Powoli zaczynam odzyskiwać świadomość po przebudzeniu się, otwieram oczy, zaczynają do mnie docierać pierwsze dźwięki otoczenia, których nie słyszałem od bardzo dawna - dźwięki lasu, lasu w którym nie toczy się wojna - ale nie czas teraz na podziwianie natury. Po wykryciu mojego obudzenia zbroja od razu wyświetla wszystkie niezbędne informacje na wyświetlaczu, oraz wstrzykuje małą dawkę adrenaliny w celu rozbudzenia organizmu do końca. Z informacji wyświetlonych przez zbroję dowiaduje się, że jestem na terytorium Francji, najwyższa prędkość lotu wynosiła mach 32, najwyższy pułap 67 kilometrów, stan organizmu jest stabilny, nie wykazuje żadnych objawów choroby popromiennej. Rozglądam się po okolicy i na szybko sprawdzam zewnętrzny stan zbroi, jest trochę poturbowana, ale ogólnie to dobrze się trzyma, na pewno wystarczająco dobrze, żeby zabrać mnie do najbliższej bazy sojuszników w tym rejonie.
Powierzam zbroi kontrolę nad trasą i do obozu w Limoges docieram już po około dwóch godzinach bardzo szybkiego biegu, tam dostęp do ośrodka zostaje mi zablokowany przez Francuskich żołnierzy, którzy ewidentnie nie są poinformowani o tym, że NATO ma taką zbroję, bo nie wiedzą co robić. Ich decyzja w tej sprawie jest następująca po kilku minutach, sześć osób zostaje i pilnuje mnie, a jedna biegnie do dowództwa poprosić o radę. Po chwili do grupy, która mnie pilnuje wraca posłany żołnierz, oraz naczelny dowódca jednostki - Amerykanin, który spogląda na mnie, po czym prosi o identyfikator żołnierza, który na szczęście jest zapisany w pamięci zbroi, bo nie posiadam go w wersji fizycznej - został odebrany przez Rosjan i automatycznie wyczyszczony z informacji - więc daje go do sprawdzenia i wtedy wszyscy zostają zaskoczeni. Otóż mimo że moja ranga jest na poziomie porucznika, to i tak mam dostęp do wszystkich najważniejszych sektorów w obozie, a także tajnych informacji. Więc pierwszą rzeczą o jaką chce spytać jest mój przyjaciel - Pete - nie widziałem go od momentu rozdzielenia nas w Tobruku, a w odpowiedzi dostaje cios w plecy... Może nie dosłownie, ale usłyszenie, że twój najlepszy przyjaciel został zabity jest dość bolesne... Zginął w bezsensowny sposób, w trakcie jednej z misji próbował uratować dziecko przed zastrzeleniem przez Rosjan, ale to była pułapka, dziecko miało schowane pod koszulką ładunki wybuchowe, który eksplodowały zabijając na miejscu dziewięć osób, w tym oczywiście samo dziecko. Dodatkowo dowódca wspomina coś o dziewczynie, która o mnie pytała i podała się za moją przyjaciółkę - Melanie, ale narazie nie mam czasu na odnowienie tej przyjaźni, to później. Moim drugim i nie ostatnim pytaniem jest moje zadanie na teraz. W końcu Moskwa przestała istnieć, koniec wojny to już tylko kwestia czasu, a mi nie chce się siedzieć w niezbyt optymistycznej Francji i czekać na jakieś tradycyjne protesty. No i dostaje zadanie, ale ono wywołuje u mnie jeszcze więcej pytań... Otóż za kilka godzin odbywa się ogólnoeuropejska prezentacja koncepcji na broń nowej generacji i przed moim zniknięciem miałem tam być prowadzącym, więc takie będzie moje zadanie - ocenić i znaleźć słabe strony projektów, które będzie prezentować młodzież z całej Europy.
Do miejsca, w którym odbywa się całe wydarzenie zostaje przetransportowany samolotem, bo jest to w Paryżu. Nie ma również żadnego problemu z transportem po przylocie, bo całość odbywa się na jednej z płyt lotniska ze wzgledu na fakt, że ma być bardzo dużo osób. No właśnie ma być, a już można ich liczyć w tysiącach. Jako miejsce, w którym będę mógł przebywać w przerwach dostaje mały kontener, w którym znajduje się łóżko i biurko z krzesłem, to mi z łatwością wystarczy, bo i tak mam zamiar spędzać wiekszość czasu poza nim. O godzinie 18:00 zaczyna się. Przemówienie wstepne, oraz przedstawienie zespołów, nastepnie zostaje przedstawiony ja i moja funkcja w całym tym wydarzeniu, a po tym prezentacje drużyn.
Jako pierwsza wychodzi drużyna z Wielkiej Brytanii, jest ich szesnastu, wszyscy w wieku poniżej osiemnastu lat, mają dość ciekawy pomysł, który nawet skonstruowali, żeby go pokazać w praktyce - celownik PTA (personal targetting assistant). Celownik wygląda dość skąplikowanie, bo jego podstawa ma osiem dysz skierowanych w doł, oraz lewo i prawo, a dodatkowo ma dziwnie wyglądający cylinder z przodu. Na górze znajduje się standardowy produkowany przez Brytyjczyków celownik kolimatorowy. Dziwny kształt wyjaśnia się już po kilku pierwszych słowach kapitana drużyny - jest to celownik wspomagający celowanie. Należy wybrać cel, co można zrobić na dwie metody - przez oddanie pojedynczego strzału w wybrany cel, lub poprzez wybranie celu ręcznie w celowniku. Następnie, kiedy broń zostanie podniesiona do strzału zaczyna się najciekawsza część, celownik zamocowany na szynie broni będzie korygował jej pozycję przy użyciu małych silniczków manewrowych na powietrze pod duzym ciśnieniem. W ten sposób broń zawsze będzie ustawiona po odpowiednim kątem w stosunku do odległości, oraz będzie niwelować drgania i poruszenia spowodowane drżeniem rąk i oddychaniem. Działanie broni zostaje pokazane w praktyce na zbudowanej obok strzelnicy, na cały magazynek oddany seriami zostaje trafione pięć na pięć wskazanych celów z czego najdalszy znajdował się w odległości prawie 230 metrów i przemieszczał się z prędkością 23 metrów na sekundę! Na koniec swojej prezentacji cały zespół dodał tylko, że wciąż udoskonalają projekt, oraz pracują nad zintegrowaniem celownika ze sztuczną inteligencją w celu przewidywania ruchów przeciwnika. Projekt wzbudził duże zainteresowanie na sali, w szczególności wśród snajperów, a ja zapytałem - co zasila sprężarkę dostarczającą powietrze do silniczków? - w odpowiedzi dostaję informację, że całość jest zasilana przez miniaturowy reaktor atomowy znajdujący się w cylindrze. Moje obawy o wagę i koszt tego celownika zostają szybko rozwiane, bo jest on dość lekki i nie jest jakoś super drogi. Zatwierdzam więć projekt i informuję, że jeśli jakieś kraje są zainteresowane zakupem tego celowika, to mają się zgłosić do projektantów z prośbą o potrzebne dokumenty i zapłatę.
Następna jest drużyna z Finlandii, oni mają ciekawy pomysł na ułatwienie walki w zimie. Jako, że w takich warunkach termowizory działają najlepiej, to trudno się przed nimi skutecznie chować i czasem nawet zasłony termiczne nie dają rady, to Fińczycy wymyślili zbroję dla żołnierzy od nowa, ich projekt składa się z przerobionej zbroi zwiadowców, ale jest dodatkowo wyposażony w zewnętrzne grzałki i ochładzarki, w ten sposób zbroja jest w stanie dopasować temperaturę płyt pancerza do otoczenia i uniemożliwić wykrycie termowizorem. Ten projekt również wzbudza duże zainteresowanie, bo mimo rozwoju technologicznego ochrona przed zauważeniem przy użyciu termowizji jest na dość niskim poziomie. Co do pytań, które zostały zadane, to są to: z czego całość jest zasilana? Jaka jest trwałość tych regulatorów temperatury i czy są odporne na lekki ostrzał. W odpowiedzi dostaje informacje, że całość jest zasilana z źródła prądu dla zbroi, a regulatory temperatury są w stanie przetrwać nawet ciężki ostrzał.
Jako ostatni projekt, który wzbudził jakieś większe zainteresowanie pojawił się pomysł Polaków. W momencie, w którym zostali wywołani na scenę, to znikąd na środku pojawiła się strzała. Wydarzyło się to bardzo szybko, nikt nawet nie zdążył zauważyć jej w locie i wtedy na scenę wyszedł jeden żołnierz. Nie wyróżniał się jakoś specjalnie, był wyposażony w standardowy zestaw polskiego zwiadu z jedną różnicą. Zamiast karabinu miał w rękach łuk. To nie był ani łuk klasyczny, ani bloczkowy, miał dość dziwne zakończenia ramion nie miał cięciwy. O ile sam wstęp Polskiej drużyny wywołał poruszenie, tak nazwa projektu je tylko zwiększyła - Łuk magnetyczny. Na scenę wychodzi cała ekipa odpowiedzialna za projekt i zaczyna tłumaczyć skąd wziął się pomysł, jak to działa, oraz jakie ma osiągi. Pomysł na łuk magnetyczny wziął się z pasji zespołu do strzelania z łuków na zawodach, gdzie wszyscy zdobywali wysokie noty, usunęli więc z niego cięciwę i zastąpili ją bardzo mocnymi elektromagnesami na końcówkach łęczyska następnie dodali do tego układ zasilania składający się z miniaturowego reaktora termojądrowego, no i przedewszystkim strzałę. Ta różni się od klasycznych strzał, przedewszystkim jest wyposażona w magnesy trwałe, które zapewniają połączenie między łęczyńskiem, a samą strzałą i umożliwiają jej dużą dokładność trafienia, oraz szybkość lotu i zasięg. Strzała ma kształt klasycznego pocisku APFSDS, z tą różnicą, że ma giętkie lotki. Po wystrzale osiąga prędkości w okolicach 1500 metrów na sekundę, a jej maksymalny skuteczny zasięg to aż trzy kilometry. Co do naciągania, to podczas "napinania" łuku magnesy działają tylko częściowo i utrzymują pozycję strzały w powietrzu i dopiero w momencie, w którym strzała zostaje wypuszczona z palców magnesy zaczynają pracować na maksa i nadają jej prędkość. Moich pytań nie jest zbyt wiele, bo co tu nie mówić? Chłopaki zaprezentowali się w świetny sposób.
Było jeszcze wiele innych projektów, ale żadne nie wywołały takiego zainteresowania jak te trzy, już po imprezie, która swoją drogą trwała aż sześć dni do drużyny zgłosiło się wiele krajów chętnych do współpracy i nie było zespołu, który zostałby bez państwa.
CZYTASZ
Next generation - Project Soldier
AcciónMłody chłopak - Tomek zgłasza się do projektu mającego na celu stworzenie nowej generacji żołnierzy, którzy mają być niezwykle dobrzy w wykonywaniu swoich zadań. Na początku swojego szkolenia spotyka Smokera i zaczyna mu ufać. W międzyczasie zaczyna...
