Po sytym posiłku wstydu i ogólnej dramy, mogłam odetchnąć z ulgą. Nastąpiła chwilą wytchnienia, która niebawem się miała skończyć
Przyszła sobota.
Godziny poranne, tego pięknego dnia, były dla mnie niezwykle przyjemne. Wstałam, zrobiłam sobie pyszne kakao, siostra nie gadała mi za uchem, ponieważ ona i moi rodzice wyjechali z samego rana do mojej ciotki do Los Angeles. Więc miałam pusty dom, lodówkę pełną żarcia i dwa dni wolności od całego tego gówna, w które się wpakowałam.
Niestety coś obiecałam.
Byłam osobą, która bezwzględnie dotrzymywała obietnic. Chciałam czy nie, miałam iść dzisiaj na imprezę. Jacob zadeklarował, że pomoże mi się ubrać, a Amy obiecywała mnie umalować i uczesać. Byłam im za to cholernie wdzięczna, bo ja nie miałam do tego wprawy. Za każdym razem, przed każdym poważniejszym wyjściem, to tak wygląda. Kiedy już zebrałam się z wygodnego łóżka dochodziła piętnasta. Postanowiłam zrobić coś na obiad, ale naturalnie moje zdolności kulinarne to czysta katastrofa, więc skończyło się na sałatce. Czasem zastanawiałam się, co będę dzieciom gotować, skoro mam do tego dwie lewe ręce. Jedyne co w jakimś stopniu mi wychodzi to ciasta, ale na tyle rzadko je robię, że nie ma co się chwalić. Po za tym, dzieci tym nie wykarmie.
- Nie umarłaś jeszcze z głodu? Jaka niespodzianka. - zironizował Jacob, kiedy wraz z Amy, wkroczyli do mojego salonu.
Leżałam na łóżku, pijąc herbatę i oglądając cudny serial. Patrzyłam z zainteresowaniem, kiedy blondyn bez zbędnych ceregieli, usiadł na moich nogach i podbierając z stoliczka ciasteczko. Zawsze na tej ławie leżała miseczka, w której były łakocie. A po każdym przybyciu owej dwójki do mojego domu, miseczka pozostawała pusta.
Kradzieje pieprzeni.
- Ani nie widać śladu po pożarze, jestem dumna. - przewróciłam oczami, na rozbawiony głos Amy, która postanowiła usiąść na fotelu. - Dlaczego oglądasz takie głupoty? - zapytała, łapiąc pilot w rękę.
Wciągnęłam szybko powietrze do płuc, w tym samym czasie z przyjacielem. Zmrużyłam oczy, kiedy chciała przełączyć mój serial.
Tak się nie robi.
- Nie waż się. W tym odcinku Kourtney kłóci się z siostrami. Nie mogę tego przegapić! - oburzyłam się, na co Jacob pokiwał głową, przyznając mi rację. Amy siedziała z otwartą buzią, niezbyt wiedząc co zrobić.
- O mój boże, to tylko Kardashianki! Jak wy to możecie lubić? - zapytała po chwili, grzecznie odkładając pilota na miejsce.
- To uspokaja. - mruknął blondyn i znowu wziął, tym razem, cukierka. Teraz ja pokiwałam ochoczo głową, na co Amy przewróciła oczami. Ona się nie zna.
Od wielu lat śledzę losy tej rodziny, bo to wręcz przyjemne patrzeć, jak nic nie robią. Sama bym tak chciała. Często się śmieje, że jestem ich krewną przez moją figurę. Jednak ma się ten wielu tyłek niczym Kim Kardashian.
Skończyło się na tym, że obejrzeliśmy dwa odcinki, zajadając się ciastkami i marchewkami. To dziwne połączenie, zdaje sobie z tego sprawę, ale miałam ochotę na marchewki. Były dobre, naprawdę.
Potem wzięliśmy się za przygotowania do imprezy. Przysięgam, że nigdy w życiu bardziej mi się nie chciało iść gdziekolwiek, jak dzisiaj. Wlokłam się za nimi do swojego pokoju, narzekając pod nosem, że mi się nie chce. Przy okazji trochę powyzywałam na Nate, że to jego wina i gdyby nie on było by dobrze. Kochałam na niego zwalać całą winę i oczerniać go, nawet jeśli on nic nie zrobił. Musiałam mieć kozła ofiarnego, który będzie odpowiedzialny za całe zło na ziemi. W pewnym sensie był diabłem, stąpającym, żyjącym wśród ludzi i uważanym za Boga, więc mogłam to robić, bez karnie.
CZYTASZ
Nightmare
RomanceCo, jeśli dwie osoby, które żywią do siebie ogromną nienawiść, będą zmuszone do współpracy? To, jak złączenie dwóch demonów, które mają za zadanie namieszać w głowach ludziom i wyzwolić chaos. Mieszając go z tajemnicami, skrywanymi przez najbliższy...
