7.1 " jesteś cudowna"

64.5K 2.1K 322
                                        

W nocy obudził mnie dźwięk przychodzącego sms-u. Zaczęłam już klnąć na Tonego i jego idiotyczne pomysły. Nie chciałam nawet sprawdzać czego może ode mnie chcieć, więc po prostu poszłam dalej spać.

Wstałam rano i zaczęłam szykować się do pracy. Zjadłam śniadanie, ubrałam się i jak zwykle wypiłam kawę.

Pakowałam właśnie telefon do torebki, gdy przypomniało mi się, że w nocy dostałam wiadomość.Odblokowałam ekran.

1 wiadomość od Daniell.

Od: Daniell

Jesteśmy w szpitalu, więc nie przychodź do pracy. Zadzwonię jak się polepszy.

Moje serce automatycznie zaczęło szybciej bić.  Miałam tak zawsze, kiedy działo się coś złego, a skoro byli w szpitalu, coś musiało być nie tak.

Daniell nie odbierał, postanowiłam spróbować jeszcze raz. Tym razem usłyszałam go prawie od razu.

-Melanie? - usłyszałam załamany głos mężczyzny.

- Co się stało? - zapytałam.

Nie odpowiadał, tak jakby się nad czymś zastanawiał.

- Możesz tu przyjechać? Jesteśmy w szpitalu na Milington.

- Niedługo będę. - Odpowiedziałam właściwie bez zastanowienia, właściwie dopiero po chwili uświadamiając sobie na co się zgodziłam.

Cała poddenerwowana zbiegłam na doł  

- Gdzie tak pędzisz?- zapytała moja mama, wyglądając z kuchni.

- Będę wieczorem.- Zignorowałam jej pytanie i pędem wyszłam z domu.

- Ale Melanie...- Usłyszałam jeszcze, po tym jak zamknęły się za mną drzwi.

Nie wiem nawet kiedy zdążyłam odpalić samochód.  Spokój wrocił do mnie dopiero, gdy stałam w korku.  Niestety jedyna droga do szpitala prowadzi przez centrum miasta.

Po prawie godzinnej męczarni, znowu zdenerwowana,parkuje samochód przed budynkiem ogromnego szpitala. Weszłam do środka od razu udając się do recepcji.

- Dzień dobry, szukam Matthew Wembley-a.

- Jest pani kimś z rodziny?- zapytała szczupła recepcjonistka z miłym uśmiechem.

Kłamstwo na poczekaniu- pomyślałam.

- Yyy..- Zająkałam się.- Tak, jestem jego mamą. - Powiedziałam, mentalnie bijąc się w głowę.

- Dobrze, pacjent obecnie znajduje się na rezonansie. To jest korytarzem prosto, po schodach na pierwsze piętro i w prawo.

- Dziękuje.- Krzyknęłam, będąc już w drodze do mojego celu.

Niemal biegłam szpitalnymi korytarzami. Prawie wywracając się na schodach znalazłam się na pierwszym piętrze. Wedle wskazówek kobiety skręciłam w prawo, tym samym wchodząc na wielki korytarz na którego końcu dostrzegłam siedzącego na krześle Daniella. Ponownie zaczęłam biec. Mężczyzna miał zasłonięte ręce dłońmi, więc nie mógł mnie zauważyć.

Zaczęłam zwalniać.

- Daniell? - Zapytałam cicho, chociaż wiedziałam, że to on.

- Melanie. - Wstał i podszedł do mnie. Wyglądał strzelanie, był blady i miał podkrążone oczy.-Przyjechałaś, dziękuję.- Powiedział smutno i zrobił coś czego bym się nie spodziewała, przytulił się do mnie.

- Po przeczytaniu twojego sms-a nie wysiedziałabym w domu. - Oznajmiłam.

Wciąż był do mnie przytulony. Widocznie tego potrzebował. Oddałam uścisk i zaczęłam głaskać go uspokajająco po plecach.

- Co z nim?- Zapytałam po chwili, kiedy już mnie puścił.

- Znowu bolała go głowa, ale do tego doszły jeszcze wymioty.- Odpowiedział ze smutkiem.- Boje się że to wstrząs mózgu.

Widziałam, że powstrzymywał się od płaczu.

- Wszystko będzie dobrze- Powiedziałam po czym ponownie go przytuliłam i przygryzłam wargę by powstrzymać napływające mi do oczu łzy.

------------------------------------------------------------------------

Siedzimy tu już ponad godzinę. W pewnej chwili z sali wyszedł lekarz.

- Państwo Wembley?- zapytał

Daniell popatrzył na mnie.

- Tak- odpowiedziałam- Co z moim synem?

- Miał niegroźny wstrząs mózgu, stan jest stabilny, a teraz śpi. Zostawimy go w szpitalu kilka dni na obserwację. - odpowiedział

- Możemy go zobaczyć?- w końcu odezwał się Dan

- Tak, ale tylko na chwilę, bo zaraz przewozimy go na oddział dziecięcy.- oznajmił lekarz

Weszliśmy do sali, gdzie po środku stało białe łóżko a na nim leżał mały Matt, który spał. Daniell podszedł do niego i pocałował go w czoło. Ja podeszłam z drugiej strony i złapałam go za rączkę.

- Nigdy więcej mnie tak nie strasz, synku. - szeptał Dan- Nigdy więcej.

Po chwili wyszliśmy z sali.

- Dlaczego powiedziałaś, że jesteś panią Wembey, Melanie? - zapytał po czym popatrzył na mnie z uśmiechem, a ja nie wiedząc dlaczego, zarumieniłam się- Do twarzy ci w rumieńcach.

- Po prostu nie chciałam, żeby moje kłamstwo wyszło na jaw. - popatrzył na mnie wzrokiem mówiącym " wtf?!" - Musiałam powiedzieć w recepcji, że jestem matką Matta, bo inaczej pewnie nie powiedziałaby mi gdzie jesteście.

- Rozumiem, jeszcze raz ci dziękuję. Jesteś cudowna.

Facet, daj spokój bo policzki mi zaraz spłoną.


Trochę dramy XDD Mam nadzieje ze sie podoba <3 BESOS :*


&quot;Opiekunka&quot; Opowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz