Rozdział 36 - Ograniczona produkcja

12 2 0
                                        

Gdzieś tu był?!  - Pułkownik Słoma wydarł się na mnie w jego biurze, miałem wrażenie, jakby było to słyszalnew całym budynku. W odpowiedzi na jego krzyk ja położyłem na biurko teczkę z raportem o całej misji, o tym gzie byłem i co tam usłyszałem. Słoma spojrzał na mnie jak na wariata, ale przeczytał raport. Gdy czytał o tym, co mówili między sobą doktorzy i co przeżyłem pozwolił mi udać się na odpoczynek.
Wszyscy lekarze, którzy uciekali z podziemnej placówki zostali przechwyceni przez naszych żołnierzy i za niedługo mają rozpocząć się ich procesy w sądach. Placówka zapadła się do środka kilka minut po mojej ucieczce wciągając do środka wielu żołnierzy, niektórzy wciąż nie zostali znalezieni, kilka osób jest martwe. Nie zostało nic, z czego można byłoby wyciągnąć dowody na zbrodnie, jakich dokonano, bo ogień wszystko strawił. Teraz jest godzina 22:54, więc po "wypuszczeniu" przez pułkownika udaje się prosto do łóżka.
Następny dzień, zaczyna się jak zwykle, czyli śniadanie, potem prysznic i potem udaje się na spotkanie dowódców w sprawie ostatnich zdarzeń i ich podsumowanie. Na miejscu jest już sporo osób, wszyscy są ubrani w mundury, a ja jako jedyny mam na sobie zbroje do walki, ale po pierwsze munduru wogóle nie mam - zawsze jestem w zbroi, a po drugie wolę zawsze być gotowy na walkę - co już nie raz uratowało mi życie. Wyróżniam się, nie mogę powiedzieć, że nie, ale czy to mnie obchodzi? Absolutnie nie. Po kilku minutach pojawia się nasz pułkownik Słoma - Cisza! - standardowo musiał zacząć od pokazania swojej sztucznej przewagi słownej nad każdym z nas - Żołnierze, dzisiaj musimy omówić pewne sprawy dotyczące ostatnich zdarzeń, których było zdecydowanie zbyt wiele, by sporządzić z nich raport pisemny, bo prawdopodobnie musielibyście czytać książkę. Zacznę od samego początku, po zakończeniu wojny z Chinami w naszym państwie zaczął się ogromny problem, pewna organizacja, którą wtedy była wroga, a teraz jest po naszej stronie znalazła dowody na to, że prowadzony w Polsce projekt Super Żołnierza jest mocnym przekrętem politycznym. Odbyła się próba powstrzymania całości i zniszczenie laboratorium projektu. Udało się to trochę na wyrost, bo runął cały budynek. Nasze państwo jednak stało wtedy po stronie projektu i organizacja została zatrzymana, a dwójka ich żołnierzy wzięta do więzienia. Po ich powrocie do służby został podpisany pokój, a projekt stał się wspólnym wrogiem. To, co wydarzyło się wczoraj rzuciło nowe światło na rozwój Projektu Żołnierza. - na sali zaczął panować lekki szum, wiele osób nie wiedziało o tym wszystkim - Ci żołnierze , z którymi walczyliście są najnowszym dziełem projektu, nie potrzebują już zbroi, są samowystarczalni nawet bez ubrań. Są w stanie przetrwać ciężki ostrzał i kontynuować walkę nawet bez kilku kończyn, są też w pełni odporni na ogień. Wczoraj jednak wszyscy zostali wyeliminowani i na chwilę obecną mamy pokój. Po zakończeniu tego spotkania poproszę kilku oficerów do siebie, dostaniecie oczywiście o tym informację. Dziękuję za uwagę, rozejść się.
Po spotkaniu udałem się na strzelnicę, żeby trochę poćwiczyć, a poza tym to zawsze jakaś forma rozrywki. W pewnym momencie podszedł do mnie Porucznik Adam Wilczyński "Łowca", żeby popytać o broń. Widziałem go w walce, więc zrobiłem wyjątek i powiedziałem mu trochę o mojej "Strzale", widać było, że go zaciekawiła. Pod koniec rozmowy dałem mu broń, żeby mógł postrzelać, pokazałem też, jak obsługiwać niektóre z jej funkcji, porucznikowi szło naprawdę bardzo dobrze, definitywnie jego umiejętności nie są tylko dostateczne. Na koniec spytał mnie o coś, nad czym się jeszcze nie zastanawiałem - Co powiedziałbyś na masową produkcję tej broni? - przez chwilę nic nie mówiłem, zastanawiałem się nad propozycją. Z jednej strony broń byłaby bardzo przydatna na wypadek wojny, ale z drugiej? Jeśli wpadnie w niepowołane ręce, to mogą być z tego ogromne problemy... - Myślę, że mogę się zgodzić pod pewnym warunkiem, broń nie będzie masowo produkowana, trafi do oddziałów zwiadowczych - na moje słowa Porucznik się ucieszył - Dzięki Tomek, przyda się, to jak będziesz miał czas, to przyjdź do nas na stołówce, ustalimy szczegóły - po tych słowach sobie poszedł, a ja zostałem sam. Pojawiła się jednak osoba, która była "na wakacjach", a tak naprawdę, to załatwiała sprawę przemytu broni drogą morską - Melanie. Chyba dopiero co wróciła, bo miała na sobie mocno poobijaną zbroję, ale hełm zdjęty, rozmawiała z żoną od naszego Generała Słomy. Stwierdziłem, że podejdę, przywitam się. Akurat trafiłem na opowieść o tym, co się stało w trakcie jej zadania i dlaczego cała jej zbroja wygląda jakby ktoś obsypał ją z Vulcana. Ten statek miał być pusty do jasnej cholery, a jak weszłam na pokład, to mnie zasypali z pięćdziesięciu stron! - Melanie trochę za głośno o tym wszystkim mówiła, więc jak podeszłem, to musiałem ją uciszyć, nie każdy może wiedzieć o jej zadaniu.
Po krótkiej rozmowie udajemy się na kolację, tak jak ustaliliśmy wcześniej siadam razem z drużyną zwiadowców dowodzoną przez Łowcę przy stoliku. Oczywiście początek rozmowy nie dotyczył produkcji broni, rozmawialiśmy o czasach przed wojną i zanim zaczęły się kłopoty z Projektem Żołnierza. To były też czasy, kiedy większość żołnierzy siedzących teraz razem nie miała jeszcze tak wysokich stopni wojskowych, nie mieliśmy też takiego doświadczenia. Dopiero po zjedzeniu posiłku przy naprawdę dobrej atmosferze przeszliśmy do omawiania produkcji "Strzały" dla niektórych oddziałów zwiadowców. Ustaliliśmy, że produkcja może się odbywać w dawnym warsztacie mojego taty, bo jest tam potrzebne wyposażenie i przedewszystkim mało kto wie o tym miejscu. Następnie udajemy się na strzelnice, żeby żołnierze mogli zobaczyć tę broń w akcji i jutro rano podjąć decyzję, czy chcą ją otrzymać, czy nie. Po strzelaniu, nieco później niż może się wydawać nareszcie mogłem położyć się spać.

_____

To już prawie koniec tej książki...

Next generation - Project SoldierOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz