Rozdział 42

575 66 23
                                        

  <Natsu>

Gdy dotarliśmy do ośrodka, miałem wyrzuty sumienia. Okłamałem Lucy. Powiedziałem pół prawdę, ale to nadal kłamstwo. Tak naprawdę całą noc rozmyślałem o moim życiu, od momentu poznania blondynki aż dotąd, i doszedłem do wniosku, że naprawdę ją kocham, ale ona traktuje mnie jak przyjaciela. Co robić? Chciałbym, żeby zaczęła mnie poważniej traktować... Nawet się już całowaliśmy i spaliśmy razem w łóżku! Jednak dla niej to chyba zwykła zabawa... Myślenie zdecydowanie nie jest moją mocną stroną, no ale ten problem muszę rozwiązać sam i pomyśleć nad nim.
— Lucy i Natsu. — Usłyszałem nagle.
— Co? — spytałem zdezorientowany.
— Słuchaj, tłumoku. — Brązowooka pstryknęła mnie w czoło. — Mamy razem pokój — oznajmiła.
— Okej? Jednakże dlaczego? Myślałem, że chłopcy i dziewczyny są osobno — powiedziałem zakłopotany. Dziewczyna uniosła brew.
— Wczoraj na zebraniu mówiono o tym. Każdy dobiera się w dwójki, nieważne jaka płeć. Wiesz, że wychowawcę interesuje, tylko żeby nic nie było zniszczone i było cicho, więc nie było z tym raczej problemu. — Wzruszyła ramionami.
— Ach... Dobra.
— Coś ci jest? Jesteś blady. — Lucy przyłożyła mi rękę do czoła. — Nie masz gorączki. Dobrze się czujesz? — Położyła rękę na moim ramieniu i spojrzała na mnie zmartwiona.
— Tak, nie martw się. Po prostu nie wyspałem się — zaśmiałem się nerwowo.
— Nie kłam — westchnęła, a widząc, że chce zaprotestować, machnęła ręką, żebym się uciszył, co posłusznie uczyniłem. — Nie chcesz, nie mów. Jednak wiedz, że zawsze możesz mi wszystko powiedzieć. Jesteśmy przyjaciółmi i nie będę cię osądzać. Chcę tylko pomóc. Wiem, że może nie jestem najlepszą pocieszycielką, ale chcę, żebyś był szczęśliwy. Zależy mi na twoim szczęściu. Jesteś jedną z pierwszych osób, które mnie zaakceptowały i chcę ci się odwdzięczyć za wszystko. Naprawdę mi na tobie zależy. — Po tych słowach, zrobiło mi się ciepło na w okolicach serca, chociaż zabolało mnie lekko, że nazwała nas przyjaciółmi.
— Wiem. — Uśmiechnąłem się lekko zawstydzony. — Jednak nie chcę cię obciążać. Masz swoje problemy, do tego moje nie są na tyle poważne, żeby ci nimi zawracać głowę. Znaczy... Chyba. To... Dobrze. Może jest dosyć poważne, ale dotyczy mnie i dowiesz się najprawdopodobniej w odpowiednim czasie, ale na razie wolałbym to przemilczeć — powiedziałem szczerze.
— Dobrze. Cieszę się, że jesteś ze mną szczery, chociaż nie powiem, że jestem zadowolona, iż nie chcesz mi powiedzieć, o co chodzi. Jednak uszanuje twoją decyzję i poczekam. — Dziewczyna uśmiechnęła się ciepło. Złapała mnie za rękę i pociągnęła w stronę, najprawdopodobniej, naszego pokoju.
Uśmiechnąłem się lekko i posłusznie za nią poszedłem. Byłem niezmiernie zadowolony, że jesteśmy razem w pokoju. Na początku byłem skołowany, ale w sumie to okazja, by się do niej zbliżyć i sprawić, żeby zaczęła o mnie myśleć inaczej. Może nawet odważę się, wyznać jej co czuję? Nie... Na to jeszcze przyjdzie czas. Na razie muszę sprawić, żeby się we mnie zakochała tak jak ja w niej. A to nie będzie łatwe, bo Lucy nie jest podatna na „tanie" podrywy... A ich mam od grona.
Dotarliśmy po chwili pod drzwi wykonane z jasnego drewna ze złotą osiemnastką na górze. Blondynka złapała za brązową klamkę i otworzyła drzwi. Byłem dosyć zaskoczony. Spodziewałem się obskurnego hotelu, bo taki co roku wybierał nam nauczyciel, z jakimiś robakami pod pościelą, a zastałem całkiem ładny dwuosobowy pokój. Tylko był jeden problem. Naprzeciw drzwi stało duże łóżko, z białym materacem i brązową pościelą, ale... No właśnie. Było tylko jedno łóżko. Dwuosobowe. Co się do cholery jasnej dzieje?
Najwyraźniej brązowooka wiedziała o tym, bo nie wyglądała na, a nie trochę zaskoczoną.
— Śpimy razem? — spytałem niepewnie, wskazując na łóżko, za którym stała jasnobrązowa ściana, ogólnie cały pokój był urządzony w barwach bieli i brązu, przez co było trochę... Romantycznie? Czy to możliwe, że zrobiła to specjalnie? Nie... To niemożliwe.
— Tak. Nauczyciel chciał nam wybrać jakiś hotel z robakami i ścianami ze zdartą farbą. — Wiedziałem, to dla niego typowe. — Jednak zaprotestowałam. Trochę się posprzeczaliśmy, bo on coś tam narzekał na koszty, więc wybrałam w miarę ładny hotel, tylko właśnie problem, według innych, był z tymi łóżkami. No, ale szczerze mówiąc, ja nie widziałam, jako takiego problemu. I tak by się dobrali w pary, a w naszej klasie jest dużo par, więc nie rozumiem, dlaczego mieliby spać osobno. — Wzruszyła ramionami. Ja tylko przytaknąłem i zamknąłem drzwi.
Ona natomiast podeszła do jednej z komód zrobionych z jasnego drewna, każda stała po innej stronie łóżka. Blondynka podeszła do tej po prawej, więc ja do tej po lewej. Rozpakowaliśmy swoje rzeczy, co zajęło nam jakieś pół godziny, i poszliśmy do jadalni, w której miało odbyć się jako taki obiad, bo było dosyć późno, i usiedliśmy przy stole z Erzą i Jellal'em.
— Cześć — przywitałem się, po czym zacząłem jeść. Było curry. Nie lubiłem go jakoś specjalnie, ale nie mogłem narzekać na smak.
— Cześć — przywitała się para równocześnie.
— Gdzie potem idziemy? — spytała Lucy bez powitania, jedząc powoli swoją porcję.
— Myślałam nad zwiedzeniem tutejszej świątyni i innych zabytków, a wieczorem idziemy całą klasą do gorących źródeł — wytłumaczyła szkarłatnowłosa.
— Jakie konkretnie zabytki chcesz zwiedzić? — spytała blondynka. Szkarłatnowłosa podała jej jaką kartkę.
Wzrok brązowookiej wylądował na papierze. Chciałem zobaczyć, co tam jest, ale dziewczyna skutecznie mi to utrudniła, odsuwając kartkę i odwracając się, tak bym nie mógł tego zobaczyć. Jednak ja się tak łatwo nie poddaje. Chwilę z Lucy tak „manewrowaliśmy" naszymi ciałami, ona starając się zasłonić papier, a ja starając się go zobaczyć. Z boku to musiało wyglądać śmiesznie, bo po chwili zorientowaliśmy się, iż Erza i Jellal się z nas śmieją. Na początku nie wiedzieliśmy, o co im chodzi i zaprzestając naszej małej bitwy, spojrzeliśmy na nich jak na opętanych. Po chwili posłaliśmy sobie porozumiewawcze spojrzenie i wstaliśmy, po czym podeszliśmy do zamrażarki i wyjęliśmy z nich kilka kostek lodu. Oni najwidoczniej nadal tego nie zauważyli, więc podeszliśmy i wrzuciliśmy im je za koszulki, po czym wybiegliśmy z kuchni, a potem z ośrodka. Co jak co, ale życie nam miłe. Nie jesteśmy samobójcami. Lucy zapewne dałaby radę Erzie, ale tak jest zabawniej.
Biegliśmy prosto na sprincie, przynajmniej ja, przez dobre pięć minut. Potem zatrzymaliśmy się przy jakimś budynku. Ja oparłem się o jasnoniebieską budowlę, a Lucy schyliła się i podpierała się rękoma o kolana, dysząc, tak samo, jak ja. Popatrzeliśmy na siebie po chwili i ryknęliśmy śmiechem. Nie wiedziałem, dlaczego się śmiejemy, ale to nie było ważne. Ważne było, że byłem z Lucy i świetnie się bawiliśmy. Tylko ja i ona. Miałem wielką ochotę ją pocałować, ale powstrzymałem się, wiedząc, że istnieją duże szanse, iż dostanę w twarz, a blondynka się na mnie obrazi.
***
Wieczorem wróciliśmy do ośrodka. Cały dzień chodziliśmy i zwiedzaliśmy po mieście, sami. Nie chcieliśmy wracać po parę, której wycięliśmy numer, gdyż mogliby nam zaszkodzić, przynajmniej mi. Świetnie się bawiłem i starałem się „dyskretnie" podrywać Lucy. Ona albo tego nie zauważyła, albo po prostu zignorowała przynajmniej przez większość czasu. Pod koniec zwiedzania musiałem mocno ja zirytować tym, bo dostałem w twarz. Jednak było warto, bo raz udało mi się ją zmusić do zarumieniania się.
No, ale wracając, weszliśmy do pokoju i usiedliśmy na łóżku. Miałem wrażenie, że jak postoje jeszcze chwilę to mi nogi odpadną. Kątem oka spojrzałem na Lucy. Miała na sobie obcasy, a jej twarz wcale nie pokazywała, że jest zmęczona lub nogi ją bolą. Ona ma te nogi ze stali, czy co? A nie... To po prostu kobieta... Chociaż jeżeli musiałbym brać pod uwagę jej zachowanie, a nie wygląd to zaliczyłbym ją do kategorii Erza.
Westchnąłem ciężko. Lucy wstała z łóżka i podeszła do komody, po czym wyjęła z niej jakieś rzeczy i spojrzała na mnie.
— Idę się wykąpać — oznajmiła mi, po czym poszła do łazienki. Nie odpowiedziałem i położyłem się na łóżku.
Zacząłem wpatrywać się uparcie w biały sufit, jakby mając nadzieję, że coś się stanie. Niestety, nic się nie stało. Znając Lucy, pewnie będzie chciała wyciąć mi jakiś numer rano. Mam tylko nadzieję, że nie przyklei mi znowu jakiegoś zwierzęcia do ciała, ani nie obleje wodą czy czymś. To pierwsze jest raczej niemożliwe, bo podczas wycieczki obiecała mi, że nie przyklei mi znowu czegoś do ciała, tak bym nie mógł tego odkleić. No cóż... Pożyjemy, zobaczymy.
Położyłem się na swojej stronie łóżka i zamknąłem oczy, po czym zasnąłem.
***
Rano obudził mnie czyiś chichot. Choć... Nie mogłem jednoznacznie stwierdzić czy jest rano, bo miałem zamknięte oczy. Na powiekach czułem jakąś wilgotną substancję, więc bałem się je otworzyć. Owa substancja spływała powoli po bokach mojej twarzy, ale nie czułem, żeby była wciąż „nalewana" na me powieki, więc byłem trochę zdziwiony. Usłyszałem skrzyp łóżka, głośniejszy chichot i trzask drzwi. Niepewnie sięgnąłem ręką do oczu i przetarłem powieki, pozbywając się w większości substancji, dzięki czemu mogłem w końcu otworzyć oczy. Gdy to zrobiłem, spojrzałem w dół i zobaczyłem surowe rozbite jajka, koło miejsca, gdzie jeszcze przed chwilą leżała moja twarz.
Wziąłem głęboki oddech i najgłośniej jak mogłem, zawołałem.
— Lucy! Pożałujesz tego!  

-----------

Hej!

Dziś krótka notka, bo burza idzie i muszę wyłączyć komputer. Kolejny rozdział nie wiem kiedy, ale postaram się jak najszybciej. 

Pozdrawiam i do zobaczenia!

Czas nie leczy ranOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz