Rozdział 12 - Nowa, czy stara wojna

7 2 0
                                        

8 sierpnia 2047 rok - Rosja podpisuje akt kapitulacji, wojna się kończy. Pochłonęła prawie 530 milionów osób, w tym 325 milionów żołnierzy. Świat jest bardzo zniszczony, w zasadzie niema obszarów, które nie były w jakiś sposób dotknięte tym wszystkim. Jest tylko jedno państwo, które nie wystrzeliło, ani nie oberwało żadną rakietą - Chiny... Cały świat świętuje, we wszystkich stolicach, oraz największych miastach państw odbywają się parady wojskowe, a samoloty odlatują z żołnierzami do ich domów. Ja również wracam jednym z nich.
Ostatni raz sprawdzam swoje dotychczasowe miejsce pobytu - jeden z Paryskich hoteli, do którego przeniosłem się kilka dni po zakończeniu wojny - wszystkie szafki puste, a ubrania znajdują się już w plecaku, bo jest ich naprawdę niewiele, zbroja jest gotowa do "spakowania", a jako, że lecę samolotem wojskowym, to nie muszę się martwić o to, gdzie zostawię moją broń. O 7:00 zjawiam się na lotnisku, jest już tu wiele innych żołnierzy, którzy też czekają na przerzut do swoich krajów i miejscowości. Moja kolejka, czyli lot do Katowic nie jest jakaś super długa, ale i tak trzeba było czekać kilkanaście minut, żeby się dostać do biurka pełniącego funkcję check-in ale dla żołnierzy. Tam dostaje informacje o tym, do której bramki mam się udać, oraz ile będzie trwał lot. Po wejściu na pokład samolotu, którym miło okazał się był boeing 787 od razu zakładam słuchawki, wyciągam książkę i zatapiam się w siedzenie. Póltorej godziny później lądujemy, sądząc po zachowaniu wszystkich osób nie tylko ja nie mogę się doczekać powrotu do ojczyzny i rodziny. Zaraz po wylądowaniu możemy udać się do domu, nie mamy zapewnionego transportu, ale z drugiej strony nie musimy przechodzić żadnych kontroli po przylocie. Ja wybieram pociąg, bo stacja kolejowa znajduje się niedaleko mojego domu. Po około godzinie jazdy docieram, jako że nie mam żadnego telefonu, bo się rozładował, to wybieram, że wracam na piechotę. Jako, że jest środek dnia, to wzbudzam spore zainteresowanie, bo na plecach mam ogromny plecak, a przy pasie karabin i pistolet, ale nie mam żadnych problemów i już po sześciu minutach stoję przed domem. Naciskam przycisk dzwonka i już po chwili słyszę za drzwiami małe poruszenie, które po otwarciu drzwi zmienia się w okrzyk radości, to moja mama cieszy się z mojego powrotu. Jeszcze zanim zdążyłem wejść do środka pojawił się tata, który może nie zareagował aż tak głośno na mój powrót przywitał się ze mną i musiałem im zacząć opowiadać.
Po całej opowieści był już wieczór - godzina 19:32 - musiałem im jeszcze przekazać smutną wiadomość, ich córka, moja siostra zginęła na wojnie... Po moich słowach rodzice, którzy ewidentnie się zasmucili, a mama po chwili zaczęła płakać. Gdy już trochę się uspokoiła, a ja podałem im miejsce jej pochowania to rozpakowałem się i wróciłem do swojego pokoju, jednak wiedziałem, że to się tak nie skończy i zamierzam wrócić do wojska już przy najbliższej możliwej okazji, punkt naborowy jest niedaleko, a ja wciąż mam przecież broń i zbroję, no i przedewszystkim dokument potwierdzający moją służbę. Podłączyłem telefon do ładowarki, sprawdziłem powiadomienia i wróciłem do rodziców pooglądać wieczorne fakty jak za dawnych czasów. Oczywiście większość faktów dotyczyła wojny i sytuacji na świecie, ale po nich, gdy był czas na reklamy, to te zostały nagle przerwane audycją priorytetową. Zdziwiło nas to trochę, ale słuchaliśmy z uwagą, bo to muszą być informacje. Były zdecydowanie ważne, Chiny, kraj najmniej dotknięty wojną wypowiada wojnę, wojnę bez ograniczeń, a niektóre państwa z nimi graniczące już są wciągnięte w walkę...
Od razu informuje rodziców, że może mnie znowu nie być przez długi czas, bo muszę wracać i wesprzeć państwa walczące. Obiecuję im, że napewno wrócę i mają się nie martwić, po czym zakładam zbroję, przyczepiamy broń do paska i udaje się do najbliższej jednostki. Tam przed wejściem proszą tylko o dokument potwierdzający tożsamość, jakikolwiek, więc pokazuje kartę żołnierza i mogę wejść na teren obozu. Kieruje się do budynku dowództwa, do którego wchodzę po ponownym pokazaniu dokumentu, gdy tam wchodzę to zostaje pozytywnie zaskoczony tym, że dowódcą jest Will "Rush" Formel, z którym rozmawiałem przed wydarzeniami w Moskwie. Ten wita mnie jak starego przyjaciela i od razu przechodzi do konkretów, Chiny mają potężną armię i liczy się każda jednostka, którą damy radę przeciwko nim zorganizować, więc zostanę przerzucony do Tajwanu, który został zaatakowany jako pierwszy. Jednak zanim dostaje informacje o tym, kiedy otrzymam transport w tamtą stronę, to trzeba omówić kilka szczegółów, najważniejszą rzeczą jest fakt, że walki w Tajwanie toczą się w możliwie najgorszym miejscu dla pojazdów pancernych, bo cała wyspa jest pokryta wysoką zabudową i przez to mnóstwem kryjówek do schowania się i zniszczenia pojazdów. Więc we wszystkich misjach możemy liczyć tylko na piechotę i niekiedy samoloty. Mogę używać zbroi, ale mam w niej nie paradować i starać się raczej nie ujawnić tożsamości. No i ostatnią rzeczą jest prośba o nie złapanie przez wroga, na co wybuchamy śmiechem, obaj wiemy, że słowa te padły przez wydarzenia w Moskwie.
Godzina 7:30 - wylot samolotem, tym razem nie lecę samolotem komercyjnym, ale C-130, bo zagrożenie jest także w powietrzu, a nad Tajwan docieramy po czternastu godzinach i już po samym lotnisku można stwierdzić, że tutaj trwa wojna, pas i drogi kołowania, ale na szczęście wciąż są używalne. Jeszcze zanim samolot się zatrzymuje to obrywa pociskiem, który go unieruchamia, a my, aby uniknąć ryzyka śmierci wyskakujemy i biegniemy za najbliższą osłonę. Po chwili, jeszcze zanim zbroja zdążyła się wydostać z samolotu za naszą osłonę wlatuje jakąś rakieta, ostatnią rzeczą jaką pamiętam jest potężna fala uderzeniowa, która rzuciła mnie kilometrów dalej, a po tym nastąpiła ciemność.

______

Te super długie rozdziały się kończą

Next generation - Project SoldierOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz