Pairingi: NamJin, YoonMin, VHope, TaeKook
Gatunek: angst, lekki smut
Opis: Co się stanie jeśli nie wszystko pójdzie tak jak powinno?
Jin przystał na propozycję przyjaciół i będzie tego żałował do końca życia. Czy jego związek z Namjoonem przetrwa...
Ups! Ten obraz nie jest zgodny z naszymi wytycznymi. Aby kontynuować, spróbuj go usunąć lub użyć innego.
Godziny mijały, a jak wieści nie było tak Jin cały czas siedział w swojej celi na zimnym łóżku. Cała sprawa wyglądała beznadziejnie, bo 48 godzin zmieniło się w cztery dni, czego sam nie rozumiał. Okej, były jakieś tam dowody, ale żeby go od razu zamykać na stałe?
Zastanawiający był też fakt, iż przez te kilka dni po za osobami przynoszącymi jedzenie, to nikt do niego nie zaglądał. Żaden policjant. Nic. Nie chcieli nawet kolejnych zeznań, czy czegoś w tym stylu. Prawdopodobnie nawet już przestali szukać innych podejrzanych i po prostu czekają na decyzję o rozprawie.
To było tak okropnie dołujące i przytłaczające, że Jin w ogóle nie chciał o tym myśleć. Ta cała sytuacja przyprawiała go o ból głowy, który nie opuszczał go już od kilku dni. Nawet nie mógł wziąć tabletek, które na pewno leżały w szufladzie jego biurka... zaraz obok uroczego albumu ze zdięciami z jego różowego instaxa. Na praktycznie wszystkich byli jego przyjaciele, którzy robili nie wiadomo co.
To była kolejna przygnębiająca myśl. Na pewno wszyscy się o niego bez sensu martwili, a zwłaszcza Namjoon. Nienawidził nie mieć z nim kontaktu przez tak długi czas, a już przeświadczenie, że siedzi sobie gdzieś tam i wkurza się, że nie mogą się zobaczyć. Bo na pewno tak było. Byli już ze sobą długo, ale nie na tyle, żeby ich związek istniał już z przyzwyczajenia. Kochali się z całego serca i nie do pomyślenia było, że mogliby wytrzymać bez siebie tyle czasu. Jin czuł ogromną pustkę, gdy nie było go obok. To tak, jakby stracił prawą rękę.
-Kim Seokjin, możesz wyjść. -czarnowłosy usłyszał głos zza drzwi. Był to jeden z policjantów, którzy przynosili mu codziennie jedzenie. Gdy drzwi się uchyliły, mężczyzna nie wchodził do środka, tylko czekał aż młody wyjdzie. Trochę się zeszło nim Jin zrozumiał, że wcale nie żartował i podniósł się z podłogi pod oknem. Swoją drogą były w nie wmontowane zimne stalowe kraty, nie pozwalające na jakąkolwiek ucieczkę. Tak, jakby chciał skakać z trzeciego piętra.
-Mogę... Mogę iść do domu? -zaczął dość cicho i niepewnie, ale gdy policjant pokiwał głową, ucieszył się niesamowicie. W końcu nie codziennie wychodzi się z więzienia. Jak na razie nie wiedział o co chodzi i czy go uniewinnili, ale nie zamartwiał się tym. Myślał cały czas o powrocie do domu i długim seksie z Namjoonem w jego pokoju.
***
-Poważnie? -Jin aż się zakrztusił jedzeniem, gdy jego mama tłumaczyła mu co się stało. Oczywiście nie wiedziała całej prawdy, bo nie mogła wiedzieć, że jej syn poważnie kogoś zabił. Co prawda przez przypadek, ale zrobił to i do końca życia będzie go to prześladowało.
-Oczywiście. Chyba Jungkook, dobrze mówię? Tak to na pewno ten młody chłopiec. Poszedł na komisariat i złożył zeznania, że byliście wtedy w sklepie. Okazało się, że miał on monitoring i wszystko się potwierdziło. -zaćwierkała całkowicie szczęśliwa. Nie widziała syna tylko kilka dni, co zdarzało się już bardzo często i nigdy nie była tak... zaabsorbowana nim.
Jin zastanawiał się czy nie podmienili mu mamy, gdy ta oznajmiła, że ma wolne przez tydzień, a jego ojciec wyjdzie dzisiaj wcześniej z pracy. To się nigdy nie zdarzało. On zazwyczaj nawet wakacje i ferie spędzał sam, a jak jechał gdzieś za granicę to z innymi krewnymi. Na prawdę nie pamiętał kiedy ostatnio jego rodzice mieli wolne.
Mimo wszystko nie łudził się, że nagle wszystko się zmieni i będą cudowną rodzinką, która jada razem kolacje i spędza weekendy na głupich wypadach na miasto czy po za nie. Wiedział bardzo dobrze, że to tylko chwilowe zachowanie spowodowane jest tą całą niesprawiedliwością- w mniemaniu jego rodziców.
-Um... a co z tym dna? Zrobili ponownie testy? -odłożył pałeczki na bok. W końcu zjadł coś pożywnego i dobrego, bo jego mama gotowała jak bogini.
-Oczywiście, że zrobili. Te konowały coś popieprzyły. -odchrząknęła, próbując zatuszować przekleństwo, ale Jin już się przyzwyczaił, że ta nie szczędzi w słowach. -Pomylili wyniki i to dna należało do ofiary. Dlatego znów nic nie wiedzą i nie mają dowodów, a co najważniejsze już nikt cię nie oskarży za coś czego nie zrobiłeś. -pocałowała go w czoło i zebrała naczynia, by wstawić je do zmywarki.
W tamtym momencie coś mocno zakuło go w sercu. Poczuł się winny całemu temu zdarzeniu, tej śmierci przypadkowej osoby. Jak mógł do tej pory tak bez żadnych konsekwencji żyć i nie myśleć o tym. Powinien cały czas czuć to poczucie winy, które dopiero teraz go dopadło. Sam siebie nie poznawał. Ta obojętność i przejście do życia codziennego po czymś takim było nie do pomyślenia. Brzydził się sobą.
Co gorsza jego mama wierzyła, że jej syn jest niewinny. O jak bardzo się myliła. Co by zrobiła gdyby się dowiedziała? Co Jin by zrobił? Na pewno zapadłby się pod ziemię i już nigdy spod niej nie wyszedł. Nie mógłby spojrzeć jej w twarz, co już teraz robiło się coraz trudniejsze. Jego rozmyślania rozwiał dzwonek do drzwi i zaraz głośne pukanie. Nie czekał aż jego rodzicielka otworzy, bo była już zajęta w kuchni, więc poszedł sam.
-Jin! -nim zdążył się odsunąć, poczuł, jak drobne ciało zwieńczone blond kosmykami ku górze, rzuca się na niego i mocno tuli. Jak on w tak małym i drobnym ciałku miał aż tyle siły?
-Ach, Jimin. Mi też miło cię widzieć. -zaśmiał się i gdy chłopak się odsunął, zauważył resztę przyjaciół, którzy od razu wepchnęli mu się do domu. Nawet nie zapytali się czy mogą, to było zbyt naturalne, żeby się pytać.
-Chłopaki, kocham was i w ogóle, ale moja mama ma wolne... no i ten... -podrapał się z tyłu głowy, ale nie zdążył kontynuować swojej wypowiedzi, gdy kobieta podeszła do nich.
-Oj nie bądź taki. Ja sobie poradzę, a chłopcy na pewno też się stęsknili. Wejdźcie. -zaprosiła ich gestem ręki i w odpowiedzi usłyszała chórem "Dziękujemy, pani Kim!".
Na początku wszyscy siedzieli spięci i wymieniali tylko zdawkowe pytania i odpowiedzi. Dopiero, gdy mama Jina wyszła z domu po jakieś zakupy, zaczęli żywo rozmawiać. Nie ma co ukrywać, kobieta nie mogła wiedzieć wszystkiego, a żeby co kolwiek wyjaśnić najstarszemu, musieli poruszyć tematy, o których nie powinni mówić innym.
-Powinieneś wycałować stopy Yoongiego. -w końcu Jimin przerwał głośne niezrozumiałe rozmowy, ale gdy Jin nie zrozumiał o co chodzi, kontynuował. -To on zmanipulował nagrania w tamtym sklepie.
-Jejku, na prawdę? -wszyscy byli w ciężkim szoku, że ten dziwny plan wypalił i że Yoongi miał na aż tak wysokim stopniu umiejętności informatyczne, ale jego to zamurowało. Nie spodziewał się, że ktoś będzie aż tak ryzykował (bo w końcu to trochę niezgodne z prawem) dla niego.
-Wiesz... wystarczy w sygnet. -wystawił w jego stronę dłoń z tą poważną miną.
Po chwili konsternacji wszyscy roześmiali się głośno, łącznie z miętowowłosym. Jak widać i on czasem miał poczucie humoru i nie był bierny we wszystkim. Coraz częściej pokazywał swoje inne oblicza.
-Mam nadzieję, że to już koniec naszych dziwnych przygód. -westchnął w końcu Namjoon, opierając się plecami o oparcie kanapy.
Wszyscy już mieli dość tych podbramkowych sytuacji, oskarżeń, czy krzywych spojrzeń. W końcu przyjaźnili się z Jinem, wieści po szkole szybko się rozchodziły i w ciągu kilku godzin cała ich grupka była na ustach większości uczniów.
-Wręcz przeciwnie. -zaczął Jin, pochylając się ku środkowi. -Mam zamiar dowiedzieć się, kogo zabiłem.
A/N: Dzisiaj trochę krócej, tak lajcikowo, żeby rozwiązać pewne sytuacje, ale obiecuję, że w następnym rozdziale będziesiędziałowięcej ♡