5. Sherlock POV

4.9K 574 282
                                        

- John, John. - Próbowałem go obudzić delikatnie potrząsając ramię i szepcząc jego imię.

Spał bardzo spokojnie, jednak wiedziałem, że muszę go obudzić.

- Jooooohn.

- Mary? - Powiedział. Nie jestem pewnien czy przez sen. Poczułem ukłucie.

- To ja Sherlock. Bardzo przepraszam. Wiem, że miałem zająć się Rosie i dać ci spać, ale chyba ją uszkodziłem. Cały czas płacze.

Przetarł oczy dłonią i wstał bez słowa pretensji.

- No to chodź, zobaczymy o co tyle krzyku. - Powiedział i ziewnął.

- Nie jesteś zły? - Naprawdę sądziłem, że będzie.

- Oczywiście, że nie.

Dziewczynka leżała na łóżku i niespokojne przebierała nóżkami.

- Hm... Pielucha nie jest do wymiany. Może jest głodna? - Powiedział w ten sam sposób, w jaki zawsze stawiał diagnozy, jak doktor Watson.

- Dałem jej butelkę zanim cię obudziłem.

Uniósł brwi.

- No widzisz, dałeś sobie radę.

- Ale ona nadal płacze. - Odpowiedziałem.

- No chodź do tatusia, co się stało córeczce? No co? - Mówił tym razem najbardziej opiekuńczym i kochającym tonem jaki kiedykolwiek słyszałem. John był zrobiony do kochania. W każdym milimetrze. - Co jest skarbie... Nie płacz. - Pocałował ją w czoło.

Czułem, że stoję tam jak idiota. Ludzkie uczucia nie robiły na mnie wrażenia. Tworzyły niepotrzebny kontekst, Eurus zdążyła mi to udowodnić, ale dla takiej miłości, choćby bezsensownej i nieprzydatnej w mojej pracy mogę być głupim, słabym człowiekiem.

Rosie uspokoiła się, ale wcale nie miała zamiaru spać.

- John, możesz zostać tu z Rosie. - Zaproponowałem. - Ona już się wyspała i raczej już nie usnie.

Doktor usiadł na podłodze opierając się o łóżko. Trzymał córkę w ramionach skupiając całą swoją uwagę na niej.

- Jeśli chcesz się jeszcze położyć, wezmę małą.

- Dziękuję Sherlock, ale ja też już nie usunę. Posiedzę tu jeśli ci to nie przeszkadza.

- Nie.. - Powiedziałem i usiadłem obok.

- Która jest właściwie godzina?

- 4:28.

- Kolejny długi dzień przed nami.

- Długi i nudny.

Siedzieliśmy tak w ciszy słuchając jedynie gaworzenia Rosie. Po kilku minutach poczułem głowę Johna na moim ramieniu. Usunął. Wziąłem dziewczynkę na ręce bardzo delikatnie, żeby nie obudzić Johna.

- Skoro już nie płaczesz, możemy porozmawiać. - Złapała mnie za dolną wargę i próbowała ciągnąć. - Oj, my dear Watson, przestań. // To musiało być po angielsku.//

- Rosamund, proszę cię, skup się. Powiedz coś.

Mała jednak pozostawała cicho.

- No proszę cię, może być jedna sylaba. Oh. Nie wiesz co to sylaba... Powiedz "bee", jak pszczółka. Bee.

Nadal nic.

- Uparta po tatusiu. No proszę cię, jedno małe "bee" i dam ci spokój.

Nie wierzę, że w ten sposób przekonywałem małe dziecko, jednak po jakimś czasie zadziałało.

Gdy usłyszałem słowo z jej ust, o mało nie zrzuciłem głowy Johna z ramienia.

- Gratulacje mały Watsonie, właśnie wkroczyłaś na nowy poziom intelektualny.

Powroty || JOHNLOCK || po 4 sezonieOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz