Rozdział 30.

224 11 0
                                        


Odsunęłam się od Justina, po czym usiadłam na łóżku obejmując się rękoma jakby było mi zimno.

- Dobrze.

- Czemu taka jesteś?

- Jaka?

- Taka niedostępna!

- Nie jestem niedostępna! - warknęłam

- To przez niego ? - westchnął i zignorował moją odpowiedź

- A jak myślisz? - nie wytrzymałam i w końcu wybuchłam. - Był byś do cholery wstanie zaufać komukolwiek gdyby osoba której ufałeś bezgranicznie próbowała Cię zabić? - zapytałam i walczyłam ze łzami które znów chciały wyjść na powierzchnię. Myślałam, że jestem silna, ale jak widać się myliłam. - Proszę, wyjdź. Chcę zostać sama.

Justin przez chwilę się wahał, ale w końcu opuścił pokój zostawiając mnie samą. Przecież właśnie tego chciałam, prawda? Więc dlaczego teraz czuję się jeszcze gorzej?

Nie wiem nawet kiedy po moich policzkach zaczęły płynąć łzy.

- Niech Cię diabli Kevin! - warknęłam i zaczęłam rzucać poduszkami które leżały na łóżku mając nadzieję, że to choć troszkę mi pomoże. Niestety nie pomogło. 

Jak mogłam z tak silnej dziewczyny zamienić się w takiego mięczaka. I to wszystko przez osobę której tak cholernie kiedyś ufałam. Muszę wziąć się w garść i nie dać się zastraszyć.

Weszłam do łazienki która była połączona z pokojem i przemyłam twarz zimną wodą.

Jeżeli ma wrócić dziewczyna którą jeszcze byłam miesiąc temu muszę się ogarnąć. Nie dam dla Kevina tej satysfakcji, nie mam zamiaru okazywać tego, że się go boję. 

Wróciłam do pokoju aby znaleźć swoją walizkę. Wygrzebałam z niej świeże ubrania i kosmetyczkę po czym wróciłam do łazienki. Po godzinie byłam już odświeżona, zrobiłam porządek z niesfornymi włosami i zrobiłam lekki makijaż. Włożyłam czarne leginsy, luźną koszulkę na ramiączkach i postanowiłam w końcu opuścić ten pokój który był świadkiem mojego załamania.

W domu było bardzo cicho, więc myślałam, że nikogo tu nie ma. Zeszłam na dół gdzie znajdował się przestronny salon z aneksem kuchennym w którym miałam już okazję przebywać.

Jaxon siedział przed telewizorem znudzony, pilotem przeskakując kanały, a Justin siedział przy stole z niewielką butelką wody i wyglądał na zamyślonego.

Minęłam Jaxona, który teraz z pewnością pożerał mój tyłek wzrokiem.

- Nie śliń się Jaxon.

Na mój głos Justin zwrócił się w moją stronę i zmrużył oczy dziwnie mi się przyglądając.

- Jak się czujesz? - zapytał

- Jak by Cię to interesowało. - prychnęłam

- O proszę, jędza wróciła. - wymruczał pod nosem myśląc, że chyba tego nie słyszałam.

- Jak byś chciała się napić czy coś zjeść wszystko masz w lodówce

Wstał i wyszedł z mieszkanie nie obdarzając mnie nawet spojrzeniem jak by mnie tu nie było. Nie powiem, zabolało tylko kurwa nie wiem dlaczego. Przecież w ogóle nie powinno mnie to obchodzić, a jednak...

- Co go w tyłek ugryzło?

- Ty. - Zaśmiał się Jaxon - Siadaj mała. O ile mogę tak jeszcze do Ciebie mówić. - powiedział niepewnie.

Nic nie odpowiedziałam tylko usiadłam obok chłopaka i cicho westchnęłam.

- Na prawdę, mogła byś czasem zamknąć tą swoją niewyparzoną buźkę i nie być taka zgryźliwa. On na prawdę się o Ciebie martwi.

- Jasne. - prychnęłam na co Jaxon przewrócił oczami

Chłopak wstał z kanapy i poszedł do kuchni. Wyjął z lodówki butelkę wody i wrócił do salonu ale nie usiadł na kanapę. Staną przede mną i uważnie mi się przyglądał.

- Przepraszam.

Po mojej minie musiał wywnioskować, że nie wiem o co chodzi.

- Za to, że nic Ci nie powiedziałem. Że po tym jak do Ciebie przyjechałem wiedziałem kim jesteś, że twój ojciec wyciągnął mnie z tego koszmarnego miejsca... Że wtedy kiedy miałem okazję nie powiedziałem, że Justin jest moim bratem.

Po tym jak Justin powiedział mi żebym trzymał się od Ciebie z daleka bo jak się dowiesz to będziesz wściekła i poślesz mnie w diabły wolałem trzymać to w tajemnicy najdłużej jak się da.

Słuchaj mała jestem facetem w dodatku nie radzę sobie z mówieniem o uczuciach ale przy tobie czuje się tak jakoś dziwnie inaczej.. Tylko żebyś sobie nie pomyślała, że się w tobie zakochałem, bo ja się nie zakochuję, ale jesteś dla mnie jak siostra mimo, że bardzo krótko się znamy.

Próbowałam, ale nie dałam rady i zaczęłam się spazmatycznie śmiać. Po raz pierwszy widziałam go tak zakłopotanego.

- Co Cię tak bawi?

- Jesteś uroczy. - wstałam z kanapy i podeszłam go przytulić.

- To znaczy, że mi wybaczasz? - wyszeptał mi do ucha na co tylko kiwnęłam głową i wtuliłam się w niego jeszcze bardziej.

- Czy przypadkiem to nie ty twierdziłaś, że powinien zostać tam gdzie był? - usłyszałam głos Justina przesiąknięty jadem na co przewróciłam oczami.

- Wybacz mała ale muszę spadać. Miłego dnia. - powiedział Jaxon i puścił do mnie oczko ignorując słowa brata.

- Jesteś kretynem! - warknęłam

- Widzę, że stara Liv wróciła. Cieszę się, że nie muszę już się tobą zajmować jak dzieckiem.

- Nikt Cię do cholery o to nie prosił! - warknęłam

- Było mi Ciebie po prostu żal. - powiedział mi prosto w oczy podchodząc do mnie bliżej.

Powinien wiedzieć, że takie zachowanie działa na mnie jak płachta na byka. Wymierzyłam mu siarczysty policzek, ale nadal miałam ochotę odciąć mu jaja.

Niespodziewanie złapał mnie za nadgarstki i przycisnął do ściany. 

Cholera tego się nie spodziewałam. Byłam przerażona, owszem nie raz go zdenerwowałam ale w takim stanie go jeszcze nie widziałam.

- Strach Cię obleciał ? - wyszeptał mi do ucha na co prychnęłam

- Chciałbyś! Nie boję się Ciebie!

- A powinnaś...


__________________________

Obiecałam, więc jest. ;)

Zapraszam na drugie opowiadanie z Justinem (NIE) Idealna. Jeszcze dzisiaj pojawi się drugi rozdział. <3

Driven J.B.Opowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz