Rozdział 24 - Testy sprawnościowe

5 2 0
                                        

Powoli zaczynało do mnie docierać światło słoneczne, siedziałem w jakimś bardzo małym pomieszczeniu, a do moim rąk były popodpinane jakieś dziwne urządzenia i przewody. Na moje wybudzenie się zaczęły one migać jakimiś różnymi kolorami i piszczeć. Po chwili do celi wszedł Piotr Moralec. Świetnie - pomyślałem - twój dowódca, znowu go spotykasz - dlaczego mam takie szczęście do spotykania osób z przeszłości? Nie mam pojęcia. Czy to lubię? Zupełnie nie.

Melanie POV:
Kolejny dzień w tym cholernym więzieniu. Pobudka jak zwykle o godzinie 7:00, nie jest to żaden problem, bo w trakcie służby zdarzało się wstawać przecież dużo wcześniej. Potem prysznic, na całe szczęście damski i męski są osobno, potem śniadanie i o 8:00 zaczyna się cała ta najgorsza część. Mycie podłóg, sprzątanie śmieci i mycie toalet. Potem o 10:00 many czas na placu więziennym, możemy podać w piłkę, poćwiczyć, albo nic nie robić. Jako, że tego ostatniego nienawidze po czasie spędzonym w tym miejscu, to zwykle ćwiczę. Potem o 15:00 wracamy do cel, w których siedzimy aż do kolacji, czyli do 18:30, potem znowu prysznice no i o 21:00 spanie. Co do samego więzienia, to już po pierwszych kilku dniach zorientowałam się, że trafiłam do tej najgorszej części, są tu sami złodzieje i co chyba najgorsze, to gwałciciele. Więzienie im nie służy, dlatego już pierwszego dnia ktoś chciał mnie zaciągnąć do toalety w czasie czasu wolnego na placu, na moje szczęście umiem się bronić. W mojej głowie ciągle znajduje się Tomek, to pożegnanie było tak proste, ale zdaje sobie sprawę, że innego się przecież nie mogłam spodziewać. Śniadanie - godzina 7:30, jedzenie jest całkiem dobre jak na więzienie, a na pewno spodziewałam się gorszego. Jednak te śniadanie przebiegło inaczej, niż zwykle, bo pod jego koniec, kiedy większość osób już rozmawiała, a ja pomagałam zbierać talerze i tacki, to zostało nadane ogłoszenie - Pani Melanie Borzęcka jest proszona o przyjście pod gabinet dyrektora po śniadaniu, powtarzam... - totalnie nie mam pojęcia, o co może chodzić, co zrobiłam źle? Udałam tam się jednak, bo równie dobrze może to być dobrego, nie nastawiam się na to jednak, to jest więzienie.
Gdy podeszłam do drzwi przeżyłam lekkie zaskoczenia, stał przy nich jeden z dawnych dowódców mojej jednostki szkoleniowej - Piotr Moralec. Przepuścił mnie w drzwiach, powiedział, że mam usiąść, trzeba porozmawiać. Nie martwiąc się o nic usiadłam, przygotowałam się mentalnie na rozmowę. Chce porozmawiać o twoim przyjacielu, Tomku - to zaskoczyło mnie jeszcze bardziej, spodziewałam się wszystkiego, ale nie rozmowy o nim - Z góry uprzedzam, że nie podam na jego temat żadnej ważnej informacji - oficer uśmiechnął się na te słowa, po czym zaczął mówić - byłem u niego kilka dni temu, w jego więzieniu, czy też jak kto woli siedzibie projektu Żołnierzy Przyszłej Generacji - znam to miejsce, Tomek mi o nim opowiadał, że jeśli tam się ktokolwiek kiedykolwiek znajdzie, to raczej nie ujrzy już światła dziennego. Mój dawny dowódca kontynuował - chłopak został poddany bardzo trudnym testom, przedewszystkim torturom psychicznym i testom sprawnościowym. Zdał je perfekcyjnie, żadnego zawachania w odpowiedziach, żadnego potknięcia na torze przeszkód. Na następny dzień został potorturowany fizycznie i powtórzył test na torze przeszkód. I wiesz, co mnie najbardziej zaskoczyło? Że ponownie nie zachwiał się ani razu, mimo że każdy normalny człowiek powinien w tym stanie leżeć i umierać w łóżku szpitalnym - zrozumiałam, że ten chłopak się nigdy nie podda, nawet jeśli to będą jego ostatnie chwile. Jeśli po torturach zdał ten test perfekcyjnie, to tylko dzięki jednej kwestii, T02 - Chcemy się tylko dowiedzieć, jak to zrobił? - zostało mi zadane pytanie i mogłam odpowiedzieć szczerze, bez żadnych tajemnic, ale dlaczego miałabym to robić? On zrobił dla mnie dużo więcej niż jakikolwiek z tych dowódców - Chyba nie myślisz, że ci to powiem! - okrzyknęłam mu w odpowiedzi, ten jednak zaczął naciskać. To nie mogło się dobrze skończyć, ale wiem, że jeśli powiem dlaczego Tomek dla sobie z tym radę, to jego koniec.

Tomek POV:
Kilka dni wcześniej
Mój dawny dowódca ponownie zaprosił mnie do swojego gabinetu, od kilku dni przebywam w tym miejscu większość czasu, ale nie mam nic przeciwko temu, tu i tak niema nic innego do roboty. Jednak dzisiaj było inaczej...
Zaraz po tym gdy zamknęły się drzwi początkowy uśmiech Piotra Moralca przerodził się w ponury grymas, a ja zorientowałem się, że mogę zostać przesłuchany z elementami tortur. I faktycznie tortury były, ale psychiczne. Przez długie dni wmawiano mi, że moja rodzina została zamordowana, że Mel mnie wydała i teraz wiedzą już o mnie wszystko i inne takie, ale się nie złamałem i nie zrobię tego. W późniejszej części dnia Oficer poprosił mnie, żebym przyszedł na plac ćwiczebny placówki - ogromny kwadrat o rozmiarze 2x2 kilometry i wysoki na ponad 100 metrów. Stali przy starcie toru przeszkód, na którym codziennie widziałem innych zbrodniarzy, którzy próbowali przebyć chociaż kilkaset metrów, ale nikomu się to dotychczas nie udało. Ja nie próbowałem, ale wiedziałem, że dam sobie radę praktycznie bez problemu, wiedziałem też, że jeśli wejdę na tor, to pokaże tym ludziom, że nie jestem zwykłym człowiekiem ze zbroją, ale coś ze mną jest nie tak. Moje zadanie jest "proste" - musE przebyć ten tor, lub chociaż spróbować to zrobić bez wspomagaczy zewnętrznych. Poprosiłem o rozgrzewkę i dostałem na nią dziesięć minut, wystarczająco, żeby się przygotować do testu. Potem całość się zaczęła. Najpierw jest bieg sprintem o długości jednego kilometra, przebiegłem to moim maksymalnym tempem, mimo że każdy powinien tu oszczędzać siły przed resztą toru. Następnie jest ścianka wspinaczkowa, nieco ponad pięćdziesiąt metrów wysokości, brak asekuracji, ale każdy to ma gdzieś. Pokonuje ją w kilkanaście sekund, na samej górze jest kolejna przeszkoda - skakanie po rurach, wszystkie sięgają dolnej części placu, czyli upadek jest zdecydowanie za duży, by to przetrwać bez urazów. Bez żadnego stresu pokonuje osiemdziesiąt metrów biegiem, udaje mi się nie potknąć. No i potem coś, czego kiedyś bardzo nie lubiłem - skok w dół, pięćdziesiąt metrów i na dole lądowanie bez niczego w stylu materacy. Mój organizm jest wystarczająco odporny, by wykonać ten skok na nogi. Potem jest jeszcze kilka przeszkód, są one podobne do poprzednich, tylko albo na wyższej wysokości, albo są większe przestrzenie między stabilnymi miejscami. Udaje mi się dobiec do samego końca, jestem tylko lekkie zdyszany, ale rekompensuje mi to mina oficerów, którzy cały czas stali na starcie i się nie poruszyli, byli bardzo zaskoczeni.
Na następny dzień zostałem poproszony o pojawienie się pod salą przesłuchań. Gdy weszłem do środka, to oczywiście w oczy od razu rzuciły się narzędzia tortur, które nadawały pomieszczeniu klimat średniowiecznych lochów, oraz ślady krwi obok krzesła, na którym muszę usiąść. Nie mam innego wyboru, więc siadam, jestem gotowy na tortury, bo domyślam się, że właśnie dlatego znajduje się w akurat tym pomieszczeniu. Domyślam się też, czego będą dotyczyły pytania - jak udało mi się przejść wczorajszy test. Za mną wchodzi Piotr Moralec, o którym moja opinia spadła niemal do zera, mimo że kiedyś bardzo go szanowałem, z nim wchodzi dwójka żołnierzy, gdybym protestował, oraz medyk. Widok osoby ze szkoleniem medycznym upewnił mnie, że jeśli nie będę odpowiadał, to będzie bolało.
Bez zbędnych rozmów oficer zadał pytanie - jak ci się udało przejść ten tor? - początkowo myślałem, że będę milczał, ale teraz stwierdziłem, że pogram trochę z bólem - Nigdy wam tego nie powiem - na moją odpowiedź oficer uśmiechnął się i bez dawania żadnego znaku jeden z żołnierzy przywalił mi kolbą karabiny pod żebra, zabolało dość mocno, ale powstrzymałem się od wydania okrzyku. Pytanie zostało powtórzone, a moja odpowiedź była jeszcze bardziej bezczelna - przecież już wam powiedziałem, że ode mnie się tego nie dowiecie. Jesteście słabosłyszący? - wiedziałem, że te słowa napewno kogoś wkurzą i faktycznie tak zadziałały. Podszedł do mnie sam dowódca i przymierzył się do uderzenia pięścią w moją twarz, ale się odchyliłem i nie dostałem, natychmiast podszedł do mnie jeden z żołnierzy i przytrzymał głowę, bym mógł dostać kilka razy w twarz pięścią. Na tej pięści znajdował się jakiś pierścień, więc zaczęła mi spływać krew. Podszedł do mnie medyk, nachylił się nad moją twarzą i głupio myślałem, że chce mi to opatrzyć... Ale nie! On podszedł i podpalił mi włosy. Gdy poczułem to ciepło, parzenie, zdałem sobie sprawę, że to tyle z moich włosów i będę łysy. Pytanie zostało powtórzone, ale nie odpowiedziałem, milczałem, musiałem wytrzymać okropny ból palącej się skóry. Do trzech razy sztuka chyba tutaj funkcjonuje, bo przeszli do jeszcze gorszych tortur i powiedzieli, że jeśli będę chciał mówić, to mam podnieść rękę. Oficer po tych słowach wyszedł, a ja zacząłem jeszcze mocniej obrywać. Moja koszulka została zdarta już jakiś czas temu, więc łatwo można było mi coś zrobić. Byłem parzony - podkładali mi płomień z zapalniczki pod skórę na kilka sekund. W pewnym momencie dołożyli kopanie prądem w czułe miejsca takie jak pachy, czy brzuch. No i chyba najgorsze - pod koniec "zabawy" zaczęli palić papierosy, które huj wie, gdzie zdobyli, bo od kilku lat są zakazane na całym świecie i... Zaczęli je gasić w moim kroczu. To były najgorsze tortury w moim życiu, poddałem się słabości i stałem się mocno otumaniony, ale na to też mieli rozwiązanie! Adrenalina w strzykawkach od razu mnie ożywiła. Jeszcze kilka minut się nade mną pastwili raz na jakiś czas sprawdzając, czy nie chce może zacząć mówić, ale nie zrobiłem tego. Na koniec opatrzyli mi krwawiące rany, których było naprawdę niewiele i wrzucili do celi, oczywiście zrobili to w taki sposób, że oberwałem głową o umywalkę, wywołałam tym fale śmiechu u moich oprawców.
Pod koniec dnia, kiedy próbowałem zrobić cokolwiek, żeby sobie ulżyć w bólu przyszedł Piotr Moralec... Nawet nie spytał, czy jestem w stanie stać na nogach, tylko postawił warunek - albo przechodzisz tor przeszkód jeszcze raz teraz, albo zostaniesz rozstrzelany ty, twoja rodzina i ta idiotka, co z tobą współpracowała - poddałem się w myślach, to jest mój koniec, przejście tego toru mnie prawdopodobnie zabije, ale innej opcji nie mam, nawet jeśli tak tylko mówią, to i tak muszę przejść to wszytko.
Gwałtownie wstaje z podłogi - nie ruszyłem się z niej od momentu w którym zostałem tu wyrzucony - po czym ruszyłem chwiejnym krokiem w stronę placu. W pewnym momencie przechodziłem obok lustra, zobaczyłem jak złe wyglądam, nie mam żadnych włosów na głowie, cała jej skóra jest spalona, a resztę swojego ciała juz widziałem w celi. Gdy doszedłem na plac, to już tam na mnie czekała cała grupa oficerów, tak jak za pierwszym podejściem. Ustawiłem się na mecie i stwierdziłem, że sprawdzę siebie, postawie się bólowi i pobiegnę na maksimum moich możliwości. Gdy rozległ się gwizdek rzuciłem się do biegu, w tym samym momencie poczułem, jak ledwo zasklepione rany ponownie się otwierają przez napięcie mięśni, ale ból muszę mieć gdzieś.
Udaje mi się pokonać tor wolniej niż za pierwszym razem o niecałe pięć sekund!

Next generation - Project SoldierOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz