W nocy obudził mnie dźwięk przychodzącego sms-u. Zaczęłam już klnąć na Tonego i jego idiotyczne pomysły. Nie chciałam nawet sprawdzać czego może ode mnie chcieć, więc po prostu poszłam dalej spać.
Wstałam rano i zaczęłam szykować się do pracy. Zjadłam śniadanie, ubrałam się i jak zwykle wypiłam kawę.
Pakowałam właśnie telefon do torebki, gdy przypomniało mi się, że w nocy dostałam wiadomość.Odblokowałam ekran.
1 wiadomość od Daniell.
Od: Daniell
Jesteśmy w szpitalu, więc nie przychodź do pracy. Zadzwonię jak się polepszy.
Moje serce automatycznie zaczęło szybciej bić. Miałam tak zawsze, kiedy działo się coś złego, a skoro byli w szpitalu, coś musiało być nie tak.
Daniell nie odbierał, postanowiłam spróbować jeszcze raz. Tym razem usłyszałam go prawie od razu.
-Melanie? - usłyszałam załamany głos mężczyzny.
- Co się stało? - zapytałam.
Nie odpowiadał, tak jakby się nad czymś zastanawiał.
- Możesz tu przyjechać? Jesteśmy w szpitalu na Milington.
- Niedługo będę. - Odpowiedziałam właściwie bez zastanowienia, właściwie dopiero po chwili uświadamiając sobie na co się zgodziłam.
Cała poddenerwowana zbiegłam na doł
- Gdzie tak pędzisz?- zapytała moja mama, wyglądając z kuchni.
- Będę wieczorem.- Zignorowałam jej pytanie i pędem wyszłam z domu.
- Ale Melanie...- Usłyszałam jeszcze, po tym jak zamknęły się za mną drzwi.
Nie wiem nawet kiedy zdążyłam odpalić samochód. Spokój wrocił do mnie dopiero, gdy stałam w korku. Niestety jedyna droga do szpitala prowadzi przez centrum miasta.
Po prawie godzinnej męczarni, znowu zdenerwowana,parkuje samochód przed budynkiem ogromnego szpitala. Weszłam do środka od razu udając się do recepcji.
- Dzień dobry, szukam Matthew Wembley-a.
- Jest pani kimś z rodziny?- zapytała szczupła recepcjonistka z miłym uśmiechem.
Kłamstwo na poczekaniu- pomyślałam.
- Yyy..- Zająkałam się.- Tak, jestem jego mamą. - Powiedziałam, mentalnie bijąc się w głowę.
- Dobrze, pacjent obecnie znajduje się na rezonansie. To jest korytarzem prosto, po schodach na pierwsze piętro i w prawo.
- Dziękuje.- Krzyknęłam, będąc już w drodze do mojego celu.
Niemal biegłam szpitalnymi korytarzami. Prawie wywracając się na schodach znalazłam się na pierwszym piętrze. Wedle wskazówek kobiety skręciłam w prawo, tym samym wchodząc na wielki korytarz na którego końcu dostrzegłam siedzącego na krześle Daniella. Ponownie zaczęłam biec. Mężczyzna miał zasłonięte ręce dłońmi, więc nie mógł mnie zauważyć.
Zaczęłam zwalniać.
- Daniell? - Zapytałam cicho, chociaż wiedziałam, że to on.
- Melanie. - Wstał i podszedł do mnie. Wyglądał strzelanie, był blady i miał podkrążone oczy.-Przyjechałaś, dziękuję.- Powiedział smutno i zrobił coś czego bym się nie spodziewała, przytulił się do mnie.
- Po przeczytaniu twojego sms-a nie wysiedziałabym w domu. - Oznajmiłam.
Wciąż był do mnie przytulony. Widocznie tego potrzebował. Oddałam uścisk i zaczęłam głaskać go uspokajająco po plecach.
- Co z nim?- Zapytałam po chwili, kiedy już mnie puścił.
- Znowu bolała go głowa, ale do tego doszły jeszcze wymioty.- Odpowiedział ze smutkiem.- Boje się że to wstrząs mózgu.
Widziałam, że powstrzymywał się od płaczu.
- Wszystko będzie dobrze- Powiedziałam po czym ponownie go przytuliłam i przygryzłam wargę by powstrzymać napływające mi do oczu łzy.
------------------------------------------------------------------------
Siedzimy tu już ponad godzinę. W pewnej chwili z sali wyszedł lekarz.
- Państwo Wembley?- zapytał
Daniell popatrzył na mnie.
- Tak- odpowiedziałam- Co z moim synem?
- Miał niegroźny wstrząs mózgu, stan jest stabilny, a teraz śpi. Zostawimy go w szpitalu kilka dni na obserwację. - odpowiedział
- Możemy go zobaczyć?- w końcu odezwał się Dan
- Tak, ale tylko na chwilę, bo zaraz przewozimy go na oddział dziecięcy.- oznajmił lekarz
Weszliśmy do sali, gdzie po środku stało białe łóżko a na nim leżał mały Matt, który spał. Daniell podszedł do niego i pocałował go w czoło. Ja podeszłam z drugiej strony i złapałam go za rączkę.
- Nigdy więcej mnie tak nie strasz, synku. - szeptał Dan- Nigdy więcej.
Po chwili wyszliśmy z sali.
- Dlaczego powiedziałaś, że jesteś panią Wembey, Melanie? - zapytał po czym popatrzył na mnie z uśmiechem, a ja nie wiedząc dlaczego, zarumieniłam się- Do twarzy ci w rumieńcach.
- Po prostu nie chciałam, żeby moje kłamstwo wyszło na jaw. - popatrzył na mnie wzrokiem mówiącym " wtf?!" - Musiałam powiedzieć w recepcji, że jestem matką Matta, bo inaczej pewnie nie powiedziałaby mi gdzie jesteście.
- Rozumiem, jeszcze raz ci dziękuję. Jesteś cudowna.
Facet, daj spokój bo policzki mi zaraz spłoną.
Trochę dramy XDD Mam nadzieje ze sie podoba <3 BESOS :*
CZYTASZ
"Opiekunka"
RomancePo stracie pracy Melanie szukała nowej posady, a jedyną przystępną ofertą okazała "opiekunka". Daniell jest dwudziesto ośmio letnim samotnym ojcem. Prowadzi jedną z największych firm w Chicago. Matka jego trzy letniego synka zrzekła się praw zar...
