Gdy Sherlock po kilku dniach doszedł do siebie, postanowiłem coś zrobić. Wyciągnąć go z tego letargu, które potęgowało jeszcze jego złe samopoczucie. Wiedziałem, że muszę starać się bardziej, dać z siebie więcej.
Stanąłem nad jego łóżkiem. Spał sam. Osobiście postanowił, że nie wróci na górę, dopóki narkotyk całkowicie z niego nie zniknie. Nie było to konieczne, wiedziałem to jako lekarz, ale Sherlock chyba sam chciał się ukarać, a ja nie miałem nic do powiedzenia jeśli chodzi o tę decyzję.
Za oknem padał śnieg. Miasto powoli przygotowywało się do świąt i przytulna atmosfera panowała wszędzie.
Ukląkłem na łóżku opierając swoje dłonie po obu stronach twarzy detektywa. Był dość późny poranek, a ja dziś chciałem zrobić kilka rzeczy, więc musiałem przerwać jego sen.
- Sherlock. - Szepnąłem. - Sherlock, wstawaj.
Nawet nie drgnął.
- Sheeeeerlock.
Nadal nic.
Przełożyłem jedną nogę przez ciało Holmesa i teraz byłem dosłownie na nim. Zbliżyłem swoje usta do jego ucha.
- Wstaaaaawaj.
- Idź sobie, John.
- Nie. Obiecałem, że cię już nie opuszczę.
- Teraz mnie możesz opuścić. - Odwrócił się.
- Nie ma mowy, śpisz już strasznie długo.
Mruknął tylko i nie zmieniając pozycji próbował ponownie usnąć.
Nie dawałem za wygraną cały czas klęcząc nad nim.
Nagle jego ramie objęło mnie w pasie i przyciągnęło na łóżko. Zaskoczony wydałem z siebie ciche westchnienie.
Leżałem w połowie na łóżku, w połowie na Sherlocku.
- Co robisz? - Zapytałem niepewnie.
- Głupie pytanie. Csii... śpimy.
- Nie możemy tak...
- Csii. - Przerwał mi, objął jak wielkiego pluszowego misia i nadal nawet nie otworzył oczu.
Bezskutecznie próbowałem wyrwać się z mocnego uścisku detektywa.
- Mamy dziś coś do załatwienia. Wstawaj. - Powiedziałem w końcu.
Otworzył oczy.
- Sprawę? - Zapytał i w jego źrenicach momentalnie pojawił się błysk.
- Nie taką. Do Nowego Roku masz urlop. - Przypomniałem mu. - Zwykłą sprawę. Musimy kupić prezenty na świąteczną kolację. W tym roku organizuje ją Molly, więc nasza lista zadań zmniejszyła się do prezentów i ciasta... Sherlock? Słuchasz mnie?
- Przepraszam. Dużo mówisz. Konkrety.
- Idziemy kupić prezenty.
Wydał z siebie tylko pomrkuk niezadowolenia i wtulił głowę w mój obojczyk tak, że jego nieogarnięte loki łaskotały mój policzek.
- Nic poza potrójnym morderstwem mnie stąd nie wyciągnie.
Sherlock był nie do zniesienia. Jak zawsze, tak cudownie nie do zniesienia.
Pocałowałem go w policzek.
- Jeszcze zobaczymy.
Odszedłem zrezygnowany patrząc jak Sherlock triumfuje, obracając się na drugi bok.
CZYTASZ
Powroty || JOHNLOCK || po 4 sezonie
Fiksi Penggemar#221bpowroty Wydarzenia po czwartym sezonie. Piszę to właściwie dla siebie, bo choć skończyłam oglądać Sherlocka już dawno, zakończenie nie daje mi spokoju. I believe in johnlock, nawet, a przede wszystkim po trudnych chwilach z ostatniego sezonu. P...
