21 Wspomnienia

209 11 5
                                        

Następnego dnia około południa Hilda przypłynęła z powrotem na Aalto. Czkawka i Ella przez zarwaną noc dopiero wstali i po porannej rutynie prędko udali się na wybrzeże, żeby się z nią spotkać.

- Hej! - Hilda pomachała schodząc ze statku na pomost. Po chwili podeszła do dwójki przyjaciół czekających nieopodal.

– Jak było na wycieczce? – zaśmiał się Czkawka mało co nie potrącając jednego z przechodących żeglarzy. Żeby nie tarasować przejścia załodze statku odeszli od pomostu i poszli w kierunku wioski.

– Szczerze powiem wam, że wolałabym tam lecieć na smoku, niż płynąć tym chybotliwym statkiem tyle czasu – odetchnęła z ulgą w końcu stąpając po stałym lądzie.

– No a jak było na samej wyspie? – zapytała podekscytowana Ella.

– Ich wyspa nie była najpiękniejsza, chociaż o tej porze roku to nic dziwnego –  wskazała Hilda na pobliskie prawie, bezlistne drzewa
– Ale sam traktat, tak jak zapewniał mnie Tata przebiegł bez żadnych problemów. Daliśmy im bardzo kożystne warunki. Zarówno my i oni potrzebujemy siebie nawzajem.

– Czemu nas potrzebują? – wtrąciła zaciekawiona Ella i podeszła bliżej Hildy.

– Oni w tej chwili potrzebują wszystkiego. No może oprócz żelaza bo kopalnia im nie spłonęła, ale całą resztę, lasy, pola uprawne i większość domostw spustoszył niedawno pożar i potrzebują każdego rodzaju pomocy przy odbudowie wyspy. Kiedy u nich byłam mieli zasadzone może dwu metrowe młodniki, ale potrzeba będzie lat zanim wyrosną z nich wystarczająco duże drzewa.

– A czego my potrzebujemy? – zainteresował się Czkawka i usiadł na ławce, stojącej na obrzeżach wioski, robiąc miejsce dla obu dziewczyn.

– My potrzebujemy silnego i pewnego sprzymierzeńca, jesteśmy "nowi" na archipelagu, nie mamy tu jeszcze wyrobionej potrzebnej reputacji ani zaprzyjaźnionych klanów – Hilda zakończyła swój wywód o polityce ich wyspy.
– A jeśli mi pozwolicie to pójdę teraz odpocząć, miło będzie się wyspać bez ciągłego kołysania.

– Jasne, słodkich snów – odpowiedzieli. Hilda kiwnęła głową w podzięce i poszła do centrum wioski.

– Co teraz robimy? –  przerwała ciszę Ella

–  Muszę iść do kuźni, wczoraj zgubiłem jeden bełt, a wolę mieć ich pełen komplet.

– Mogę pójść z tobą? I tak nie mam nic do roboty.

– Byłbym zaszczycony – roześmiał się Czkawka i razem z nią poszedł do kuźni.

X

Przed wejściem do kuźni Czkawka zwrócił się do Elli:
– Skoczę jeszcze do domu po sprzęt – po czym dodał:
– Zaraz wracam.

– Zaczekam na ciebie w środku – odparła i minęła próg kuźni.

Po paru minutach w progu pojawił się Czkawka ze skrzynką wypełnioną narzędziami i swoim wiernym notesem pod pachą. Na dźwięk kroków Ella odwróciła się w stronę drzwi.
– Widzę że całkiem nieźle się tu użądziłeś.

– Zrobiłem tę kuźnię na wzór tej z Berk.

Gdy wypowiedział nazwę swojej rodzinnej wyspy zatonął we wspomnieniach, smutno uśmiechnął się gdy przypomniał sobie wszystkie szczęśliwe chwile spędzone na Berk. Choć nie było ich wiele, większa część z nich miała miejsce właśnie w takiej kuźni najczęściej w towarzystwie starego, poczciwego Pyskacza.
Na myśl o tych wszystkich miłych chwilach zrobiło mu się szkoda tego, że opuścił dom, dobrego przyjaciela i mentora. Jednak im dłużej zagłębiał się w przeszłości tym więcej przypominał sobie wiele złych rzeczy które go tam spotkały, jak i również o głównym powodzie przez który to musiał opuścić wyspę.

– Czkawka, halo! – wołanie Elli przedarło się przez jego splątane myśli i przywróciło go do rzeczywistości.

– Jasne, słucham Cię – spojrzał oprzytomniałym wzrokiem na twarz dziewczyny jednocześnie zagniewanej i rozbawionej.

– Widocznie jednak nie bardzo bo od pięciu minut wpatrujesz się tępo w ścianę i ignorujesz co do ciebie mówię –  Ella odwróciła się i  wróciła do przeglądania rozsypanych po stole notatek i schematów.

– Przepraszam, zamyśliłem się na chwilę – Czkawka spuścił wzrok i zakłopotany podrapał się w kark, po chwili ciszy ze strony Elli dopowiedział. – Myślałem nad sytuacją na Berk, mimo że większość tamtych ludzi od zarania dziejów krzywdzi smoki to nie zasługują przecież na śmierć w paszczy Czerwonej Śmierci. Tak samo jak smoki pod jej władzą nie zasługują na ciągłą wojnę i rządy tyrańskiego władcy. Musimy coś z tym zrobić i to jak najszybciej.

Ella słysząc poważny ton głosu odwróciła się i równie poważnie zwróciła się do Czkawki.
– Tylko co my możemy zrobić? Jesteśmy trójką niedoświadczonych nastolatków a mamy rozwiązać trzystuletni konflikt między ludźmi a smokami.

Czkawka który nie pierwszy raz myślał nad rozwiązaniem tego problemu zaczął chodzić w tą i spowrotem po małej przestrzeni kuźni.
– Ludzie z Berk jacy by źli nie byli,  tylko bronią się przed atakami smoków, natomiast smoki atakują tylko dlatego że są zastraszane przez Czerwoną Śmierć. Jeżelibyśmy ją pokonali to uwolnimy wszystkie smoki od jej wpływów.

Ella podniosła jedną brew sceptycznie nastawiona do tego zalążka planu, po chwili jednak zapytała
–  A czy w swoim genialnym planie nie przegapiłeś jednego małego detalu, mianowicie jak masz zamiar pokonać tego gigantycznego i przerażajacego smoka?

Czkawka niespodziewający się ataku ze strony Elli zatrzymał się w pół kroku i znów zamyślił

– No cóż, coś wymyślę, niedawno wznowiłem treningi, jestem coraz lepszy w strzelaniu z kuszy i cały czas myślę nad strategią dzięki której go pokonamy.

– Nie no przepraszam, widzę że masz to wszystko skrzętnie przemyślane – zakpiła głosem przesiąkniętym sarkazmem bawiąc się w dłoniach znalezionym pilnikiem.

– Lepsze to niż nic – Czkawka podszedł i odwiesił na ścianę znaleziony przez Elle pilnik.
– Chyba że ty masz jakiś lepszy
pomysł? – Czkawka oparł się o blat biurka obok Elli i znów się zamyślił.

– Nie mam – odparła już spokojnie Ella – Wybacz mi, niepotrzebnie cię tak atakowałam, poprostu ostatnio dużo się dzieje w moim życiu i chyba mnie to przerasta –
Ella również oparła się o blat tuż obok Czkawki i spojrzała w dal przez okno
– Najpierw śmierć moich rodziców...

–  Nie mów tak – przerwał jej Czkawka – Na pewno żyją i przysięgam ci, że ich odnajdziemy.

Po chwili ciszy Ella oparła głowę o ramię Czkawki i zamknęła oczy żeby nie wypuścić zbierających się tam łez, po chwili odezwała się smutnym głosem.
– Mam taką nadzieję – chlipnęła Ella – Nie chcę być sama na tym świecie.

Czkawka objął ją czule ramieniem i odpowiedział:

–  Nie jesteś sama, masz nas, Wulkana – pocieszał ją Czkawka i mocniej przytulił, starając się jakoś ją podnieść na duchu.
Po tych słowach Ella przestała pociągać nosem, po chwili jej oddech się wyrównał i powoli zasnęła wciąż otoczona uspokajającym ramieniem Czkawki.

O cholibka, toż to prawie rok przerwy. Jeżeli ktoś to czyta to bardzo przepraszam za taką nieregularność i postaram się wrócić do sysytematycznego wrzucania rozdziałów. Ostatnio staram się ograniczyć używanie telefonu więc będę miał więcej wolnego czasu, co się tu z pewnością przyda.
W takim razie do zobaczenia!

Smocza KrewOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz