23. John POV

3.9K 418 118
                                        

Sherlock nie wychodził ze swojego pokoju. Zacząłem się o niego martwić. Głupio byłoby sądzić, że to co zrobiłem mu się nie podobało. To nie ja tu jestem mistrzem dedukcji, ale odwzajemnił mój pocałunek, a potem cały czas się uśmiechał.
Tylko, że nie powiedział już ani słowa i zniknął.

Holmes nigdy nie przesiadywał w swoim pokoju. Chciałem go stamtąd jakoś wyciągnąć, nie mógł się tak zachowywać cały czas.

Otworzyłem drzwi do jego pokoju. Leżał na łóżku, trzymając dłonie pod brodą. Na obu rękach miał plastry nikotynowe. Mnóstwo plastrów. Nie było sensu wnikać.

- Idę z Rosie na spacer, idziesz z nami?

Nie otwierając oczu zaprzeczył.

- Nie będziesz tu siedział cały czas - podszedłem do okna i jednym ruchem odsłoniłem żaluzje. Detektyw jęknął.

Wcześniejsze wydarzenie coś we mnie odblokowało. To oczywiste. Czułość wręcz się ze mnie wylewała. Chciałem zciągnąć Sherlocka z łóżka pocałunkami, ale wiem, że tak to nie działa. Nie mogę nagle atakować go swoimi uczuciami. Dopiero udało nam się zacząć.
Przez ostatnie lata nasza relacja była bardzo dziwna, ale kłamstwem byłoby powiedzenie, że czysto przyjacielska. Dbaliśmy o siebie i kochaliśmy się, tylko, że bez słów i pożądania. Może dlatego tak trudno było się przyznać, że to uczucie istnieje. Ludzie zwykle rzucają się na siebie i nie mogą od siebie oderwać. U nas było spokojnie i za dobrze, żeby coś zmieniać. Choć przeżyliśmy już tak dużo, dopiero ten wypadek coś zmienił.

- Za dwie minuty wychodzimy. - Powiedziałem, opuszczając jego pokój.

Sherlock zamknął. drzwi wejściowe. Listopadowy wiatr był mroźny, więc poprawiłem Rosie szalik, aby dokładnie chronił ją przed zimnem.

- Może pozwól jej iść samej? - Zasugerował.

Spojrzałem na niego, a on z mojego wzroku wyczytał wszystkie "a co jeśli...".

- John, jesteś okropnie nadopiekuńczy.

Postawiłem córkę na ziemi i złapałem ją za rączkę.

Szliśmy w stronę parku. W pewnym momencie Rosie wyrwała mi się i zaczęła biec w stronę małego, rudego psa przywiązanego do ogrodzenia. Nie był groźny, raczej czekał na właściciela, ale i tak szybko ruszyłem za córką.

Sherlock dotarł do nas powolnym krokiem z nieznaczym usmiechem na ustach.

- Hm?

- Nic, nic. Po prostu Rosie nawet biega tak jak ty.

Rozbawiło mnie to i ucieszyło. Im większa była Rosie, tym bardziej przypominała mnie i Mary. Była rzeczywiście symbolem naszej miłości i to dawało mi wewnętrzny spokój.

W parku nie było zbyt wielu ludzi. Kilka biegaczy i matek z dziećmi.

- John? Hej! - Usłyszałem znajomy głos dobiegający z tyłu. Tylko do kogo należał?

Odwróciłem się. Sherlock zrobił to samo, ale wcześniej westchnął. On już zdążył rozpoznać ten głos.

- Wow, Sarah, cześć!

Naprawdę ucieszyłem się widząc ją. Wyglądała znacznie dojrzalej, niż kiedyś, ale nadal była bardzo ładna.

- A ta księżniczka, to musi być Rosie. - Spojrzała na nią z ciepłym uśmiechem. - Świetnie sobie radzisz w roli ojca. Podziwiam cię. Rosie na pewno wyrośnie na cudowną dziewczynę.

Sherlock stał obok rzucając tylko spojrzenie raz na mnie, raz na Sarę.

- Dziękuję. - Odpowiedziałem. - Na pewno tak będzie.

- Słuchaj, gdybyś kiedyś potrzebował pomocy, to nie krępuj się, dzwoń.

- Um.. Dzięki.

Sarah powiedziała jeszcze kilka miłych słów w stronę Rosie, rzuciła coś w stylu "muszę lecieć" i zniknęła.

- Wyszła za mąż, ale nie jest szczęśliwa. Nie może mieć dzieci i obwinia za to jego. Waha się. Chciałaby rozwodu, ale nie umie podjąć decyzji. Ma problemy z emocjami. - Powiedział od niechcenia Sherlock.

Spacerowaliśmy w komfortowej ciszy dość długo. Mijaliśmy kolejne alejki. Holmes nic nie mówił, ale chyba mu się podobało. Szedł z dłońmi w kieszeniach z twarzą zchowaną za kołnierzem.

W pewnym momencie podeszła do nas grupa młodych ludzi. Wyglądali na wyrośniętych nastolatków, więc pewnie byli studentami.

- Przepraszam, Pan Sherlock Holmes? - Zapytał najbardziej śmiały chłopak.

Sherlock posłał mu spojrzenie mówiące "a ilu znasz ludzi tak wyglądających?".

- No tak... to oczywiście Pan. Jesteśmy wielkimi fanami i chcieliśmy Pana poznać. Nie przeszkadzamy? - Zapytał patrząc również na mnie.

- Ależ skąd. - Powiedziałem, zanim Sherlock zdążył ich spławić.
Kontakt z ludźmi mu nie zaszkodzi.

Z grupki oderwała się jedna niska dziewczyna i podeszła do mnie. Miała krótkie kasztanowe włosy, grzywkę i bardzo specyficzne okulary z żółtymi szkłami.

- Dzień dobry, chciałam przeprosić za znajomych  ale szczerze mówiąc, to sama bardzo chciałam podejść.

- Ej, gentelmani, może dalibyście dziewczynie poznać Sherlocka. - Powiedziałem i wszyscy odwrócili się w moją stronę.

- Nie... - powiedziała cicho - ja jestem wielką fanką Pana bloga, chce zostać pisarką i po prostu uwielbiam pańskie opowieści.

Pozostali znowu przenieśli swoją uwagę na Sherlocka.

- Oh, przepraszam - Powiedziałem zmieszany, uśmiechając się. - To bardzo miłe... Jak masz na imię?

- Poppy. - Odpowiedziała.

- Więc, Poppy, co lubisz pisać?

- Najbardziej kryminały, ale nic nie równa się temu, co opisuje Pan.

- Bo żaden umysł nie napisze nic ciekawszego i bardziej porywającego, niż samo życie. - Zacytowałem detektywa.

- Uważam, że nawet korzystając jedynie z wyobraźni, napisałby Pan coś rewelacyjnego.

- Naprawdę nie był bym tego taki pewnien, ja nawet nigdy nie zamierzałem pisać. To wyszło tak przypadkiem.

Bardzo miło rozmawiało mi się z tą Poppy. O wiele lepiej, niż z kobietami poznanymi kiedyś w sklepie. Sprawiała wrażenie mądrej i poukładanej, więc mam nadzieję, że będzie dobrą pisarką.

- Pops, idziemy! - Krzyknęła jedna z dziewczyn.

- Jeazcze raz przepraszam... i dziękuję... i miłego dnia! - Powiedziała i pobiegła do grupy.

- Miłego dnia. - Powiedziałem z uśmiechem.

Powroty || JOHNLOCK || po 4 sezonieOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz