2 Niespodziewany wybawca

1.3K 55 1
                                        

Czkawka zanim spadł w dół urwiska poobijał się o korzenie wystające z klifu. Pod koniec lotu wpadł do jeziora. Uderzenie o taflę wody w tej wysokości było na tyle silne, że ponownie go zamroczyło i wycisnęło z płuc resztki powietrza. Zaczął zdrętwiałymi kończynami panicznie przebierać by wypłynąć w stronę powierzchni, ale nie dawał rady pokonać wciągającej go wody. Jego płuca rozpaczliwie domagały się powietrza. Czując pieczenie w piersi odruchowo chciał odetchnąć i zimna woda zalała mu płuca. Opadł doszczętnie z sił i dławiąc się wodą zaczął opadać na dno. Zamknął oczy i pogodził się już ze śmiercią, jednak wtedy coś wielkiego do niego podpłynęło i wciągnęło na brzeg.

Gdy już był na brzegu zaczął parskać i wypluwać wodę. Kiedy już wrócił mu oddech rozejrzał się w poszukiwaniu swojego zabawcy. Ujrzał rozmyty ciemny kształt. Wytężył wzrok i zamarł.  Wystraszony chciał uciekać, bo zobaczył, że to smok i to nie byle jaki ale sama nocna furia. Bał się potwornie, ale po wyjściu z wody nie miał w ogóle siły ani na ucieczkę ani na walkę. Poddał się i po prostu leżał bez sił, patrząc na zbliżającego się smoka.

Jednak smok zamiast zaatakować chłopca siadł kawałek dalej i z zaciekawieniem przyglądał się człowiekowi. Po dobrej godzinie Czkawka odpoczął, zebrał się w sobie i zaczął opatrywać swoje rany. Zdjął zieloną koszulkę i zobaczył że największe rozcięcie ma na lewym boku, bez wątpienia pozostanie mu po nim duża blizna, poza tym miał kilka mniejszych zadrapań i nieustający ból brzucha. Po raz kolejny zgiął się w wymiotnym odruchu. Krew powoli wyciekała z rany więc chciał ją jak najszybciej zabandażować na szczęście rozcięcie było płytkie więc prawdopodobnie nie uszkodził sobie żadnych ważniejszych organów. Wziął swoją koszulkę która i tak była już w opłakanym stanie i wyjął nóż by ją rozciąć i zrobić z niej prowizoryczne bandaże. Ledwie gdy wysunął nóż zza paska, nocna furia warknęła, ustawiła się w pozycji bojowej i wysunęła ostre zęby.
Czkawka spojrzał zamglonym wzrokiem na smoka i spokojnie powiedział do niego:

- Spokojnie, nic ci nie zrobię. Chce tylko zabandażować ranę - Nocna furia trochę się uspokoiła lecz nadal była nieufna i trochę się cofnęła. On w tym czasie przemył w jeziorku pocięte pasy materiału i zaczął przykładać je sobie do rany. Syknął z bólu gdy przemywał ranę a potem dotknął jej szorstkim materiałem. Furia na ten dźwięk zwróciła uwagę ku chłopakowi i już chciała podejść żeby mu pomóc kiedy jej uwagę znów zwrócił nóż leżący obok. Warknęła w jego stronę a Haddock zrozumiał o co chodzi smokowi i wrzucił sztylet do wody. Teraz dopiero smok powoli do niego podszedł i przyjrzał się jego licznym ranom, polizał je zostawiając na nich warstwę śliny. Czkawka chciał ją zmyć ale smok go przed tym powstrzymał. On bezsilny odpuścił i tam gdzie klęczał padł na twarz i zasnął. Mokry i bez koszuli, zaczął się trząść z zimna. Nocna furia z troską położyła się obok i przykryła go skrzydłem.

X

Gdy się obudził, było już przed południem. Smoka nie było. Z początku pomyślał, że wszystko to tylko sen. Zauważył, że dzięki jego "magicznej" ślinie mniejsze rany niemalże zniknęły i tylko wielkie rozcięcie pozostało  jednak już się wstępnie zasklepiło. Wyglądało o wiele lepiej niż przedtem. Czkawka zmienił opatrunek i poszedł w stronę wioski.

Po drodze na szczęście nikogo nie spotkał, przyspieszył i poszedł do domu, tam przebrał się w nowe ubranie. Wyszedł z domu i poszedł do kuźni. Spotkał tam Pyskacza który jak tylko go zobaczył spytał

- Chłopie gdzieś ty był? Stoik cię szukał całą noc. -

- Wracałem wieczorem z kuźni i zaszedłem do lasu poćwiczyć ale wpadłem do kotliny i dopiero przy świetle dziennym udało mi się stamtąd wyjść - zełgał gładko Czkawka

– A to? – zapytał wskazując na dość sporego guza na czole.

– Aaaa to? – Czkawka mruknął dotykając guza. – Wiesz, niektóre drzewa są baaardzo twarde. –

- Ehh dobrze, ja się zajmę kuźnią ty idź do Stoika bo już pewnie włosy z głowy rwie -odpowiedział Pyskacz i zajął się przetapianiem kompletnie zniszczonych mieczy na nowe sztuki.

- Już lecę - odpowiedział Czkawka i wybiegł szybko z kuźni lekko utykając. "Ta jasne rwie włosy z głowy jeszcze przedwczoraj miałby to gdzieś czy zjadłby mnie gronkiel czy nie." Myślał po drodze.

Czkawka zastał Stoika w twierdzy a ten jak tylko go zobaczył krzyknął.

- Gdzieś ty się podziewał przez całą noc? - krzyknął przyciągając tym uwagę kilku obecnych w twierdzy wikingów.
Czkawka odciągnął ojca na bok i odpowiedział.

- Po prostu spadłem do kotliny i dopiero teraz udało mi się wyjść - kontynuował tą samą historię

- Ehh ty mnie kiedyś do grobu wpędzisz, to idź teraz pomóc Pyskaczowi bo tyle ma na głowie. -

- Już biegnę - powiedział entuzjastycznie szczęśliwy, że ojciec nie wyciągnął z tego większych konsekwencji.

Gdy przyszedł do kuźni kowal zlecił mu do naostrzenia tylko parę siekier, bo sam zdążył się już uporać z kilkoma mieczami i dzięki temu to był koniec jego pracy na dziś.

X

Po skończonej pracy wziął nieco ryb i powoli poszedł do urwiska, gdy znalazł się na dole szukał wzrokiem nocnej furii. Niestety nie znalazł jej więc korzystając z wolnej chwili rozwiązał bandaż i spojrzał na rozcięcie. Było w jeszcze lepszym stanie niż się spodziewał. Ale nadal przyprawiał mu spory dyskomfort. Aby dać ukojenie wszedł do zimnej wody i przez chwilę pływał w jeziorze. 

Kiedy wyszedł rozpalił ognisko, wysuszył się przy nim oraz upiekł jedną z przyniesionych ryb. Chyba taki aromat daleko się niesie bo chwilę po tym zjawił się smok. Wylądował i podszedł do chłopca nadal nieco nieufnie a kiedy ten podał mu surową rybę, smok otworzył paszczę w której jednak nie miał zębów. Czkawka gdy zauważył brak zębów szepnął cicho. 

- Ty nie masz zębów? A mógłbym przysiąc, że wcześniej je widziałem. - Jednak tuż przed zjedzeniem ryby smok wysunął je z dziąseł i zjadł szybko rybę, Czkawka trochę wystraszył się tego nagłego ruchu ale po chwili się otrząsnął i dał mu resztę swoich ryb.

Kiedy smok skończył zajadać się rybami podszedł do Czkawki który cały czas na niego patrzył szeroko uśmiechnięty, smok starał się naśladować zachowanie Czkawki i również na swój sposób się uśmiechnął. Czkawka widząc szczerbaty uśmiech na pysku smoka roześmiał się i powiedział

- Ale z ciebie słodka szczerbata mordka - a po chwili wpadł na według niego wspaniały pomysł i krzyknął
- Szczerbatek! - smok zwrócił na niego uwagę podnosząc uszy i zdawał się podzielać entuzjazm Czkawki co do wyboru imienia. Jeszcze chwilę siedzieli razem, jednak Czkawka wiedział że będzie musiał za chwilę wracać, bo jak znowu nie wróci na noc to spotka go coś gorszego niż trochę dodatkowej pracy w kuźni.

Smocza KrewOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz