- Mogła byś delikatniej?
- Jasne - odpowiedziałam z ironicznym uśmiechem, otworzyłam drzwi od samochodu i trzasnęłam nimi jeszcze bardziej.
- Czy ty wiesz co do kurwy znaczy słowo delikatniej czy Ci wytłumaczyć? - warkną na mnie patrząc mi prosto w oczy w których tańczyły ogniki wkurwienia.
- Jasne, śmiało chętnie posłucham NIANIU. - powiedziałam, dobitnie podkreślając ostatnie słowo
- Nie jestem twoją cholerną niańką! Mam Cię tylko pilnować aby żaden kretyn Cię nie porwał, nie zgwałcił czy zabił i zakopał gdzieś w lesie, więc zamknij się i zacznij współpracować!
- Mam Cię dosyć!
- No i na wzajem.
Resztę drogi spędziliśmy w ciszy. Kelly przez całą drogę nie odezwała się nawet słowem. Spoglądała tylko to na mnie to na Justina i przysłuchiwała się naszej "wymianie zdań". Byłam zła i szczerze zaczynałam żałować, że dałam wyciągnąć się z domu. Nie mam najmniejszej ochoty na imprezę, za to mam ogromną ochotę wsiąść na motor i odjechać na nim z maksymalną prędkością na liczniku. Tylko to w tej chwili było by w stanie mnie uspokoić. Przez całą drogę która trwała 20minut próbowałam wziąść się w garść, ale nic z tego. Gdy tylko Justin zatrzymał auto, wyskoczyłam z niego jak poparzona i nie czekając na nich weszłam do ogromnego domu z którego muzykę było słychać chyba na kilometr. Weszłam do środka gdzie było mnóstwo ludzi. Kelly mówiła, że chłopak robi huczne imprezy ale czegoś takiego nawet sobie nie wyobrażałam.
- A co tu robi taka ślicznotka?
- Hm.? - Odwróciłam się do chłopaka, który stał za mną.
- Jestem bratem Maxa, więc znam większość ludzi. Przynajmniej kojarzę, ale Ciebie widzię tu pierwszy raz.
- Przyszłam tu z przyjaciółką, Kelly. Twój brat ją zaprosił, a mnie przygarneła do towarzystwa.
- A gdzie ją zgubiłaś? - nie odpowiedziałam tylko wzruszyłam ramionami. - Napijesz się czegoś?
- Jasne. - odpowiedziałam z promiennym uśmiechem na ustach i poszłam za chłopakiem
Nieznajomy zrobił drinka najpierw dla mnie później dla siebie. Przez ten czas miałam okazję mu się trochę przyjrzeć i muszę przyznać, że jest przystojny, a ja wściekła i muszę jakoś swoją złość odreagować. Mam nadzieję, że nie jest typem romantyka bo inaczej nic z tego. Najpierw muszę się napić, a dopiero później przejdę do swojego planu.
- Jestem Mike, a ty?
- Liz. - posłałam chłopakowi jeden ze swoich najlepszych uśmiechów i podałam mu dłoń. - miło mi
Mike, był cholernie nudny dlatego odpuściłam. Muszę znaleźć innego kozła ofiarnego i jak na złość przed oczami pojawił mi się Justin. Stał z dwiema blondynkami głupio się do nich uśmiechając. Miał na sobie zwykła czarną koszulkę i przetarte jeansy z obniżonym krokiem. Byłam już po kilku głębszych i zaczęło szumieć mi w głowie. Wcale mi to nie pomagało. Byłam tylko bardziej wkurwiona i miałam ochotę rzucić się na Justina w każdym możliwym aspekcie tego słowa.
- Żeby wzrok mógł zabijać to albo on albo te dwie blondynki były by martwe.
Ten głos rozpoznała bym wszędzie i cholernie cieszę się, że znalazła mnie w tym tłumie.
- Daj spokój Kelly, nie zabijam nikogo wzrokiem. - Dobra zabijam, ale nie mam zamiaru się do tego przyznać.
- Jasne, wmawiaj sobie. Dam se rękę uciąć, że jedna z nich z pewnością zaraz zaciągnie go do którejś sypialni. Może nawet zaproponują mu trójkąt. - zaśmiała się
- Myślisz? - skrzywiłam się, to ja powinnam być na ich miejscu
- Jasne, gdybyś podeszła do niego, uwiesiła mu się na szyi to szybko by zwiały, ale ty nie masz jaj żeby to zrobić.
Wiem, że mówi to celowo, aby mnie sprowokować. Wie, że to działa i wcale się nie pomyliła. Nie miałam zamiaru dać jej tej satysfakcji, a po za tym z chęcią go pocałuję. Później przynajmniej będę miała wytłumaczenie że zrobiłam to tylko i wyłącznie dla zakładu. Nie wiem tylko dlatego tak jej na tym zależy. Przecież widziała że nie pałamy do siebie sympatią.
- Wyzwanie przyjęte Skarbie.
Odstawiłam kubek z drinkiem i pewnym krokiem podeszłam do Justina. Stał do mnie tyłem, więc położyłam mu dłoń na ramieniu i wyszeptałam mu do ucha na tyle głośno, aby te blond lale usłyszały.
- Cześć Skarbie
Odwróciłam go w swoją stronę co nie było trudne bo stał zupełnie zdezorientowany. Szczerze, to wcalę mu się nie dziwię. Zarzuciłam mu ręce na szyje i namiętnie go pocałowałam.
