Pairingi: NamJin, YoonMin, VHope, TaeKook
Gatunek: angst, lekki smut
Opis: Co się stanie jeśli nie wszystko pójdzie tak jak powinno?
Jin przystał na propozycję przyjaciół i będzie tego żałował do końca życia. Czy jego związek z Namjoonem przetrwa...
Ups! Ten obraz nie jest zgodny z naszymi wytycznymi. Aby kontynuować, spróbuj go usunąć lub użyć innego.
Od pamiętnego postanowienia Jina minął już prawie tydzień, a nie poruszył więcej tego tematu. Wszyscy wiedzieli, że jego plan, jaki by nie był, nie zakończy się dobrze. Dlatego też nikt nie wspominał ani nie pytał się o niego. Wiedzieli, że w końcu przyjdzie czas, w którym ich oświeci co do tego wszystkiego, ale nie spieszyło im się.
-Jimin, ja szanuję, że chcesz się upewnić, że trafię do pracy, ale daruj sobie. -Jungkook zatrzymał się w pół kroku i zwrócił twarzą do niższego.
Miał po dziurki w nosie tego całego martwienia się i opiekowania nim, jakby był jakimś pieprzonym dzieckiem. Przecież z nich wszystkich zachowywał się najdojrzalej, więc o co chodziło temu blondynowi? Przecież mógł wrócić do domu razem z Yoongim i robić cholera wie co, a nie szlaja się za nim.
Sam fakt towarzystwa Jimina, którego ilość ostatnio zwiększył względem Jeona, nie był taki zły. Po prostu Jungkook już od jakiegoś czasu nie pracował i po szkole chodził do Taehyunga uczyć się. To był oczywiście pretekst do tego, żeby upewnić się, czy z nim wszystko w porządku. Po za tym Kim powiedział mu, że jego ojciec złagodniał od kiedy młody zaczął do niego przychodzić. Nie bił już tak często mamy i nie wyżywał się na synu. Co więcej! Ostatnio trzy dni pod rząd był trzeźwy, co było niespotykanym zjawiskiem.
Co do Taehyunga... on sam nie wiedział, co się dzieje z jego światem. Z jednej strony spotykał się z chodzącym słońcem, tryskającym szczęściem i miłością na prawo i lewo. Z drugiej zaś przychodził do niego ten dzieciak, który potrafił zawsze poprawić mu humor i zrozumieć wszystkie problemy. Nie był tak idealny jak jego "nadzieja", ale od tych kilku dni pomógł mu już więcej razy niż mógłby poprosić.
Tae nie chciał ranić Jungkooka w żaden sposób, ale doskonale wiedział, że robi to na każdym kroku. Udając, że nie pamięta ich pocałunku, czy klejąc się do swojego chłopaka. Jednak nie mógł nic na to poradzić, kochał Hoseoka, a do Jeona... sam nie wiedział co czuje i czy w ogóle jest co czuć.
Jedno wiedział na sto procent... ani jednemu nie chce zrobić krzywdy, ani drugiemu. Tylko, żeby spełnić to życzenie musiałby żyć w jakimś chorym trójkącie.
Jak mógłby zranić jedno bądź drugie? Obaj byli niesamowicie męscy, przystojni i umięśnieni, choć każdy na swój sposób. Hoseok to ucieleśnienie wszelkich możliwości fizycznych człowieka połączone z nieustającym szczęściem. Tae śmiał się czasem, że gdyby mógł, to oddając krew, oddawałby też płynne szczęście.
Natomiast Jungkook... coś go w nim intrygowało, może ten przenikliwy wzrok? Badał go za każdym razem, gdy byli obok. Choć Tae nie widział tego, to czuł niemalże na skórze, jak młody próbuje wyłapać każdy jego ruch. Każde napięcie mięśni. Uśmiech. I Kim nie mógł przestać myśleć o tych niesamowicie miękkich i soczystych wargach, które...