Wysiadamy z pojazdu i od razu naciągamy bronie, tutaj każdy poza samą panią doktor jest naszym wrogiem. Podbiegamy do murów miasta i nieda się nie zauważyć, że tutaj walka jest codziennością, budynki są pouszkadzane i raz na jakiś czas słychać strzały. Wchodzimy po gruzach na dach jednego z nich i uruchamiamy nasze mapki taktyczne. Musimy przejść na piechotę prawie pięć kilometrów, w tym czasie spotka nas prawdopodobnie wiele wrogów, a potem musimy jeszcze wrócić tą samą drogą, tylko z panią doktor.
Ruszamy więc, już po kilkuset metrach zaczynamy zdawać sobie sprawę, że tak to niema za bardzo sensu, idzie za wolno. Decydujemy się więc na szybsze tempo. Przypłacamy to pierwszą strzelaniną. Z jednego budynku terroryści prowadzą do nas ostrzał, na drogę, przez którą musimy przejść, przerzucam na mojej broni celownik holograficzny na krótką lunetę i oddaje dwa celne strzały, przebiegamy przez drogę i musimy znowu walczyć, jest ich naprawdę sporo. Po kilku minutach wszyscy wrogowie leżą na ziemi, a my jakimś cudem nie jesteśmy nawet zranieni. Ruszamy dalej, sytuacja w mieście jest bardzo niestabilna, więc jeśli coś nam się stanie, to raczej nikt, ani nic nas stąd nie wyciągnie. Wszystko przebiega sprawnie, do momentu, w którym podchodzimy pod budynek, w którym jest trzymana pani doktor, jest mocno strzeżony, a do środka prowadzi tylko jedno wejście. Rozglądamy się, czy niema czegoś, co pomogłoby nam wejść do środka, zauważam to - a gdybyśmy weszli przez balkon? - Melanie podąża za mną wzrokiem do balkonu budynku, który wygląda na niestrzeżony. Po cichu wchodzimy na dach budynku przy którym staliśmy i przygotowujemy się do przejścia na balkon. Do przebycia górą mamy jakieś osiem metrów, więc nie do wykonania przy użyciu siły mięśni. My jednak posłużymy się linkami. Przypinamy dwie linki do wyglądającej na wytrzymałą poręczy po czym wykonujemy przerzut wyuczony podczas wielu dni ćwiczeń w obozie szkoleniowym. Haczyki zakotwiczają się po drugiej stronie o barierkę, możemy kontynuować. Zapinamy się karabinkami o przerzucone linki i ruszamy w przód. Metoda polega na odepchnięciu się od ściany na tyle mocno, żeby przejechać resztę długości linki. Po drugiej stronie z poziomu kotwiczki odpinamy wyrzutnie linek po stronie z której ruszaliśmy i po kilku sekundach cały sprzęt jest już zwinięty, a po naszej "przeprawie" niema żadnego śladu. Teraz pora na kolejną część planu, dostanie się do budynku, do Pani doktor. Po cichu wywarzam drzwi z balkonu i wchodzimy do środka. Jest tu znacznie chłodniej niż na dworze, ale i tak ciepło. Następne informacje będziemy sobie przekazywać gestami rąk, bo nie możemy wydać nawet najmniejszego głosu. Gdy schodzimy po schodach w dół, to zaczynamy zdawać sobie sprawę, że ten budynek nie jest domem, to jest miejsce przesłuchań i tortur, co poznajemy po leżącym wyposażeniu i leżących rzeczach. Gdy schodzimy jeszcze piętro niżej, to naszym oczom ukazuje się bardzo pozytywna informacja, pani doktor siedzi odwrócona do nas plecami, a w pomieszczeniu niema nikogo. Kucając podbiegamy do niej, jednak nie wychylamy się zza krzesła, zadaje jej pytanie - Pani doktor Carly Marks? - kobieta cała spina się w sobie, jednak rozsądnie nie odpowiada słowami, kiwa tylko głową na znak zgody z moim pytaniem. Wyciągam nóż z paska i obcinam paski, którymi ma związane ręce, a Melanie ściąga ja z krzesła do tyłu, do nas. Pokazujemy jej, gdzie ma iść, niech czeka na balkonie. Następna rusza Mel, a ostatni ja. Wchodzimy na balkon, zaczyna się ta najtrudniejsza część - wydostanie się z miasta. Ponownie rozpinamy linki, żeby przejść nad przepaścią, ja idę pierwszy, obserwuje otoczenie, żeby nikt nie zaskoczył pani doktor i Mel, ale pojawia się problem. Doktor Carly ma lęk wysokości, więc musimy ją zmusić siłowo, żeby zapięła się o linkę i przeszła na drugą stronę. Ostatnia przechodzi Mel i w trakcie jej przeprawy na dole zaczynają rozbrzmiewać pierwsze dźwięki świadczące o tym, że zaraz zacznie się pościg. Ze sobą zabieramy tylko jeden zestaw linek, na zbieranie drugiego niema czasu, ruszamy biegiem wzdłuż ulicy. W pewnym momencie biegu za nim zaczynają rozlegać się strzały i mijają nas pierwsze strzały, jeszcze nie celowane. Mniej więcej w połowie drogi za miasto obrywam w łydkę z karabinu, bieg przestaje być możliwy. Wbiegam do pobliskiego domu, żeby się chociaż opatrzyć, a po chwili za mną wbiega pani doktor i Melanie, ta zadaje pytanie - czemu tutaj, po co? - pokazuje jej moją nogę, a ta stwierdza, że musimy wymyślić inny sposób na wydostanie się z miasta. Ja jednak wiem, że innego niema. Używając swojego wyższego stopnia wojskowego nakazuje Mel udanie się z panią doktor do Rooikata 2, a ja albo dotrę tam po jakimś czasie, albo po mnie tu przyjedziecie. Niechętnie, ale z wiedzą, że jest to jedyne wyjście Melanie ponownie rusza do biegu. Ja w tym czasie przygotowuje się do obrony tego miejsca, znajduje tylne bezpieczne wyjście, którym się wycofam gdy wrogów będzie za wiele. Gdy ci pojawiają się na głównej ulicy, to oddaje kilka strzałów, kilku pada na ziemię, ale dalej jest ich bardzo dużo. Wychodzę tylnymi drzwiami i udaje się na dach, tu mnie tak łatwo nie złapią, bo jest to najwyższy budynek w mieście. Po kilku minutach słyszę pierwsze kroki na schodach, a gdy głowa jakiegoś człowieka wychyla się nad dach, to oddaje w nią pojedynczy strzał, muszę oszczędzać amunicję. Po około czterdziestu minutach zaczyna się ona kończyć, a ja coraz bardziej słabnę przez krwawienie. Mam już problem dobrze celować i czysto myśleć. W pewnym momencie zaczynam słyszeć wystrzały z działka jakiegoś pojazdu, a na główną ulicę wjeżdża Rooikat, z którego od razu wyskakuje Mel, wychylam się z dachu i tylko macham ręką, nie mam siły na więcej. Melanie zabija resztę żołnierzy siedzących w budynku i wchodzi na dach. Na ulicy wciąż trwa strzelanina z naszym pojazdem, więc stwierdzam, że musi działać w trybie automatycznym. Schodzimy na ulicę, musimy jeszcze dobiec do wozu. Gdy dobiegamy, to Mel wskakuje na miejsce kierowcy, a ja tylko się kładę na siedzeniach dla desantu. Wiem, że jeśli zasnę to raczej się nie obudzę, więc nie robię tego. Dopiero po wyjechaniu z akcji jakoś cztery kilometry od miasta się zatrzymujemy i dostaje pomoc medyczną. Zostaje mi wstrzyknięta adrenalina, żebym nie zasnął, oraz rana zostaje lepiej opatrzona. Przez adrenalinę mam wystarczajaco sił, żeby wstać do pozycji siedzącej i tak spędzam całą drogę.
Gdy wjeżdżamy do Tobruku prawie pięć godzin później, to od razu podchodzi do nas nasz "zleceniodawca" i zabiera panią doktor do szpitala, a my tylko stoimy - w sensie Melanie stoi, a ja siedzę, bo nie mam jak stać - i patrzymy jak się oddalają nawet bez głupiego "dziękuję" skierowanego w naszą stronę. Mojej przyjaciółce puszczają przez to nerwy i wrzeszczy do odchodzących ludzi, że tutaj jest ranny żołnierz i potrzebuje pomocy medycznej, ale oni nawet nie odwracają. Stwierdzamy, że jal chcą, tak będą mieli, wsiadamy z powrotem do Rooikata i wyjeżdżamy z miasta, sami sobie poradzimy.
CZYTASZ
Next generation - Project Soldier
AcciónMłody chłopak - Tomek zgłasza się do projektu mającego na celu stworzenie nowej generacji żołnierzy, którzy mają być niezwykle dobrzy w wykonywaniu swoich zadań. Na początku swojego szkolenia spotyka Smokera i zaczyna mu ufać. W międzyczasie zaczyna...
