przepraszam bardzo ale
czy wie ktoś może
jak porzucić tę twarz
(tę niezręczną ekspresję
krzywe podobieństwa do kogoś
lub czegoś)
by mogła w końcu
jak zamknięty słoik
odseparować
moje nieistotne wszystko
połknąć cały blichtr zakrztusić się niesmakiem
zabrać wprost w
bezpowrotność
pytam a sen
w pośpiechu wtacza się
na sam czubek transcendencji
jakby wspinał się po
karmelowej wydmie
czy wie ktoś może
jak porzucić te myśli
(bałagan obsesje
bohemę pustki)
by mogły w końcu
wysuszyć się
na zgranatowiałą kruchość
przerzedzić beztroską
wytrzepać wszystkie te
dekonstelacje
które łamią się o ironię
materii
pytam a sen
rozprostowuje kończyny z kosmosów
wdychając surową utopię
w konturach milczących
przestrzeni
czy wie ktoś może
jak porzucić to życie
(kolaż z samotnych oczu
i niewidzialnych szkiców
na ścianach złudzeń)
by mogło w końcu
jak rzeźba z ciszy
rozwarstwić się w jeziorze czasu
gładko wyłysieć z pian ferworu
frenezji niestałości
pytam a sen
rozmywa się w pamięci nocy
CZYTASZ
seans chimer
Poetryzwiastun cukrowego gestu wchłania mnie w bezduszny fiolet i pejzaże oczu porośniętych krzewami mgieł
