Piętnastoosobowy obóz żołnierzy NATO został zaatakowany przez prawie trzydziestu Rosjan, zostali całkowicie zaskoczeni, wróg bardzo szybko zaczął zyskiwać przewagę nad małym oddziałem, wydawać by się mogło, że zaraz będzie po walce i nie zostanie nikt, kto mógłby donieść dowództwu informację o tym, że Rosjanie pojawili się ponownie na dawnym terenie Izraela, który teraz był broniony zaledwie przez utworzone kilka tygodni wcześniej oddziały porządkujące, których zadaniem było wyłapywanie wszelkich zagrożeń za linią frontu… Nikt jednak nie przewidział, że jeśli te oddziały będą małe i występowały rzadko, to nie będą w stanie wypełniać swoich zadań w poprawny sposób, przykładem jest właśnie ta sytuacja. Zanim rozlegają się pierwsze strzały, to NATOwscy żołnierze poddają się i oddają w ręce Rosjan, wiedzą, że mają w ten sposób jakiekolwiek szanse na przeżycie, niż gdyby związali się w walce. Rosjanie zauważyli ten gest, praktycznie pokorne błaganie o niezabijanie małego oddziałku, więc nie zgotowali żadnej masakry. Podeszli tylko i zaczęli związywać jeńcom ręce i nogi, mówiąc, że nic złego się nie stanie i już za kilka godzin będą siedzieć sobie w „ciepłym i przytulnym” więzieniu w Rosji.
Siedząc na wzgórzu niedaleko obozu obserwowałem całą tę sytuację przez lornetkę, nieraz widziałem już takie zdarzenie, większość oddziałów NATO poddawała się praktycznie od razu wobec miażdżącej przewagi liczebnej nieprzyjaciela. Spośród sojuszniczych jednostek znajdujących się w Izraelu tylko ja wiedziałem, jak to się skończy – Rosjanie wezmą i wsadzą ich do ciężarówki, którą następnie zepchną z klifu. Tej „zabawy” nie przeżył dotychczas nikt, bo nawet jeśli ktoś dał radę przeżyć upadek z tak ogromnej wysokości, to musiał się jeszcze zmierzyć z Rosjanami, którzy dobijali wszystkich pozostałych przy życiu. Nadszedł czas, żeby to skończyć i wkroczyć do akcji.
Przed ruszeniem w stronę obozu zakładam tylko hełm – zbroję mam już założoną i dopiero potem ruszam biegiem na pomoc sojusznikom. Już po kilku sekundach jestem w obozie i rozpoczynam atak, wiem, że nie mogę zrobić tego gwałtownie, bo Rosjanie po prostu wystrzelają jeńców, więc zakradam się do krzaków i powoli, systematycznie usuwam przeciwników. Z pierwszym radzę sobie łatwo jakbym walczył z dzieckiem, po prostu zachodzę go po cichu od tyłu i uderzam mocno w głowę rękojeścią noża, który swoją drogą ma służyć jako narzędzie, a nie broń, ale jeśli jest skuteczny, to kto by się tam czepiał. Ponieważ robię to po cichu i powoli, to dopiero pod koniec, gdy jestem blisko sojuszników używam broni palnej zabijając resztę wrogów w ciągu kilku sekund, a przynajmniej tak mi się wydaje do momentu, w którym obrywam czymś bardzo ciężkim w hełm, tym czymś okazuje się pokrywa z kociołka z ogniska, wytrącam ją Rosjaninowi i uderzam go pięścią, bo na tak krótki dystans nawet nie opłaca się wyciągać noża, jednak zadaje cios z taką siłą – dodatkowo wzmocnioną przez zbroję -, że mój przeciwnik od razu pada na ziemię z bardzo nieprzyjemnym dźwiękiem pękającej czaszki. Po upewnieniu się, że na pewno wszyscy Rosjanie są nieżywi, lub nieprzytomni rozwiązuje żołnierzy NATO, jednak nie odpowiadam im na żadne pytania i szybkim biegiem uciekam z miejsca zdarzenia, cel – bunkier w miejscowości Urim.
Dobiegam do dawnego miasta w ciągu kilku minut, wynika to po pierwsze z faktu, że obóz był niedaleko, a po drugie całą trasę przebyłem biegiem. Wchodzę do budynku dowództwa i zaczynam od złożenia raportu mojemu dowódcy – Smokerowi - który jakoś nie umie odpuścić dowodzenia mną, w raporcie informuję tylko o prostych kwestiach, czyli ile osób jest ranne, ile osób zginęło, ile zostało wziętych do niewoli itp. Potem dostaje pytania, z których jedno znam już na pamięć – Czy powiedziałeś komukolwiek kim jesteś? - moja odpowiedź jest taka sama jak zwykle, czyli Nie, bo obowiązuje mnie przysięga. Po tej „oficjalnej” części mogę odpocząć, mimo że nie potrzebuje tego w żaden sposób, mój organizm jest niezwykle wytrzymały i odporny na wysiłek, czy ból, więc ten czas wykorzystuję na luźne rozmowy z wyższymi dowódcami, Dzisiaj głównym tematem rozmowy są moje możliwości w walce, zresztą jest to temat, który pojawia się praktycznie codziennie i powoli zaczyna być nudny, ale co poradzić… W pewnym momencie pojawia się jednak coś nowego, bardzo nowego w rozmowie, mianowicie temat mojej zbroi, o której zostaje powiedziane, że jeszcze dzisiaj otrzymam jej następcę – zbroję SEA (Special Equipment Armor) Sunrise mk. 2 – która ma jeszcze bardziej zwiększyć moje możliwości, bo ma wbudowane komory na uzbrojenie, a także prototypową tarczę energetyczną, ma wbudowaną sztuczną inteligencję i jest zasilana z miniaturowego reaktora atomowego. Dzięki tym cechom nie będę miał już potrzeby noszenia ze sobą uzbrojenia zewnętrznego, będę w stanie przetrwać nawet trafienia rosyjskim pociskiem Vacuum-1 w zbroję, a w tarczę dowolnym z obecnie używanych na świecie, dzięki AI zbroja będzie mogła odciążać mnie w trakcie walki np. poprzez sterowanie wieżyczką na plecach. Na samym końcu rozmowy mówi mi, że moje najbliższe zadanie z pewnością da mi nieco mniej frajdy i może nie wrócę do kraju.
Na resztę dnia dostaje wolne, co w moim przypadku sprowadza się głównie do testowania wytrzymałości mojego organizmu i wspominaniu dawnych czasów – temu poświęciłem się dzisiaj…
CZYTASZ
Next generation - Project Soldier
ActionMłody chłopak - Tomek zgłasza się do projektu mającego na celu stworzenie nowej generacji żołnierzy, którzy mają być niezwykle dobrzy w wykonywaniu swoich zadań. Na początku swojego szkolenia spotyka Smokera i zaczyna mu ufać. W międzyczasie zaczyna...
