Rehab.

195 31 5
                                        

-Co z nim?-do sali wpadł zdyszany Jungkook

Ups! Ten obraz nie jest zgodny z naszymi wytycznymi. Aby kontynuować, spróbuj go usunąć lub użyć innego.

-Co z nim?-do sali wpadł zdyszany Jungkook. Gdy tylko dowiedział się, że Hoseok trafił do szpitala, nie mógł stać bezczynnie. Musiał go zobaczyć, bo co jeśli znów przyszedłby za późno?

-Jest stabilny. -Jin siedział przy jego łóżku od dobrych trzech godzin. Udało mu się razem z Namjoonem namówić jego matkę, żeby wróciła do domu i się chwilę przespała. Na początku nie chciała się zgodzić, ale po dłuższym suszeniu jej głowy o tym, przystała na propozycję. Była już wykończona pilnowaniem syna, gdy postanowiła zostać w Busan, żeby się nim zająć. Nigdy nie przepuszczała, że jest on tak słabo wytrzymały psychicznie. Przecież to był jej mały, grzeczny Hoseok, któremu nigdy nawet przez myśl nie przeszło branie narkotyków.

Mimo to dobrze rozumiała, jak mógł się czuć po odejściu Taehyunga. Dobrze znała tego chłopca, bo bardzo często u nich bywał. Chyba nawet częściej niż reszta znajomych jej syna. Spokojnie mogła powiedzieć, że byli najlepszymi przyjaciółmi, a utrata kogoś tak bliskiego sercu była potwornym doświadczeniem. Zwłaszcza dla tak młodego chłopaka, jakim był jej syn.

Była na siebie zła, to prawda. Nie musiała tyle pracować i non stop spędzać czas po za domem, ale gdy mąż odszedł, sama musiała zarabiać, a nie chciała by jej dziecko żyło w gorszych warunkach niż przedtem. Mógłby mieć do niej żal, że pozwoliła odejść ojcu i teraz sobie nie radzi. Nie mogła do czegoś takiego doprowadzić.

Nie sądziła tylko, że jej decyzje i poczynania sprawią, że Hoseok tak bardzo się stoczy. Nawet jeśli tak pracowała, to mogła wziąć sobie wolne, gdy dowiedziała się o śmierci Taehyunga. Syn do niej zadzwonił zapłakany jeszcze tego samego dnia, gdy sam został poinformowany. Jednak nie miała ochoty i siły urzerać się z szefostwem odnośnie wolnego.

Teraz już wiedziała, że trzeba było iść do lekarza i wziąć chorobowe.

-Co w ogóle się stało? Jak to możliwe? -wziął stołek i przysiadł się obok starszego. Widać było, że był zmęczony, a jego oczy były czerwone. Zapewne musiał chwilę temu płakać, bo jeszcze co rusz pociągał nosem i ocierał kąciki oczu.

-Wziął całe opakowanie tabletek nasennych. -westchnął ciężko i zamknął powieki. Miał już tego wszystkiego po dziurki w nosie. Chciał już stąd wyjść i odpocząć od całego świata, bo szczerze wszystko, dosłownie wszystko go irytowało. Nawet Hoseok, który był nieprzytomny i tylko leżał obok ledwo oddychając. Ale kurde właśnie. Leżał i w tym wypadku mu z całego serca zazdrościł.

-Dlaczego to zrobił? -młodszy nie mógł zrozumieć tego, co kierowało jego starszym, ale nie najstarszym kolegą. Domyślał się, że chodzi o Taehyunga i całą tą sprawę z jego śmiercią i zdradą, ale to nie był powód, żeby robić tak głupie rzeczy. Wiedział bardzo dobrze, że od dłuższego czasu chłopak brał jakieś prochy i palił zielsko, ale nie sądził, że może to pójść w tą stronę. Myślał, że on jeszcze szanował swoje marne, ale zawsze jakieś życie.

-Nie wiem. Jungkook, to mnie już nawet nie obchodzi. Ten człowiek przestał dla mnie istnieć. -podniósł się z krzesła z impetem, przez co to upadło. Jednak nie przejął się tym i po prostu wyszedł z sali, pozostawiając zszokowanego Jeona samego sobie.

Młodszy natomiast nie wiedział co ze sobą zrobić. Został sam z Hoseokiem i Bóg jeden wie, co się stanie, jeśli starszy się obudzi i go zobaczy. Na pewno będzie zły i może będzie go wyzywał, ale jeśli stanie się coś gorszego? Narkomani bez dostępu do narkotyków są nieobliczalni, a ich emocje są często spotęgowane. Dlatego nie wiedział, czego może się po nim spodziewać.

Pomimo wielu obaw nie zostawił go ani na chwilę. Czuł się winny, że to przez jego samolubność chłopak zrobił sobie taką krzywdę.

***

-Pani Jung? -do kobiety podszedł niski i nieco krępy mężczyzna. Miał na sobie kitel, więc kobieta mogła wnioskować, że jest lekarzem. Zatrzymała się więc i podeszła do niego. Już odespała swoje i chciała jak najszybciej dostać się do syna. Wiedziała, że jest pod najlepszą opieką personelu i przyjaciół, ale musiała przy nim być.

-Słucham? Chciałby pan coś wiedzieć? -postanowiła mimo wszystko wysłuchać mężczyzny, bo mógł mieć coś ważnego do powiedzenia. Może coś o stanie zdrowia jej syna, a to się teraz najbardziej liczyło.

-Chciałbym z panią porozmawiać. Zapraszam. -wskazał, aby weszła do jednego z pokoi. Co od razu zrobiła i usiadła na fotelu. Mężczyzna zaraz zajął miejsce obok niej na drugim fotelu i odłożył zapewne jakąś dokumentację na stolik. Płynął od niego taki stoicki spokój, ale przez chwilę się nie odezwał ani słowem. Kobieta pomyślała, że nie wie jak zacząć rozmowę, lecz wtedy usłyszała jego głos. -Chciałem się zapytać jak się pani czuje w obliczu takiej tragedii. Pani syn jest jak na razie stabilny i prawdopodobnie już jutro się obudzi, ale to nie zmienia faktu, że coś poszło nie tak.

-Wszystko jest w jak najlepszym porządku ze mną. To Hoseok teraz cierpi. -westchnęła ciężko. Nie spodziewała się, że lekarz będzie chciał zrobić jej sesję psychoterapeutyczną. Nie potrzebowała czegoś takiego. Sama sobie poradzi ze swoimi czy syna problemami. Takie sprawy są raczej prywatne i ludzie z zewnątrz nie powinni się do nich wtrącać. Zwłaszcza ludzie, których to nie dotyczy.

-Proszę mnie źle nie zrozumieć, ale... -oparł plecy o oparcie fotela i założył nogę na nogę. -Myślę, że powinna pani pomyśleć nad jakąś pomocą dla syna. Najważniejsze jest, żeby postawić go na nogi. Nie wiem jakie są powody jego narkomanii, a zawsze jakieś są, ale musi sobie z tym poradzić, a pani... pani nie będzie w stanie mu pomóc.

-Sugeruje pan, że nie potrafię zająć się własnym synem? -oburzyła się, ale gdzieś w głębi bardzo dobrze wiedziała, że lekarz ma rację i jeżeli do tej pory nie udało jej się odwieść Hoseoka od jego nałogów i problemów, to już nie da rady tego zrobić.

-Źle mnie pani rozumie. Po prostu chodzi mi o to, że on teraz potrzebuje się odizolować od środowiska, w którym żyje. Możliwe, że to znajomi mają taki na niego wpływ. Powinien pobyć sam, a ze względu na to, że jest jeszcze niepelnoletni, to sugeruję pani umieszczenie go w odpowiednim ośrodku dla ludzi z takimi problemami.

-Odwyk? -zmarszczyła brwi. Sama nie wiedziała jakie jest podłoże problemu. Rozumiała, że na pewno miała na niego wpływ śmierć przyjaciela, ale to chyba nie do końca wszystko, tak? Bo jak można chcieć się zabić przez przyjaciela?

-Myślę raczej o szpitalu psychiatrycznym.
_______________________________________

Wszystkiego najlepszego (ponownie) z okazji Dnia Dziecka, moje małe dzieciaczki! Więcej Wam nie powiem, bo nie umiem składać życzeń, ale! Będzie niespodzianka (której pewnie już każdy się spodziewa xd), tak więc wyczekujcie dzisiaj jeszcze czegoś.

Buzi. 💋

SecretOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz