Pairingi: NamJin, YoonMin, VHope, TaeKook
Gatunek: angst, lekki smut
Opis: Co się stanie jeśli nie wszystko pójdzie tak jak powinno?
Jin przystał na propozycję przyjaciół i będzie tego żałował do końca życia. Czy jego związek z Namjoonem przetrwa...
Ups! Ten obraz nie jest zgodny z naszymi wytycznymi. Aby kontynuować, spróbuj go usunąć lub użyć innego.
-Wy nic nie rozumiecie! On może zrobić sobie krzywdę. Jest w bardzo złym stanie psychicznym. Ma koszmary i fobię przed wodą. Musicie go szukać! -Yoongi stał przy biurku na komisariacie i krzyczał na dwóch policjantów. W głowie mu się nie mieściło, że nikt w tym momencie nie szukał jego Jimina. Przecież on był tam sam. Na pewno jest mu ciężko i nie radzi sobie. Przez to, co się działo ostatnimi czasy mógł nawet targnąć się na swoje życie, a policjanci tak po prostu przestali go szukać. Twierdzą, że porozsyłali jakieś ogłoszenia i nawet w telewizji puścili wiadomość o jego zaginięciu, ale to nic nie dawało. Od dwóch tygodni nie było żadnej wiadomości na temat jego miejsca pobytu. Teraz nawet Yoongi nie wiedział czy on żyje.
-Proszę się uspokoić. Robimy wszystko co w naszej mocy. -dość postawny mężczyzna próbował załagodzić sprawę. Był już zmęczony codziennymi sprzeczkami z licealistą. Od tych dwóch tygodni, gdy zaginął dzieciak pani Park, miętowowłosy nachodził ich. Na początku prosił o pomoc, ale ostatnio krzyczał na nich i wyzywał od nierobów.
Wszystkim już ta sytuacja grała na nerwach, a codzienne krzyki na komisariacie w niczym nie pomagały. Nie mogli już nic więcej zrobić niż to co zrobili, więc pozostało im czekać. Może ktoś w końcu go zauważy, może użyje swojej karty. To jednak były tylko gdybania, bo od tylu dni chłopak nie wykazał żadnego znaku życia.
-Jak mam się uspokoić, kiedy wy wszyscy siedzicie w komputerach i nie raczycie ruszyć swoich tłustych dupsk, żeby go szukać?! On jest teraz nieobliczalny! Co jeśli coś mu się stało?! -wykrzyczał, łapiąc za kołnierz jednego z policjantów. Powoli tracił już ostatnie szczątki nerwów. Jeszcze chwila i mógłby zrobić coś, czego by żałował.
Policjant zgromił go ponurym i morderczym wzrokiem, chcąc go jakoś speszyć, żeby odpuścił. Jednak Yoongi nie dawał za wygraną. Nie teraz, gdy posunął się tak daleko. Może w końcu go wysłuchają i się ruszą do roboty.
Tylko tego pragnął. Żeby znaleźli w końcu jego malutkiego Jimina. On gdzieś tam był. Sam, zdany tylko na siebie. Nie wziął ze sobą nic po za małym plecakiem z portfelem i kilkoma innymi rzeczami. Nie było opcji, żeby dał sobie radę przez tyle czasu.
-Hyung, jak się nie uspokoisz, to cię zamkną. -chłopak usłyszał za sobą znajomy głos, ale puścił dopiero, gdy jego właściciel podszedł bliżej i pomógł mu się odsunąć. -Przepraszam za jego zachowanie. Jest trochę zestresowany. -ukłonił się i wyciągnął starszego z komisariatu.
-Jungkook, puść mnie. Cholera jasna, muszę tam wrócić. -szarpał się, próbując się jakoś wyrwać. Miał dosyć już czekania aż policja coś zrobi, ale nie był w stanie sam znaleźć Jimina. Jedyne co mu pozostało, to codzienne przychodzenie do nich i krzyczenie. Może w końcu tak ich wkurzy, że zaczną go szukać.
-Wracasz do domu. -nie puszczał, ciągnąc go w stronę jego domu. Nie widzieli się już dobry miesiąc, ale gdy zobaczył w jakim stanie był przyjaciel nie mógł przejść obok obojętnie. Ktoś musiał pomóc Yoongiemu, a jak widać jego starsi koledzy się do tego nie rwali. -Musisz ochłonąć.
-W ogóle dlaczego cię to obchodzi? Nie było cię ponad miesiąc. Znalazłeś nowych przyjaciół, więc sobie do nich idź, ja ciebie nie potrzebuję. Nikt z nas nie potrzebuje takiego zdrajcy. Co? Zrobiło się ciężko, więc wymieniłeś nas na nowych? Jesteś żałosny. -warknął, w ogóle nie zastanawiając się nad słowami, które wypływały z jego ust. Całą frustrację, zbierającą się od kilku dni musiał jakoś z siebie wyrzucić, a Jungkook był na linii ognia. -Dlaczego tutaj w ogóle przylazłeś?
-Bo się martwię o ciebie, idioto! -krzyknął w końcu, nie mogąc wytrzymać. Prawdą było, że należało mu się, bo nie powinien ich zostawiać w tak trudnym czasie. Powinien im pomóc najpierw z Hoseokiem, a teraz z Jiminem. Wolał jednak uciec od problemów i zaszyć się gdzieś z ludźmi, których tak właściwie nie znał.
Yugyeom był miły i bardzo mu pomagał. Nie oczekiwał od niego nic w zamian. Jak na razie, bo Jungkook zauważył w jego spojrzeniu coś dziwnego. Coś tajemniczego i mrocznego. Miał wrażenie, że młodszy chce coś od niego, ale nie są jeszcze w tak dobrych stosunkach, żeby sobie to wziąć.
Czasami bał się spędzać z nim i z jego znajomymi czas. Mieli jeszcze głupsze pomysły niż jego przyjaciele. Tęsknił za nimi bardzo i żałował, że się tak odsunął, ale do tej pory sądził, że może jeszcze wrócić, że jest jeszcze szansa na powrót do tego co było miesiąc temu.
Teraz już wiedział, że zepsuł wszystko i może Yoongi był w złym stanie i dlatego to mu powiedział, ale ludzie pod wpływem nerwów mówią prawdę, dokładnie to co leży im na sercu. Był naiwny myśląc, że po czymś takim przyjmą go od tak jakby nigdy nic.
-Och, nagle sobie przypomniałeś, że istnieje ktoś taki jak Min Yoongi. Brawo. -w końcu zatrzymał się, ale niestety byli już przy jego bloku, więc Jungkook zdażył wepchnąć go do środka mieszkania. Odtrącił go i odsunął się od niego. Nie chciał słuchać pouczeń od nikogo, zwłaszcza od niego. To była jego własna sprawa, co i kiedy robi.
-Rozumiem, że jesteś wściekły, bo Jimin gdzieś uciekł, ale nie musisz mieszać mnie z błotem. To wy mnie odtrąciliście. Wtedy gdy najbardziej potrzebowałem pomocy, wy zajęliście się Hoseokiem, a ja?! Ja byłem jak jakiś pieprzony trędowaty! -z każdym kolejnym słowem podnosił ton głosu, aż ostatnie zdanie wykrzyczał w twarz starszego.
-Gdyby nie ty, nikt nie potrzebowałby pomocy. -po raz kolejny nie zastanowił się nad tym co mówi.
To był błąd, bo kolejne co poczuł, to mocne uderzenie na swoim policzku. Całkowicie się tego nie spodziewał, bo młodszy zawsze był opanowany. Nigdy na nikogo nie podniósł ręki. Jeszcze dwie minuty temu mógłby dać sobie rękę uciąć, że ten nie skrzywdzi nawet muchy.
Nie zastanawiał się ani chwili, bo gdy odzyskał równowagę w nogach, uderzył go pięścią w policzek. Z tym, że jego uderzenie było dwa razy mocniejsze niż powinno.
Jungkook zatoczył się i opadł na ziemię. Zrobiło mu się czarno przed oczami, ale na krótko, bo zaraz odzyskał świadomość i spojrzał w górę. Widział, jak Yoongi stoi nad nim i przygląda mu się. Jego mina wyrażała wiele emocji pomieszanych ze sobą. Były nimi między innymi smutek, ale też i wściekłość. Wyglądał jakby czuł się poniżony.
I tak też było, bo starszy nie wiedział, czy bardziej przejmuje się ucieczką Jimina, czy tym, że jego jeszcze do niedawna przyjaciel podniósł na niego rękę.
-Myślałem, że przyjaciół się nie bije. -kopnął go jeszcze w nogę i poszedł po schodach w górę do swojego pokoju. -Wynoś się stąd. -powiedział jeszcze na odchodne nie racząc go nawet jednym spojrzeniem.
Jungkook czuł się najgorzej. Czuł, że jest nic niewartym śmiechem, a ból krwawiącej wargi nie równał się z bólem jaki rozrywał jego serce. Właśnie stracił kolejną ważną osobę, która uświadomiła mu jak bardzo beznadziejny jest.
_______________________________________
Przepraszam, żetenrozdział jest tak krótki, ale niechciałamgo sztucznie przedłużać jakimiś przemyśleniami. Do następnego, buzi 💋