Rozdział 14 - Samolot

11 2 0
                                        

Wstajemy bardzo wcześnie rano, bo już o 3:30 jesteśmy na nogach gotowi do działania, a tego może być dzisiaj bardzo dużo, bo naszym zadaniem jest utrzymanie chińskiego samolotu w locie za wszelką cenę. To przecież łatwe, samolot jest szybki i zwrotny, nie powinno nic się stać... Tylko problem jest taki, że cała wyspa jest pokryta różnymi rodzajami ochrony przeciwlotniczej począwszy od zestawów artyleryjskich typu SKYNEX, na rakietowych kończąc.
Cała wyspa została pokryta wirtualnymi sektorami, w których mamy pilnować zestawów przeciwlotniczych przed rozpoczęciem ostrzału samotnego samolotu. My otrzymaliśmy sektor znajdujący się na w miarę otwartym terenie bronionym w szczególności przez "klasyczne" uzbrojenie przeciwlotnicze, czyli SKYNEXy, a nawet bardzo stare już systemy M167 Vulcan, ale no cóż, Tajwan wyciągnął wszystko co miał, żeby się bronić. O ile w przypadku tych drugich problem jest mniejszy, bo są kontrolowane przez ludzi, ale SKYNEX? Już dawno ludzie przestali tym sterować, teraz sam wybiera wrogie cele i nieda się na to wpłynąć... To jest ogromny problem, bo na nasz sektor - kwadrat o bokach pięć na pięć kilometrów przypadają mniej więcej 42 takie zestawy, a do ogarnięcia tego wszystkiego jest nas pięciu - cały skład z ratowania VIPów. Nie mam pojęcia, jak to ogarniemy, ale coś na pewno wymyślimy na miejscu, gdy zobaczymy miejsce akcji. Miałem pomysł, żeby przenieść zestawy do jakiegoś mało dostępnego miejsca, w końcu są one zainstalowane na platformach, które da się łatwo odkręcić od ziemi, ale gdy docieramy do naszego sektora ten pomysł okazuje się niewykonalny... Nie dlatego, że zajęłoby to zbyt dużo czasu, ale przez fakt, że łąka jest niemal płaska i niema tu żadnych budynków. Po prostu ktoś stwierdził, z resztą poprawnie, że tu wróg nieda rady przybyć samolotem, jeśli ustawimy od zesrania dużo pelotek. Co do M167, to udało się nam poinformować wszystkich dowódców, że mają nie strzelać do Su30m2, które pojawi się na radarze w okolicach godziny 22:00, odpowiadają, że nie będą i mogą nam pomóc przy SKYNEXach, bo oni też wiedzą, jak skąplikowane to bronie. Do 21:00 się z tym męczymy i mamy wszystkie wyłączone od prądu, a tak przynajmniej nam się wydawało... O 22:13 zaczynamy słyszeć szum towarzyszący naddźwiękowemu lotowi samolotu, a po chwili także go zauważamy, rozglądam się po obszarze i w pewnym momencie moje serce podchodzi do gardła, jedna z wież SKYNEXów obraca się w stronę samolotu, od razu wskakuje do stojącego obok M167 i bez chwili zastanowienia oddaje długą serie w przygotowującą się do strzelania wieżyczkę, ale za późno, na sekundę przed trafieniem moich pocisków rozlega się dźwięk śmierci częściowo zakłócony przez ryk działka Vulcan, ale można tylko patrzeć, jak pilot zaczyna walkę, aby uniknąć trafienia, ale jest za późno, kilka pocisków 35 milimetrów trafia w poszycie kadłuba samolotu i podpala silniki, oraz uszkadza większość powierzchni sterowych, samolot zaczyna bezwładnie spadać...

Pilot POV:
Wsiadłem na pokład samolotu, z danych, które dostałem jeszcze na odprawie wszystkie bronie przeciwlotnicze na wyspie są uciszone dla mojego przelotu, więc szykuje się na swobodny lot do Chin, wiem, że tam przyjmą mnie jak bohatera, bo to przezemnie zaczęła się ta wojna, trafiłem do więzienia w Tajwanie za zabicie żołnierza. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że zrobiłem to przypadkiem, bo celowałem w napastnika, który trzymał mu nóż na karku. Na szybko sprawdzam wszystkie systemy kontroli lotu, uruchamiam silniki, włączam systemu ochrony, w tym BUK-8M2 zmodyfikowany o kilka komunikatów głosowych, sprawdzam stan flar, puste, ale nie przejmuje się tym, bo w końcu nic niema do mnie strzelać...
Start i początek lotu przebiegają bez problemu, wzniesienie się na 1500 metrów, następnie skierowanie się w stronę Chin. W pewnym momencie rozlega się sygnał o namierze radarem, więc zaczynam wykonanie gwałtownych manewrów, ale ma próżno, już po chwili na mój samolot spada grad pocisków i wiem, że samolot już nie poleci. 
"Катапультироваться! Катапультироваться! Катапультироваться!"
Nawet bez słuchania komunikatu wiem, o co mu chodzi... Katapultuje się i nie prowadzę walki z samolotem.

Tomek POV:
Nie mogłem sobie wybaczyć, gdy widziałem jak szansa na zakończenie tej cholernej wojny zostaje stracona przez moją nieuwagę, widzę, jak pilot się katapultuje, a samolot znajdujący się w płaskim korkociągu spada płasko na ziemię już po kilku sekundach.
Podbiegamy do miejsca lądowania pilota, Abu sprawdzić, czy wszystko dobrze i czy z samolotu nie zostały katapultowane tylko jego zwłoki, ale na szczęście on żyje i niema nawet lekkich obrażeń. Zdaje sobie sprawę, że mam ogromne szczęście, bo spowodowanie śmierci w taki sposób z pewnością skończyłoby się poważnymi konsekwencjami. Te niestety i tak nastąpią i nie mogę już tego zmienić. To ja odpowiadałem za dowodzenie tym sektorem, to ja zawiodłem, to przezemnie ta wojna będzie się dalej ciągła.
Już po kilku minutach dostaje od dowództwa nie sygnał przez radio, ale osobisty telefon od dowódcy, już wiem, jak bardzo mam przerąbane, ale cóż, muszę się z tym pogodzić. Żołnierzu, coś ty zrobił? Przegramy tę wojnę, przegra ją cały świat, nawet wy - Polacy. A ty? Ty możesz już się zacząć pakować na sąd wojskowy, żeby odpłacić za swój czyn.
Już o 1:00 składam broń w zbrojowni i oddaje przepustkę wojskowa w biurze dowództwa, a o 2:30 mój samolot do Polski rozpoczyna kołowanie na pas. Jedyną osobą z mojego zespołu, była Melanie, a z resztą pożegnałem się tylko tam, na łące, nie mówiłem nic o telefonie od dowódcy. Melanie dowiedziała się o tym, bo jako jedyna zna podejście dowódcy do Polaków, więc domyśliła się, że mocno za to oberwę. Co do reszty, to prawdopodobnie wszyscy napiszą na grupie, gdzie jestem, a gdy spytają o to dowódcy, to dostaną jakąś zmyśloną historyjkę na mój temat, ale i tak nic na to nie poradzę, więc czemu się tym przejmuje. Może dlatego, że to było moi przyjaciele? - takie myśli towarzyszą mi, zanim zapadam w sen. Budzę się po ośmiu godzinach, gdy zbliżamy się do lądowania, loty są przyjemne i szybkie z prędkością naddźwiękową. Sprawdzam godzinę, w Polsce jest 11:21, po wylądowaniu nie czekam na walizkę, bo ze sobą wziąłem tylko zbroję, która już po chwili pojawia się przy moim pasie w postaci małej skrzynki. Tak wracam do domu, standardowo pociągiem, ale tym razem bez broni. Zwracam na siebie dużo mniej uwagi i nie muszę się tłumaczyć policji. Zanim dzwonię do drzwi, to pisze do rodziców, że jestem pod domem. Po chwili z drzwi wypada płacząca ze szczęścia mama wraz z tatą, którzy szybko do mnie podbiegają i przytulają. Rozumiem, że bali się o mnie, ale ostatnio był znacznie gorzej na wojnie, a tamte powitanie nie było aż tak wybuchowe, więc zapytałem o co chodzi, w odpowiedzi dostałem informację, za którą wiedziałem kto jest odpowiedzialny, podobno nie żyje, zostałem zastrzelony przez Chińczyka, kiedy próbowałem się przebić z moim zespołem do VIPów. Powiedziałem, że to nie prawda i wszystko wam opowiem, ale najpierw może wejdźmy do środka, bo zaczyna padać.

Next generation - Project SoldierOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz