące niż blask jakiejkolwiek gwiazdy.