Na następny dzień tak jak planowałem, udałem się do rodziców. Nieco wcześniej zjadłem śniadanie i zrobiłem standardowy obchód po bazie, zaczęły pojawiać się nieco bardziej formalne zabezpieczenia, oraz budynki. W końcu całość jest już w pełni legalna!
Gdy dotarłem do domu, to drzwi otwarła mi mama i gdy jej opowiedziałem wszystko, co się działo od mojego ostatniego pobytu tutaj to się uśmiechnęła. Ucieszyłem się z tego, bo była jakaś nieswoja, smutna i wogóle. Spytałem, gdzie jest tata i wtedy wszystko się wyjaśniło - tata jest w szpitalu od kilku dni, odkryli u niego jakiegoś raka w późnym stanie rozwoju, zagraża jego życiu - po tych słowach moje podejście ze względnie szczęśliwego zmienia się w smutek. Jest w najbliższym szpitalu, czyli nieco ponad dwadzieścia minut drogi autem. Zabieram kluczyki mamie i ruszam w stronę garażu. Mama na pożegnanie rzuca jeszcze - jedź synu, twój tata jest nieprzytomny, nie wiadomo, czy przezyjeydo jutra. Jadę jakbym pił na haju, złamałem chyba wszystkie przepisy, ale muszę się zobaczyć z tatą, chociaż kilka godzin, nawet jeśli będą to jego ostatnie. Gdy przy szpitalu znajduje miejce parkingowe, to wybiegam z auta do recepcji i pytam, gdzie on leży, gdzie leży mój ojciec. Z odpowiedzi pielęgniarki wynika, że właśnie jest przeprowadzana próba utrzymania go przy życiu, reszty dowiem się przy sali 396. Udaje się tam ponownie biegiem. Gdy dobiegam, to od razu pytam stojącego obok lekarza, co tam się dzieje, uprzedzając te pytanie przedstawieniem się. W odpowiedzi dostaje neutralne spojrzenie i słowa, które łamią mi serce - od trzech minut Pana ojciec jest martwy, nie wykazuje żadnych funkcji życiowych, może się Pan z nim zobaczyć i jeśli jest taka możliwość, to zadzwonić do jego żony. Nie dzwonie do mamy, prosiła, żebym nie kazał jej tam przyjeżdżać, nawet jeśli on umrze. Wchodzę na salę, widzę mojego tatę leżącego na stole z podpiętym mnóstwem przewodów, jakbyśmy żyli kilkanaście lat wstecz. Podchodzę do niego i stoję z dłonią na jego dłoni przez ponad osiem godzin. Przez ten czas ani nie jem, ani nie pije, ani nic. Po prostu stoję i duchowo rozmawiam z moim tatą. On już nie cierpi, tyle dobrze. W pewnym momencie do pomieszczenia wchodzi lekarz i mówi, że muszę już iść, zostaje wręcz wyproszony. Wracam do domu, ostatnie wydarzenia strasznie mnie wyniszczyły. Gdy odstawiam auto, to udaje się na spacer. Zabieram przy tym wyrzutnie kotwiczek, chce zobaczyć okolice z góry. Udaje się w stronę jednej z wież radiowych, które mają platformę na górze i wpinam się na samą górę. To nic specjalnego, tylko 250 metrów, jeśli spadnę to zginę, ale mimo wszystko wspinam się wyżej i wyżej. Na szczycie siadam, zwieszam nogi w dół i po prostu siedzę. Zastanawiam się nad sobą, nad swoim życiem i muszę przyznać, że jest raczej złe, wiele osób próbowało mnie zabić, nikomu się nie udało, z zewnątrz jestem wrakiem człowieka przez tortury, a w środku emocjonalnie martwy. Wstaję, podjąłem już decyzję. Odpinam od paska broń, kotwiczkę i ściągam emblematy z ramion, po czym podchodzę do samej krawędzi i... przygotowuje się do skoku. Gdy jednak miałem skoczyć, to za mną rozległ się doskoyznany mi głos - naprawdę chcesz to zakończyć w tak głupi sposób? Pomyśl o tych wszystkich, których twój czyn zaboli - nie odwracam się na te słowa, mimo że doskonale wiem, że osoba, która je wypowiedziała powoli podchodziła do mnie od tyłu - Nie mogę, nie zniosę tego już dłużej, straciłem prawie wszystkich, przyjaciół, ojca, siostrę, co będzie dalej? - po tych słowach przechylam się do przodu, ale coś łapie mnie w pasie i pociąga do tyłu, przed moją twarzą widzę oczywiście jego - Smoker, co ty tu kurwa robisz? - ten spogląda na mnie, po czym daje znać komuś na ziemi - Słuchaj, nie zamierzam ci ogarniać psychologa jeśli obiecasz, że to się więcej nie powtórzy - mówię, że już nigdy nie spróbuje tego zrobić. Zza platformy wylatuje śmigłowiec, do którego wsiadamy, po czym lądujemy dopiero w bazie. Oczywiście kto czeka przed śmigłowcem? Melanie z kolejną dawką przeprosin i miłych słówek. Ponownie ją odtrącam, mam dość tego wszystkiego. Chce się udać spać, ale bardzo szybko ktoś gwałtownie puka do drzwi mojego pokoju. Wstaję i wołam tylko - Jeśli to ty Melanie, to przysięgam, że odbiorę ci dostęp do tej jednostki! - ubieram tylko hełm i wtedy otwieram drzwi, przed nimi stoi Smoker, jest w pełni uzbrojony i ma założonego wingsuita - Chłopie bierz broń, zbroję po remoncie masz w magazynie, potem szybko do Katowic, mamy sytuację krytyczną. Bez pytań wracam do pokoju i zabieram broń, oraz wysyłam wiadomość do mamy, że może mnie nie być przez jakiś czas, po czym wychodzę do magazynu i zakładam zbroję. Na początku zastanawia mnie jeszcze, jak mam się dostać do Katowic, bo jest to kilka kilometrów, a chłopaki już pojechali, ale to wyjaśnia się, gdy odkrywam, że zbroja ma ulepszone silniki i może latać. Docieram ma miejsce zbiórki i nieda się nie zauważyć, że dzieje się coś bardzo złego. Z powietrza widać, że spora część miasta stoi w płomieniach, a ludzie ewakuują się na zewnątrz. Gdy ląduje obok Smokera, ten wyjaśnia mi, co tu się odwala - Kilka godzin temu doszło do eksplozji ładunku wybuchowego na stacji benzynowej, następnie w odstępie kilku sekundach doszło do kolejnych eksplozji na innych stacjach i niektórych stacjach ładowania samochodów elektrycznych. W całym mieście niema prądu, jest mnóstwo pożarów i martwych ludzi. Wiemy, kto jest odpowiedzialny za to wszystko i właśnie z tego powodu zostaliśmy tutaj wezwani, to terroryści, z tej samej organizacji, która zaatakowała wtedy podczas waszego spotkania, kiedy nasza organizacja została zalegalizowana - cóż, jest to trochę poważny kłopot, skoro całe miasto musiało zostać ewakuowane.
CZYTASZ
Next generation - Project Soldier
ActionMłody chłopak - Tomek zgłasza się do projektu mającego na celu stworzenie nowej generacji żołnierzy, którzy mają być niezwykle dobrzy w wykonywaniu swoich zadań. Na początku swojego szkolenia spotyka Smokera i zaczyna mu ufać. W międzyczasie zaczyna...
