Z racji na to, że Matt jest jeszcze na obserwacji w szpitalu, teoretycznie nie ide do pracy. W sumie praktycznie też nie, ale mimo wszystko chcę odwiedzić młodego w szpitalu.
Jestem własnie w sklepie z zabawkami, szukam drobnego upominku dla dzielnego pacjenta.
Przemierzam kolejne alejki, by w ostatniej z nich znaleźć całą półkę z klockami lego. Znalazłam zestaw z którego trzeba ułożyć autko wyścigowe. Wiem, że Matt ma takich sporo, dlatego liczę iż ten jeden razy los sie do mnie uśmiechnie i nie zdubluje mu zabawki.
---------------------------------
Ponownie idę długim korytarzem, tym razem zamiast skręcić w prawo, skręcam w lewo. Jeszcze raz sprawdzam sms-a od Dana z informacją w jakiej sali on i Matthew się znajdują.
Gubiąc się tylko dwa razy, pytając pielęgniarki o drogę, w końcu docierał na oddział dziecięcy.
Jeszcze raz sprawdzam czy stoję pod dobrymi drzwiami, cicho pukam po czym pociągam za klamkę i wchodzę do środka.
Na łóżku widzę uśmiechniętego Matta, który w tym momencie tak samo jak jego siedzący na fotelu ojciec, patrzy na mnie.
- Cześć, chorowitku- witam się.- Cześć Dan- Do niego również się zwracam. Odpowiada mi skinieniem głowy.
- Melanieee, w końcu - mówi z entuzjazmem a następnie chce wstać z łóżka, ale ojciec powstrzymuje go ręką.
Podchodzę do niego.
- Jak się czujesz, słoneczko?- pytam.
- Jest już lepiej, lekarze mówią, że jutro wyjdzie - zamiast chłopca odpowiada mi jego ojciec.
- Cieszę się- mówię w stronę mężczyzny po czym odwracam się w stronę Matta.- Mam coś dla ciebie i mam nadzieję że ci się spodoba.
- Co toooo? - pyta zaciekawiony i próbuje zajrzeć do reklamówki z logo sklepu z zabawkami.
Wyciągam pudełko z prezentem i podaję dziecku do rąk. Na jego twarzy widzę zaskoczenie a w oczach iskierki radości.
- Dziękuję cii, marzyłem o takim autku - mówi a następnie uwiesza mi się na szyi i mocno przytula.- Patrz tato, takiego jeszcze nie mam.
Kątem oka widzę, jak starszy Wembley się szeroko uśmiecha.
- Cała przyjemność po mojej stronie, słonko. - odpowiadam a chłopiec mnie puszcza i zaczyna odpakowywać klocki
- Nie musiałaś - tym razem odzywa się Daniell.
-Ale chciałam. Jego uśmiech sprawia mi radość, nie psuj mi tego - mrugać do niego prawym okiem.
- Niech Ci będzie, ale pod jednym warunkiem- zaciekawiona jego słowami podnoszę lewą brew ku górze.- Jutro wieczorem pójdziesz ze mną na kolacje.- mówi bezproblemowo wlepiając we mnie swoje oczy koloru toffie.
- Czy ty... - nie wiedziałam czy zapytać, ale na szczęście mi przerwano
- Tak Melanie, zapraszam cię na randkę - odpowiada bez zająknięcia tak jakby to było normalne, że pracodawca idzie na kolację z pracownicą.
Jednak ja lubiłam Daniella, uważałam go nie tylko za pracodawcę, ale także za kolegę. Dlatego nie pozostało mi nic innego jak po prostu się zgodzić.
- Dobrze -zgadzam się.-O której godzinie?
- Przyjadę po ciebie o dziewiętnastej, bądź gotowa- mówi po czym ponownie się uśmiecha.
-----------------------------
Po długich próbach, w końcu udało mi się namówić Dana, żeby poszedł na kilka godzin do domu odpocząć.
Ja i Matt skończyliśmy układać już klocki, teraz chłopiec siedzi w szpitalnym łóżku i się nim bawi, natomiast ja myślę. Myślę o tym jakie intencje ma Daniell, zapraszając mnie na "randkę" o ile tak to można nazwać, bo przecież na randki chodzą zakochani. On mi się jedynie podoba z wyglądu, charakteru i sposobu bycia. Czuję, że mogłabym się przed nim otworzyć i mu zaufać, chociaż praktycznie już to zrobiłam. Jednak nie to mnie męczy. Chcę po prostu widzieć dlaczego mnie zaprosił i nazwał to randką...
Krótki rozdział, ale jest i mam nadzieję, że się podoba. W mojej głowie roi się od pomysłów na nowe rozdziały.
Jak myślicie, czy między głównymi bohaterami będzie uczucie i czy Dan wyjawi Melanie prawdę o matce Matta?
CZYTASZ
"Opiekunka"
Roman d'amourPo stracie pracy Melanie szukała nowej posady, a jedyną przystępną ofertą okazała "opiekunka". Daniell jest dwudziesto ośmio letnim samotnym ojcem. Prowadzi jedną z największych firm w Chicago. Matka jego trzy letniego synka zrzekła się praw zar...
