ROZDZIAŁ 9
KIEDYŚ
Brealyn
Lipiec 2018 r.
Mijały dni. Mijały tygodnie, a ja wciąż nie potrafiłam uporać się z wiadomością, która spadła na mnie niczym grom z jasnego nieba. To miała być tylko jedna nic nie znacząca noc, a odcisnęła piętno na całej reszcie mojego życia. Bywały wieczory, gdy zastanawiałam się, czy naprawdę nie powinnam usunąć ciąży, ale potem budziłam się z myślą, że nie potrafiłabym tego zrobić. Czasami zasypiałam płacząc, a czasami przed snem oglądałam wózki i inne bibeloty dla noworodków. Sama do końca nie wiedziałam, czego chcę i jaką decyzję powinnam podjąć. Z pewnością nie pomagało, trzymanie ciąży w tajemnicy. Nie powiedziałam nikomu poza Jasmine i Archerem, któremu koniec końców kazałam iść do diabła. Dosłownie to napisałam, gdy po naszym spotkaniu dostałam od niego SMS-a, że mam nie próbować naciągać go tym bachorem na kasę.
Najpierw parsknęłam śmiechem, gdy to przeczytałam. Później odpisałam mu na tę wiadomość w gniewnym tonie, ale było mi już wszystko jedno. Nie potrzebowałam ani jego obecności, ani tym bardziej pieniędzy.
Spędzałam w łóżku właśnie kolejny wieczór, tuląc się do poduszki i ocierając łzę policzka, gdy usłyszałam warkot silnika pod domem. Rodzice wyjechali na weekend, więc zostałam w rodzinnym domu w Newport całkiem sama. Z jednej strony właśnie tego chciałam, ale z drugiej czułam się tą ciszą coraz bardziej przytłoczona.
Usłyszałam trzask, a kilka sekund później po domu rozniósł się dźwięk dzwonka. Niechętnie wysunęłam się spod kołdry, poprawiłam rozwalony kok, z którego wypadły pojedyncze pasemka włosów. W dresach i rozciągniętej koszulce, zeszłam na dół. Spodziewałam się zobaczyć każdego – sąsiada, dziadków, Jasmine albo nawet kuriera, ale nie jego. Nie, Killiana Hayesa.
– Czego chcesz? – zapytałam oschle, otrząsając się z chwilowego otępienia.
– To na serio jest prawda.
Właśnie te słowa niemal natychmiast opuściły jego kształtne wargi, gdy tylko pobieżnie omiótł mnie wzrokiem. To nie było pytanie, a zwyczajne stwierdzenie faktu.
– Skoro już zatryumfowałeś, to możesz iść. – Spóbowałam zamknąć mu drzwi przed nosem, ale szybko wsunął nogę między nie a futrynę.
– Wpuść mnie.
Nie potrafiłam rozczytać z jego tonu, czy był zły, szczęśliwy a może rozczarowany. Nie wiedziałam, czy prosił, żądał czy może błagał.
– Możesz dać mi spokój? – Westchnęłam, bo byłam zbyt zmęczona na słowne przepychanki i walkę.
– Wpuść mnie – powtórzył, nie spuszczając ze mnie wzroku.
Odpuściłam. Przesunęłam się na bok, pozwalając mu wejść do środka.
– Za chwilę wrócą rodzice, więc się streszczaj – skłamałam.
– Wrócą dopiero w niedziele w nocy – oznajmił, zamykając za sobą drzwi. Kiedy zobaczył moje pytające spojrzenie, dodał: – Zapomniałaś, że przyjaźnią się z moimi rodzicami?
Oczywiście, że o tym nie zapomniałam, ale zwyczajnie o tym nie pomyślałam przez zmęczenie. Gdy jednak o tym napomknął, do mojej głowy wpadła zupełnie inna i o wiele bardziej niepokojąca myśl.

CZYTASZ
Addicted
RomanceWalter Hayes i Thomas Gray są przyjaciółmi od zawsze. Razem studiowali, byli swoimi drużbami na ślubie i wspólnie zarządzali firmą, która była ich marzeniem. Obiecali sobie jednak, że w dniu dwudziestych piątych urodzin swoich dzieci, przekażą pałec...