Rozdział 21 - Przeprawa

8 2 0
                                        

Wjechaliśmy na rynek jakiegoś większego miasta, nawet nie wiedzieliśmy, jakiego, bo po prostu jechaliśmy przed siebie przez ostatnie kilka godzin, po drodze się zmienialiśmy, żeby można było się wyspać. Moja noga odzyskała większość sprawności przez ciągle poruszanie nią. Może i dalej na nią lekko utykam i rana jest nie do końca zasklepiona, ale umiem biegać! Wychylam się przez właz przy wieży i po angielsku wołam do najbliższej osoby - gdzie jest najbliższy port? Musimy się dostać do Europy - w odpowiedzi dostaje nazwę miasta - Marsa al Brega, powinniśmy dostać tam się na prom, jeśli chcemy przewieźć także pojazd. Pytam jeszcze, czy możemy tu zatankować? - człowiek zastanawia się przez chwilę, po czym pokazuje kierunek, w którym jest stacja, mówi nam też, żebyśmy uważali na niskie zadaszenie. Gdy zatankowaliśmy i zapłaciliśmy, bo udało nam się zdobyć jakieś pieniądze, to ruszamy w stronę portu. To wcale nie tak długa droga, docieramy tam po około czterdziestu minutach jazdy przez pustynię, na przełaj.
Nasza obecność tutaj wzbudza spore zainteresowanie, przemieszczamy się najnowocześniejszym pojazdem, jaki posiada cała Afryka, ale nawet nie pochodzimy stąd. Mimo wszystko nikt nie nasyła na nas kontroli, bo każdy wie, dlaczego tu jestesmy, wiadomości nas wyprzedziły. Ponownie to ja zadaje pytanie - czy możemy się przedostać do Europy statkiem? I jeśli się da, to razem z naszym pojazdem - z odpowiedzi mogę wywnioskować, że jak najbardziej jest taka możliwość, a najbliższy prom wypływa z portu za dwadzieścia trzy minuty. Wjeżdżamy do części, z której wjeżdża się na pokłady statków, po czym powoli na pokład jednego z największych promów, jakie tu stały.
Wysiadamy z pojazdu, zamykamy go i udajemy się na górę. Naszym celem będzie dostanie się na mostek, do kapitana, by poinformować go o tym, że na pokład jego statku wjechał właśnie niszczyciel czołgów. Jednak czegoś takiego jak mostek niema, niema też kapitana. Jest tylko jakiś durny robot, który zupełnie nie ogarnia, o czym mu mówimy. No cóż, nic na to nie poradzimy. Jako, że czeka nas bardzo długa droga, to idziemy sobie siąść do jednej z restauracji, tam kupujemy sobie pierwszy od bardzo dawna obfity posiłek. W południe tego dnia stwierdzamy, że musimy sobie wynająć pokój, bo podróż ma trwać jeszcze ponad dwa dni, a siedzieć w restauracji nam się nie chce przez cały ten czas. Zgłaszamy się więc w recepcji i dostajemy pokój dwuosobowy na cały czas rejsu. Nie bierzemy jakiegoś dużego, nie potrzebujemy takiego. W pokoju nie chodzi o to, żeby korzystać z jego luksusów, ale żeby się wyspać, cały czas i tak zamierzamy spędzić na ćwiczeniach, w końcu tu niema nic innego do roboty. Całą resztę dnia wykorzystujemy na rozmowy i potem idziemy spać.
Pobudka dla mnie jest o 6:00, idę się umyć, bo wiem, że Mel jeszcze trochę pośpi. Gdy wychodzę z łazienki ubieram się i jestem gotowy. Chciałem się przejść, więc wziąłem się za napisanie kartki z informacją o tym dla Melanie, żeby wiedziała, dlaczego mnie niema, ale ona obudziła się w trakcie, więc stwierdziłem, że poczekam i pójdziemy razem. Dziewczyna jest gotowa po jakichś trzech minutach, wychodzimy na dwór i zaczynamy od biegu naokoło statku, po około dwóch godzinach mamy zrobione nieco ponad dziewiętnaście kilometrów, dla nas trochę mało, ale z drugiej strony na pokładzie trzeba się często zatrzymać i przejść na inną część. Potem idziemy na dach, zwykle ludzie się tu opalają, ale my przyszliśmy po coś zupełnie innego - rozciągnie się i trening siłowy. Spędzamy na tym wszystkim czas aż do 13:00, jest lekko spoceni, ale niema tragedii. Po tym wszystkim wracamy na pół godziny do pokoju, w tym czasie się odświeżamy i idziemy na obiad. Po zjedzeniu obiadu mieliśmy plan, żeby omówić, co zrobimy po przypłynięciu do Lefkada w Grecji, ale nie jest nam na to dany czas. W pewnym momencie da się wyczuć lekkie zawirowanie podłogi pod nogami, a kilka sekund później rozlega się alarm pożarowy.
Wymieniamy między sobą wzrok, musimy się dowiedzieć, co to było. I kiedy wszyscy ludzie kierują się do motorówek ratunkowych, to my uparcie brniemy w przeciwną stronę, prędzej słyszymy, niż dostrzegamy przyczynę - strzały z broni - nie mamy pojęcia kto strzela, ani z czego strzela, ale również wyciągamy i nabijamy broń. Od tego momentu przemieszczamy się po cichu, dźwięki prowadzą do strefy garażowej, gdzie znajdują się wszystkie samochody, busy, no i nasz Rooikat. W pewnym momencie o włos unikam śmierci, bo za jednymi z drzwi czeka żołnierz, podnosi już broń do strzału, ale jego karabinek Fengyun-30 zostaje uprzedzony przez M16 od Melanie. Wróg pada na ziemię, a ja patrzę zdziwionym wzrokiem na broń przeciwnika. Dlaczego on miał chiński karabinek sił specjalnych? Dlaczego on miał kurwa karabinek chińskich sił specjalnych?! - Co tu robią Chińczycy? - zadaje pytanie nieco inne niż w mojej głowie, ale jest ono raczej retoryczne, przecież Mel nie zna na nie odpowiedzi. Ruszamy dalej wgłąb statku, aż docieramy do garażu. Tutaj zaczyna się kłopot, wrogowie jakby nigdy nic wyszli sobie przez okno na plac rekreacyjny z tyłu statku. Robimy to samo, ale z góry pokładu celuje w naszą stronę kolejny żołnierz. Tym razem to ja go zdejmuję. Na placu z tyłu statku wybucha istna strzelanina pomiędzy chińskimi specjalsami, obroną statku i nami. Po kilku sekundach jest po wszystkim, a przynajmniej tak nam się wydaje na początku. Do momentu, w którym Melanie zostaje zerwana z pokładu przez jakąś linkę i wpada do wody...
Nieyslac za dużo, zareagowałem instynktownie, po tak długim czasie ćwiczeń wiedziałem dokładnie, co robić. W ciągu ułamka sekundy wyjąłem zza paska linkę z karabinkiem i zakotwiczyłem się o barierkę, po czym wskoczyłem do wody. Melanie bardzo szybko nurkowała w dół, chyba wiedziałem, co się dzieje - jest przyczepiona do czegoś ciężkiego. Jako, że świetnie pływam, to udaje mi się ją dogonić już po krótkiej chwili. Od razu rozpoczynam odcinanie linki, ale nie pomaga to, że dziewczyna jest nieprzytomna. Po chwili się udaje, ja zapinam drugi karabinek o szelki mojej przyjaciółki i ruszam w stronę powierzchni. Powietrze zaczyna się kończyć zaczerpnij go! Weź głęboki wdech! - Nie, wtedy jest po nas! - w mojej głowie szaleje burza, bo tlenu jest naprawdę niewiele, ale jest! Powierzchnia!
Jeszcze zanim wynurzam się ja, wypycham Mel na powierzchnię, to ona ma teraz większy problem, niż ja. Gdy wypływam ja, to biorę głęboki wdech i staram się utrzymać nas obu na powierzchni. Gdy się lekko uspokoiłem, to zaczynam płynąć za statkiem. Ale jest za szybki... Stwierdzam, że nie dostaniemy się na jego pokład, więc robię coś, czego od dawna nie robiłem. Próbuje wezwać zbroję. Raczej nie przyjdzie na pomoc, zginiecie tutaj, na morzu przychodzi mi do głowy myśl, gdy zauważam, że linka jest odpięta od statku. Wzywam Rooikata, bo wiem, że może pływać. Po chwili ze statku wypada kilkudziesięcio tonowy samochód i wpada do wody, zaczyna płynąć w naszą stronę. Wsuwam dalej nie przytomną Melanie na pokład i zaczynam ją ocucać. Udaje się! Dziewczyna wypluwa wodę, po czym robi gwałtowny wdech i wydech. Uspokajam ją, po czym ponownie próbuje wezwać zbroję, tym razem nieco bardziej na spokojnie. Wciąż mam nadzieję, że pomoc z jej strony przyjdzie, że nie zginiemy tu z głodu. W nocy budzi nas gwałtowne uderzenie w wodę tuż obok pojazdu. Obiekt, który wpadł do wody wynurza się kilka sekund później na pontonach, dopiero wtedy poznaje co to, a moją twarz rozpromienia uśmiech. SEA Sunrise mk.2, przecież ta nie została zniszczona! Wchodzę do środka, przed moją twarzą pojawia się doskonale znany już interfejs. Znajduje naszą pozycję na mapie, po czym wpada mi do głowy dobry pomysł. Wiem, że do zbroi zmieści się jedna osoba, a awaryjnego wystrzelania nie można wykonać bez uśpienia operatora, bo przeciążenie jest zbyt duże, ale gdyby ta druga osoba była w śpiączce już przed startem i była przypięta jako plecak do zbroi?
Wyjaśniam Melanie, jaki jest mój plan, po czym upoważnieniam ją do obsługi zbroi i wbijam sobie strzykawkę z substancją usypiającą. Zadanie dziewczyny jest proste - ma zapiąć mnie do zbroi i wystrzelić się razem z nią do Europy.

Melanie POV:
Musiałam mocno się namęczyć, żeby zachować spokój po tym, jak Tomek bez pytania mnie o zdanie wbił sobie śpiączkę do żyły. Odcięło go bardzo szybko, a ja musiałam się mocno namęczyć, żeby przypiąć go na miejsce plecaka do zbroi. Gdy wszystko było gotowe wsiadłam do środka i wybrałam awaryjne wystrzelenie. Coś zostało mi wbite w ramię, po czym zasnęłam.

______

W mojej głowie pomysł na ten rozdział był lepszy, a wyszło... No tak jak wyszło.

Next generation - Project SoldierOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz