- John, John. - Próbowałem go obudzić delikatnie potrząsając ramię i szepcząc jego imię.
Spał bardzo spokojnie, jednak wiedziałem, że muszę go obudzić.
- Jooooohn.
- Mary? - Powiedział. Nie jestem pewnien czy przez sen. Poczułem ukłucie.
- To ja Sherlock. Bardzo przepraszam. Wiem, że miałem zająć się Rosie i dać ci spać, ale chyba ją uszkodziłem. Cały czas płacze.
Przetarł oczy dłonią i wstał bez słowa pretensji.
- No to chodź, zobaczymy o co tyle krzyku. - Powiedział i ziewnął.
- Nie jesteś zły? - Naprawdę sądziłem, że będzie.
- Oczywiście, że nie.
Dziewczynka leżała na łóżku i niespokojne przebierała nóżkami.
- Hm... Pielucha nie jest do wymiany. Może jest głodna? - Powiedział w ten sam sposób, w jaki zawsze stawiał diagnozy, jak doktor Watson.
- Dałem jej butelkę zanim cię obudziłem.
Uniósł brwi.
- No widzisz, dałeś sobie radę.
- Ale ona nadal płacze. - Odpowiedziałem.
- No chodź do tatusia, co się stało córeczce? No co? - Mówił tym razem najbardziej opiekuńczym i kochającym tonem jaki kiedykolwiek słyszałem. John był zrobiony do kochania. W każdym milimetrze. - Co jest skarbie... Nie płacz. - Pocałował ją w czoło.
Czułem, że stoję tam jak idiota. Ludzkie uczucia nie robiły na mnie wrażenia. Tworzyły niepotrzebny kontekst, Eurus zdążyła mi to udowodnić, ale dla takiej miłości, choćby bezsensownej i nieprzydatnej w mojej pracy mogę być głupim, słabym człowiekiem.
Rosie uspokoiła się, ale wcale nie miała zamiaru spać.
- John, możesz zostać tu z Rosie. - Zaproponowałem. - Ona już się wyspała i raczej już nie usnie.
Doktor usiadł na podłodze opierając się o łóżko. Trzymał córkę w ramionach skupiając całą swoją uwagę na niej.
- Jeśli chcesz się jeszcze położyć, wezmę małą.
- Dziękuję Sherlock, ale ja też już nie usunę. Posiedzę tu jeśli ci to nie przeszkadza.
- Nie.. - Powiedziałem i usiadłem obok.
- Która jest właściwie godzina?
- 4:28.
- Kolejny długi dzień przed nami.
- Długi i nudny.
Siedzieliśmy tak w ciszy słuchając jedynie gaworzenia Rosie. Po kilku minutach poczułem głowę Johna na moim ramieniu. Usunął. Wziąłem dziewczynkę na ręce bardzo delikatnie, żeby nie obudzić Johna.
- Skoro już nie płaczesz, możemy porozmawiać. - Złapała mnie za dolną wargę i próbowała ciągnąć. - Oj, my dear Watson, przestań. // To musiało być po angielsku.//
- Rosamund, proszę cię, skup się. Powiedz coś.
Mała jednak pozostawała cicho.
- No proszę cię, może być jedna sylaba. Oh. Nie wiesz co to sylaba... Powiedz "bee", jak pszczółka. Bee.
Nadal nic.
- Uparta po tatusiu. No proszę cię, jedno małe "bee" i dam ci spokój.
Nie wierzę, że w ten sposób przekonywałem małe dziecko, jednak po jakimś czasie zadziałało.
Gdy usłyszałem słowo z jej ust, o mało nie zrzuciłem głowy Johna z ramienia.
- Gratulacje mały Watsonie, właśnie wkroczyłaś na nowy poziom intelektualny.
CZYTASZ
Powroty || JOHNLOCK || po 4 sezonie
Fanfiction#221bpowroty Wydarzenia po czwartym sezonie. Piszę to właściwie dla siebie, bo choć skończyłam oglądać Sherlocka już dawno, zakończenie nie daje mi spokoju. I believe in johnlock, nawet, a przede wszystkim po trudnych chwilach z ostatniego sezonu. P...
