Pairingi: NamJin, YoonMin, VHope, TaeKook
Gatunek: angst, lekki smut
Opis: Co się stanie jeśli nie wszystko pójdzie tak jak powinno?
Jin przystał na propozycję przyjaciół i będzie tego żałował do końca życia. Czy jego związek z Namjoonem przetrwa...
Ups! Ten obraz nie jest zgodny z naszymi wytycznymi. Aby kontynuować, spróbuj go usunąć lub użyć innego.
Powoli przesuwałsię po ścieżce rowerowej, choćbył pieszo. Przecież nic nie jechało, więc po co miałbyzniej schodzić? W końcubyłśrodek nocy, a o tej porze nikt normalny nie jeździ na rowerze. Po za tym, kto by chciał w tak paskudną pogodę. Odkilku godzin padałjużdeszcz i nie zapowiadałosię, żeby się przejaśniło. O ile możnapowiedzieć o przejaśnieniu w nocy.
Jimin czułsię dziwnie lekki, jakby zrzucił z siebie całyciężar smutków i problemów jakie do tej pory miał. Teraz jakby nie istniały i miał nową, czystą kartę. Było todośćdziwne uczucie. Byćtakim wolnym i chyba szczęśliwymczłowiekiem, bo przecieżcały czas sięuśmiechał.
Nagle zobaczył jadący w oddali samochód. Poruszałsię z niesamowitą prędkością, nie zważając na jakiekolwiek zakręty czy koleiny na drodze. Po prostu pruł przed siebie jak szalony.
W momencie, gdy podjechał bliżej, Jimin zauważył, że to nie jest zwykłysamochód. Autobus szkolny, taki sam, jakim jechali wtedy przed wypadkiem.
Gdy akurat go mijał, czas jakby sięzatrzymał i chłopak zdołał zauważyć roześmianych przyjaciół w jego wnętrzu. To byli jego przyjaciele i... on? Tak, to zdecydowanie był on.
Chciał ich jakoś ostrzec, że to niebezpieczne, że hamulce wcale nie działają. Zaraz to sięźleskończy, ale nie był w stanie zdążyć. Nim się odwrócił wystarczająco w ich stronę, autobus odjechał, a on tylko zobaczył siebie stojącego przy tylnej szybie. Patrzyli się na siebie, wiedząc co zaraz się stanie, lecz żaden nie mógł nic z tym zrobić.
Patrzył.
Mrugnął i nagle wszystko zrobiłosięczarne. Przeniósłsię w inne miejsce, jakby ciemniejsze i mniejsze. Czuł, żeleży i ma bardzo mało miejsca do poruszania się.
Zaczął walić w sufitdosłowniedziesięć centymetrów nad swoją głową, ale nic to nie dało. Krzyczał i drapał w niego, czując jak powoli rani sobie palce. Jednak wszystko na nic. Musiałsięuspokoić i wszystko na spokojnie przemyśleć.