Rozdział 9

1.4K 135 20
                                        

  <Natsu>


— Dzień dobry. Z kim mam przyjemność rozmawiać?


— Natsu Dragneel — przedstawiłem się.


— Jestem dr. Ivo Ensel. Kim pan jest dla pani Heartfili?


— Jej chłopakiem — skłamałem.


— Ma pan może kontakt do jej rodziców lub innej rodziny?


— Jej rodzice nie żyją, a innej rodziny nie ma. — Nie wiedziałem tego, ale cóż poradzić?


— No dobrze. W takim razie...


— Przepraszam — przerwałem mu. — Ale czy coś jej się stało?


— Pani Lucy Heartfilia jest w szpitalu na ul. Dream 45, czy mógłby pan przywieźć jej książeczkę zdrowia i resztę dokumentów?


— Po co? Co jej się stało? — spytałem spanikowany. Czemu nie odpowiedział na moje pytanie?


— Panią Lucy znaleziono na obrzeżach miasta wczoraj. Jej stan nie jest zły, ale też niezbyt dobry. Musimy wykonać badania, ale bez jej książeczki zdrowia i innych dokumentów nie możemy nic zrobić, ponieważ nie mamy jej wszystkich danych. Czy mógłby pan ją przywieźć? — spytał.


— Tak. Niedługo będę — powiedziałem, po czym rozłączyłem się pośpiesznie.


Wbiegłem do klasy z szybko bijącym sercem. Gdy tylko zauważyłem Levy w rogu pokoju, chwyciłem ją za ramię i nic nie mówiąc, wybiegłem pierw z klasy, a potem ze szkoły. Celem był rzecz jasna pokój w akademiku dziewczyn. Po drodze wyjaśniłem wszystko brązowookiej i poprosiłem o pomoc w szukaniu jej dokumentów. Rzecz jasna zgodziła się, bo cała nasza klasa chciałaby bliżej poznać Lucy. Jednak ja najbardziej. Chcielibyśmy, żeby rozmawiała z nami, śmiała się i mówiła o swoich zmartwieniach. Ja chciałbym, żeby mi zaufała i pozwoliła do siebie zbliżyć. Może nie znałem jej zbyt długo, ale co z tego? Ponoć istnieje coś takiego jak miłość od pierwszego wejrzenia, więc tak to będę sobie tłumaczył.


Po kilku minutach dobiegliśmy do akademika. Levy była zmęczona i do pokoju musieliśmy iść, zamiast biec, miałem ochotę ją tam siłą pociągnąć, ale nie mogłem jej winić. Ma słabszą kondycję ode mnie. W sumie chłopakom nie wolno wchodzić do tego akademika, ale co z tego? W tamtym momencie ważniejsza była Lucy.

Wbiegliśmy do ich pokoju i zaczęliśmy szperać w jej rzeczach, by znaleźć te dokumenty. Ja szukałem w szafie z ubraniami, a Levy w komodzie. Miałem małe wyrzuty sumienia, ale sytuacja tego wymagała.

Otworzyłem szafę i co zobaczyłem? Ciuchy na wieszakach a tam, gdzie powinny leżeć buty, były różnej wielkości czekolady, kilka butelek coli, i inne słodycze. Widać, że je lubi. Może jak wrócę ze szpitala, to jej kupię?

Stop! Teraz trzeba się skupić! Przeszukałem całą szafkę i nic! Na szczęście Levy znalazła ją w komodzie. Gdy chciała mi ją podać, szybciej ją wyrwałem i pobiegłem sprintem do szpitala. Nie czułem zmęczenia. A nawet jeśli to mój mózg i ciało je ignorowało. Gdy widziałem szpital z daleka, przyśpieszyłem jeszcze bardziej, o ile to w ogóle dla mnie możliwe.

Wbiegłem szybko do budynku i spytałem się recepcjonistki, gdzie jest Lucy. Wskazała mi salę numer dziewięćdziesiąt osiem, gdzie od razu pobiegłem. Znaczy, chciałem, bo po kilku krokach moje nogi przypomniały sobie, że biegłem przez dłuższy czas i upadłem. Gdy wstałem, moje nogi drżały, więc musiałem iść. Po drodze mijałem licznych pacjentów, lekarzy i osoby odwiedzające. Spotkałem też doktora prowadzącego Luce. Nie czekałem, aż mi coś powie. Chwyciłem go za ramię i pociągnąłem w stronę pokoju blondynki. Wiedziałem, że to on, bo widząc książeczkę z jej imieniem w moich rękach, zaczepił mnie.

Znalazłem się tam po pięciu minutach. Wciągnąłem tego doktorka do jej pokoju i wtedy stanąłem. Mężczyzna w średnim wieku z zarostem na twarzy i ciemnymi oczami i włosami koloru czarnego. Spojrzał na mnie oburzony i zmęczony.

Czas nie leczy ranOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz