34. John POV

4.1K 398 174
                                        

Gdy Sherlock po kilku dniach doszedł do siebie, postanowiłem coś zrobić. Wyciągnąć go z tego letargu, które potęgowało jeszcze jego złe samopoczucie. Wiedziałem, że muszę starać się bardziej, dać z siebie więcej.

Stanąłem nad jego łóżkiem. Spał sam. Osobiście postanowił, że nie wróci na górę, dopóki narkotyk całkowicie z niego nie zniknie. Nie było to konieczne, wiedziałem to jako lekarz, ale Sherlock chyba sam chciał się ukarać, a ja nie miałem nic do powiedzenia jeśli chodzi o tę decyzję.

Za oknem padał śnieg. Miasto powoli przygotowywało się do świąt i przytulna atmosfera panowała wszędzie.

Ukląkłem na łóżku opierając swoje dłonie po obu stronach twarzy detektywa. Był dość późny poranek, a ja dziś chciałem zrobić kilka rzeczy, więc musiałem przerwać jego sen.

- Sherlock. - Szepnąłem. - Sherlock, wstawaj.

Nawet nie drgnął.

- Sheeeeerlock.

Nadal nic.

Przełożyłem jedną nogę przez ciało Holmesa i teraz byłem dosłownie na nim. Zbliżyłem swoje usta do jego ucha.

- Wstaaaaawaj. 

- Idź sobie, John.

- Nie. Obiecałem, że cię już nie opuszczę.

- Teraz mnie możesz opuścić. - Odwrócił się.

- Nie ma mowy, śpisz już strasznie długo.

Mruknął tylko i nie zmieniając pozycji próbował ponownie usnąć.

Nie dawałem za wygraną cały czas klęcząc nad nim.

Nagle jego ramie objęło mnie w pasie i przyciągnęło na łóżko. Zaskoczony wydałem z siebie ciche westchnienie.

Leżałem w połowie na łóżku, w połowie na Sherlocku.

- Co robisz? - Zapytałem niepewnie.

- Głupie pytanie. Csii... śpimy.

- Nie możemy tak...

- Csii. - Przerwał mi, objął jak wielkiego pluszowego misia i nadal nawet nie otworzył oczu.

Bezskutecznie próbowałem wyrwać się z mocnego uścisku detektywa.

- Mamy dziś coś do załatwienia. Wstawaj. - Powiedziałem w końcu.

Otworzył oczy.

- Sprawę? - Zapytał i w jego źrenicach momentalnie pojawił się błysk.

- Nie taką. Do Nowego Roku masz urlop. - Przypomniałem mu. - Zwykłą sprawę. Musimy kupić prezenty na świąteczną kolację. W tym roku organizuje ją Molly, więc nasza lista zadań zmniejszyła się do prezentów i ciasta... Sherlock? Słuchasz mnie?

- Przepraszam. Dużo mówisz. Konkrety.

- Idziemy kupić prezenty.

Wydał z siebie tylko pomrkuk niezadowolenia i wtulił głowę w mój obojczyk tak, że jego nieogarnięte loki łaskotały mój policzek.

- Nic poza potrójnym morderstwem mnie stąd nie wyciągnie.

Sherlock był nie do zniesienia. Jak zawsze, tak cudownie nie do zniesienia.

Pocałowałem go w policzek.

- Jeszcze zobaczymy.

Odszedłem zrezygnowany patrząc jak Sherlock triumfuje, obracając się na drugi bok.

Powroty || JOHNLOCK || po 4 sezonieOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz