Rozdział 22 - Alpy i spotkanie ze śmiercią

5 2 0
                                        

Powoli zaczynałem się budzić, zdałem sobie sprawę, że leżę na czymś twardym, czymś nienaturalnym. Chciałem dowiedzieć się, co to, wstałem. To była zbroja, leżała sobie przodem do ziemi. Szybko z mnie dotarło, jak się tu znaleźliśmy i że przecież w środku jest Melanie! Przewróciłem zbroję na plecy, otwarłem zbroję i wyciągnąłem ze środka Mel. Nie oddychała, nie miała tętna... Szybko poprosiłem zbroję o zbadanie jej, z raportu wynika, że funkcje życiowe znikły kilka sekund po starcie. Z pozycji stojącej padłem na ziemię, jakby ktoś do mnie strzelił, wiedziałem, że ona nie ma żadnych szans na wybudzenie się, nie po obrażeniach jakie musiało jej zadać przyspieszenie przy starcie. A ja nawet nie miałem co zrobić, bo znajdowaliśmy się w pieprzonych górach, nawet nie było widać żadnego miasta ani wioski. Próbuje ją ocucić, nic, żadnego nawet pojedynczego oddechu, używam paralizatora zbroi w trybie defibrylatora, też nic... Po około dwudziestu minutach próbowania poddałem się, poddałem się emocjonalnie, tego jest za dużo. Zacząłem płakać, nie robiłem tego od naprawdę bardzo długiego czasu, ale nie umialem już... Nagromadziło się tego zbyt wiele, najpierw śmierć moich przyjaciół, później siostry, a teraz mam stracić ją? Sam nie wiem, to było gorsze uczucie, niż wtedy, gdy byłem torturowany w więzieniu, to był jednak zupełnie inne uczucie niż wtedy, tutaj nie postawie się nikomu, nie dlatego, że nikogo poza mną niema, ale dlatego, że to się dzieje w mojej głowie. Położyłem Melanie na ziemi, kazałem zbroi próbować ją ocucić do skutku, lub do zmienienia nakazu. W międzyczasie zapoznałem się z miejscem, w którym przyszło nam wylądować - pieprzone Alpy, do najbliższej miejscowości jest kilka godzin pieszo. Przygotowałem ognisko, zapaliłem je, po czym zacząłem siedzieć i... i to tyle. Po prostu siedzieć. Po chwili znowu pojawiły się łzy, wiedziałem, że jestem prawdopodobnie najbardziej poszukiwanym żołnierzem całego świata, nabroiłem bardzo dużo, za dużo. Doprowadziłem tym do śmierci każdego z moich przyjaciół! Moje smutki zostają przerwane przez ciche westchnienie. Nawet nie spojrzałem w stronę, z której dobiegało, myślałem, że to zbroja wydała ten dźwięk.
Czekaj
Zbroja nie wydaje takich dźwięków, gdy to do mnie dotarło, to od razu wstałem i podeszłem do miejsca, gdzie zbroja właśnie pomagała Melanie wstać do pozycji siedzącej, była strasznie blada, wyglądała jakby została wyjęta z grobu. Przecież ona właśnie wróciła do życia! - to prawie jakby wyjąć ją z grobu. Siadłem obok niej, musiałem ją pocieszyć. Inaczej. To ona musi pocieszyć mnie. Siadam obok i pozwalam jej się do mnie przytulić. Ona przeżyła w ostatnim czasie jeszcze więcej niż ja. Po chwili ja też odpłynąłem.
Obudziłem się jako pierwszy, dziewczyna dalej spała, ale już przynajmniej nie wyglądała tak blado. Wstałem, podeszłem do zbroi i zacząłem szukać metody na wydostanie się z tego miejsca w szybki sposób. Znalazłem, wingsuit zbroi może wznieść się na wysokość względną 2500 metrów przy użyciu silnika odrzutowego. Plan więc jest, teraz poczekać, aż moja przyjaciółka się obudzi. Gdy Mel się budzi, to zaczynamy całość, przedewszystkim muszę jej pomóc przypiąć się do zbroi w taki sposób, żeby nie blokowała wingsuita, ale też była bezpieczna. Po kilku minutach prób udało się tego dokonać. Kolej na mnie, ja będę pilotował zbroję w trakcie lotu, na który zdecydowanie nie jest przygotowana.
Szybki test powierzchni lotnych, wingsuit rozkłada się bez przeszkód, można lecieć. Silnik uruchamia się bez przeszkód i już po chwili zaczynamy się wznosić. Znajdujemy się dość wysoko, więc raczej uda nam się doszybować wystarczająco daleko, do jakiejś miejscowości. Na wysokości względnej (do innej nie ma dostępu) wynoszącej 2130 metrów wykonuje lekki zawrot, żeby znaleźć się w poziomie i rozkładam wingsuita do końca. Nigdy tego nie robiłem, ale gdy zobaczyłem, jak ogromne są jego skrzydła, to zostałem mocno zaskoczony, nigdy nie widziałem, żeby wingsuit był tak ogromny. Cały lot odbywa się bez przeszkód i udaje nam się znaleźć w miejscowości Rosenheim w Niemczech. Wylądowaliśmy jakoś cztery kilometry za przedmieściami, więc były tu głównie pola i łąki. Po odpięciu Mel od zbroi zabieramy broń i ruszamy w stronę miasta, bo z niego będziemy mogli prawdopodobnie dostać się do Polski. Nie pomyśleliśmy jednak o jednym, możemy być przecież poszukiwanymi przestępcami, bo doprowadziliśmy do ogromnych problemów przez zniszczenie wieży Sky Bridge. Jakby nigdy nic się nie wydarzyło udaliśmy się więc do miasta, chcemy znaleźć coś w stylu stacji kolejowej, albo nawet lotniska, bo miasto wydaje się dość spore. Jednak równie szybko jak się pojawiliśmy, to zostaliśmy otoczeni przez Niemieckie siły specjalne KSK, jako, że mieliśmy ze sobą zbroję, to wiedzieliśmy, że grozi nam niebezpieczeństwo i mieliśmy broń w gotowości. Gdy zza budynku w naszą stronę wyszedł ich oddział, to od razu znaleźli się na celowniku, nie baliśmy się o tyły, są przecież bronione przez zbroję i jej działko. Gdy niemieccy żołnierze zauważyli, że są w niebezpieczeństwie, to też wyjęli broń i zaczęli celować w nas. Ich dowódca odezwał się do nas po angielsku - rzućcie broń i dajcie ręce w górę, wtedy nikomu nic się nie stanie - stwierdziłem, że nie zamierzam wykonać tego rozkazu, więc tylko stałem w miejscu i dalej celowałem. Jedyne, co się zmieniło, to cel, już nie był to jeden z żołnierzy, tylko ich dowódca. Jeszcze raz powtarzam, rzućcie broń, poddajcie się! - żołnierz kolejny raz powiedział te słowa. Gdy nie zareagowaliśmy również tym razem, to oddał strzał ostrzegawczy w chodnik, zbroja wydała cichy komunikat ostrzegawczy - nie poddamy wam się, jeśli chcecie wrócić do swoich rodzin, to wycofajcie się i dajcie nam przejść, chyba że wolicie masakrę - mówiąc te słowa wiedziałem, że nie zrobię tu masakry pomimo ich treści, po prostu nie mogłem tego zrobić. Wykonałem na pierwszy rzut oka dziwny ruch przy magazynku mojej broni, w praktyce były to jednak dwie rzeczy - po pierwsze niemal niezauważalne magazynek z amunicją ostrą został zamieniony na usypiająca, po drugie zbroja została poinformowana o zrozumieniu zagrożenia. Niemiecki dowódca popatrzał na mnie dziwnie, ale nie zauważył zmiany magazynka. Gdy już udało mi się go schować, to chyba zaczęła kończyć się cierpliwość, bo żołnierze zaczęli nas okrążać ciągle do nas celując. Po polsku powiedziałem Melanie, żeby była gotowa na wspinaczkę z użyciem kotwiczek. Ona tylko skinęła głową i wyjęła zza paska urządzenie wyglądające jak broń, ale w praktyce będące wyrzutnią kotwiczek, która po wystrzeleniu jest w stanie wciągnąć operatora na górę. Niemcy chyba stwierdzili, że to zwykły pistolet, bo wydali ostrzegawczy okrzyk i sprawdzili broń. Utrzymując kontakt wzrokowy z Mel zacząłem odliczać na palcach, trzy - wyjąłem także swoją wyrzutnię, dwa, jeden, na zniknięcie mojego ostatniego palca polecieliśmy na kilkadziesiąt metrów w górę.

Next generation - Project SoldierOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz