Rozdział 2 - Nie tak to miało wyglądać...

22 2 0
                                        

Godzina 6:00

Wstawać wszyscy - krzyczy jeden z dowódców, konkretniej to dowódca namiotu numer siedem, ale robi to w taki sposób, który ewidentnie daje do zrozumienia, że chodzi o pobudkę dla wszystkich. Wiemy co może się stać, jeżeli wyjście z namiotów przebiegnie powoli, więc już po kilku minutach cały mój namiot znajduje się na zewnątrz i jest gotowy do... no właśnie, do czego? Rozglądamy się dookoła i zastanawiamy się, dlaczego zostalismy obudzeni tak wcześnie, przecież jest prawie trzydzieści minut do planowej pobudki. Gdy ostatni z namiotów, czyli oczywiscie namiot numer osiem jest gotowy, to przyjeżdża Smoker wraz z Piotrem Moralcem, ale oni również nie podają powodu. Dopiero po około dwudziestu minutach, gdy większość osób zaczyna się niecierpliwić i wiercić w miejscu, to zaczyna się coś dziać. Mianowicie osoby te dostają karę... 100 pompek i następnie 50 brzuszków. Dopiero o godzinie 7:30 otrzymujemy prawdziwy powód tak wczesnej pobudki, po pierwsze chciano nas sprawdzić, czy będziemy w stanie wytrzymać tak długi czas w pozycji na baczność, po drugie dzisiaj namiot najlepszy pod względem zachowań i nauki zostanie nagrodzony misją szkoleniową. Przemówienie zajmuje kilka minut i po nim nastepuje ogłoszenie zwycięzców tego miesiąca, na moje szczęście, lub nieszczęście mój namiot wygrywa... Mamy się zgłosić o godzinie 15:00 zamiast praktyk mamy się zgłosić na stołówce, aby poznać szczegóły misji. Jednak zanim nastąpi na to kolej, to jest przecież wyjątkowy schemat dnia: szkolenie siłowe zaraz po śniadaniu, potem o godzinie 9:00 dwie godziny nauki teorii, gdzie jak zwykle nie było zbyt ciekawie. Potem pomiędzy 11:00, a 11:30 przerwa, a nastepnie aż do 14:00 trwały ćwiczenia na strzelnicy i po raz pierwszy ćwiczyliśmy z użyciem broni ciężkiej takiej jak wyrzutnie rakiet niekierowanych, czy wielolufowe CKMy, to było nowe i ciekawe doświadczenie, bo jednak trzeba się z nimi obnosić w nieco inny sposób, bo w przeciwieństwie do karabinów automatycznych i pistoletów są one cięższe i wymagają innych taktyk. Potem kolej na obiad i... był to najbardziej nieprzyjemny obiad podczas całego szkolenia, bo supeł w brzuchu zaczyna się zacieśniać, jest to oczywiście spowodowane zbliżającą się misją, o której nie wiemy totalnie nic. Po obiedzie, na którym były absurdalnie rzadkie na tym szkoleniu frytki i pałki z kurczaka wszyscy udają się na szkolenie z pojazdami, a cały mój namiot, czyli osiem osób zostaje w celu poznania celu misji, oraz miejsca, którego będzie dotyczyć. Gdy cała stołówka pustoszeje, to przychodzą do nas dowódcy, żeby przedstawić plan misji i dokładną datę. Poza Smokerem i Piotrem Moralcem przyszedł jeszcze jakiś żołnierz, prawdopodobnie też dowódca, ale nigdy nie widzieliśmy go w obozie, więc albo jest nowy, albo pojawił się specjalnie na tę misję.
Chłopaki, pewnie się zastanawiacie na temat tej tajemniczej misji... - zaczyna Smoker, potem przedstawia nowego dowódcę misji - Liama "Cover" Vinda - i zaczyna mówić na temat całej tej operacji, o której w przeciągu całego dzisiejszego dnia dowiedzieliśmy się aż nic. Całość odbędzie się w Warszawie, a naszym zadaniem, nie łatwym swoją drogą, będzie rozgromienie jednego z gangów, które współpracują z Rosją i na wypadek wojny mogą ją wspierać przez zdobywanie informacji lub sabotaż. Mają broń, do ich bazy prowadzi tylko jedno dobrze ukryte przejście i mają automatyczne wieżyczki. Od razu zadaje pytanie, czy to nie jest za trudna misja na nas ośmiu, bo w końcu nigdy w żadnej nie braliśmy udziału, Smoker odpowiada, że nie, jest dla was idealna... Mamy wyruszyć już na następny dzień o godzinie 8:00 pociągiem, a do tego czasu możemy wybrać uzbrojenie, oraz całe wyposażenie, które uznamy za konieczne. Potem już o godzinie 22:00 możemy położyć się spać, bo jutro czeka nas dzień pełen wrażeń, zresztą ten też był dosyć emocjonujący, więc prawie zaraz po położeniu się do łóżka zasypiam.
Następny dzień - pobudka o godzinie 6:00, idziemy na wczesne śniadanie, a następnie zbieramy cały przygotowany wcześniej sprzęt i udajemy się do naszego transportu, który w nocy uległ zmianie, bo jednak nie jedziemy pociągiem, tylko lecimy śmigłowcem i będziemy dokonywać małego desantu powietrznego kilkaset metrów od wrogiej bazy.
Po około godzinie lotu docieramy nad Warszawę i co tu mówić, widok jest przepiękny. Ale nie jesteśmy tu po to, ale po to, żeby dokonać zniszczenia gangu, więc dokonujemy ostatnich przygotowań broni, upewniamy się, że jest dobrze przymocowana, że mamy wystarczająco amunicji i wody na czas akcji. O 9:12 śmigłowiec obniża wysokość i wychodzimy z niego na linach. Całość odbywa się na polanie w lesie i mamy do przejścia nieco ponad 520 metrów. Nie biegniemy jednak, to by nas tylko zmęczyło, a szkolenie dało nam do myślenia, że trzeba być w pełni gotowym do działania, a w stanie zmęczenia nigdy nie będziemy w stanie wykonać wszystkich sytuacji jakie mogą nas spotkać na polu walki. Po około siedmiu minutach jesteśmy u celu, wejście nie wyróżnia się w jakiś specjalny sposób, niema żadnych ostrzeżeń, malunków, ani nic takiego, więc łatwo jest je przeoczyć. My jednak wiemy, że właśnie takiego miejsca szukamy i je znaleźliśmy. Po cichu rozdzielamy się i w grupach czteroosobowych przemieszczamy się wzdłuż ścian tunelu, z bronią gotową do strzału, co jakiś czas ostatni żołnierz odwraca się do tyłu, by sprawdzić, czy ktoś nie idzie za nami. Nie wiemy jaką długość ma tunel, ale na oko przechodzimy jakoś 150 metrów zanim wchodzimy do prostokątnego pomieszczenia, było dość spore, wyglądało raczej jak jakiś podziemny hangar, tylko zamiast samolotów znajdowały się w nim ogromne składy broni, amunicji i innych akcesoriów niezbędnych na czas wojny. Wchodzimy do tego pomieszczenia, cały czas z bronią gotową do strzału, ale w pewnym momencie na balkony otaczające pomieszczenie wchodzą ubrani na czarno i w pełni gotowi do strzału żołnierze Federacji rosyjskiej, celują w nas i już po kilku sekundach większość naszych żołnierzy leży martwa na ziemi, mi udało się przeżyć, bo schowałem się za metalowa skrzynię, wiedziałem jednak, że znalezienie mnie, to tylko kwestia czasu. W trakcie myślenia nad planem ucieczki, za moją skrzynię wchodzi jeden z żołnierzy, celuje w moją głowę, to nie może się skończyć dobrze...

Next generation - Project SoldierOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz