e i g h t

2.5K 156 59
                                        

- Mmm, gdzie ja jestem? - spytał Cameron zachrypniętym głosem. - Czemu boli mnie głowa? - usiadł na brzegu kanapy.

- Widzę, że jesteście po dobrym melanżu. - miałam zamiar budzić całą trójkę. - Fajnie się to bawiło bez nas? - założyłam ręce na piersi mówiąc sarkastycznie.

- Lily, ucisz się, mówisz za głośno. - na słowa Camerona przewróciłam oczami. - Nie wiem czemu tak się stało - wytłumaczył.

Usiadłam obok leżącej Rosie i lekko szarpnęłam ją za ramię.

- Wstajemy księżniczko. - dziewczyna nadal nie reagowała. - Haloo, nie śpimy już. - przybliżyłam się do niej i odgarnęłam jej blond włosy za ucho. - Słodka jesteś jak śpisz, ale mam złą wiadomość. - Rosie tylko coś mruknęła w odpowiedzi. Cóż.

- Eliot, budź się. - rzuciłam w niego poduszką, na której leżała Rosie. Przeklnął coś pod nosem i odwrócił się w drugą stronę. W tym samym czasie Cameron wybrał się do łazienki.

Położyłam się obok nich. Nie spałam prawie całą noc nie licząc dwóch godzin drzemania na szybie. Nie byłam zbyt wyspana. Co dopiero Shawn, który przez całą drogę jechał z jednym postojem. Podziwiam go za wytrwałość.

Jest już koło jedenastej rano, niemal jesteśmy na miejscu. Prawie, bo zostało jakieś pół godziny. Ale co to w stosunku do całej nocy?

Chcę dodać, że to nie tak, że tylko spałam i nie interesowała mnie cała jazda, wielokrotnie mówiłam Shawnowi, że możemy się zmienić! Jestem całkiem niezła w jeździe autem, nie miałam nigdy większego wypadku od przejechania wiewiórki. Przysięgam, że sama weszła mi pod koła.

Nie wyobrażam sobie, żeby Shawn nie spał całej nocy i chodził z nami zwiedzać Amarillo. Tak więc przewiduję, żeby coś zjeść i chociaż na chwilę odpocząć. Ostatni raz szarpnęłam lekko za Rosie i poszłam sprawdzić co u Shawna.

- Ile jeszcze? - stanęłam w ,,progu", opierając się o krzesło przyjaciela.

- Koło piętnaście minut - powiedział prawie nieprzytomny. Super.

- Shawn - zaczęłam.

- Nic nie szkodzi. Jeszcze chwila i odpocznę. - ciągle stawał przy swoim.

- Nie spałeś całą noc. - zauważyłam i usiadłam na fotelu obok.

- Ty też.

- Nieważne, kiedy dojedziemy na chwilę się zatrzymamy i chociaż trochę się prześpisz. Bez pośpiechu. - powiedziałam.

Usłyszałam zamykanie się drzwi z łazienki. Cameron zdecydowanie nie wyglądał najlepiej. Rosie zdążyła się przebudzić i coś zjeść, a Eliot nadal chrapał.

- Eliot! - zawołałam donośnym głosem, bo ileż można spać? To aż niezdrowe.

- Zamknij się, dziewczyno, błagam! - krzyknął Cameron zza fotelu, a Shawn się cicho zaśmiał.

Przewróciłam oczami i uśmiechnęłam się pod nosem. Trzeba było nie pić.

Mimowolnie ziewnęłam i jak nigdy zapragnęłam po prostu usnąć. Za długo na nogach. Kiedy sobie jeszcze przypomnę, że Shawn w ostatnią noc siedział do późna dziwię się, że mój przyjaciel nie jest wampirem.

Ostatnie minuty drogi spędziłam towarzysząc Shawnowi. W końcu zaparkował na jakimś oddalonym parkingu i wyłączył silnik. Spojrzał na mnie podkrążonymi oczami i uśmiechnął się.

- Dojechaliśmy.

- Idź na chwilę odpocząć, połóż się. - upomniałam go.

- Zachowujesz się jak moja mama. - zaśmiał się. - Martwisz się o mnie.

- To nic złego. Po prostu jechałeś tyle godzin bez snu, że wyglądasz jak zombie. Nie chciałabym, żebyś się gdzieś przewrócił. - uśmiechnęłam się lekko. - Dobranoc Shawney.

Chłopak położył się obok Eliota i natychmiast zasnął. Biedactwo.

Usiadłam przy stoliku obok Camerona i zjadłam wcześniej przygotowaną przez Rosie porcję jajecznicy.

- Jak się czujesz? - spytałam popijając wodę.

- Nie najlepiej. - spojrzał na mnie. - Jechaliście całą noc? - przytaknęłam. - Boże, przepraszam.

- Przeproś Shawna, cały czas prowadził. - powiedziałam zgodnie z prawdą. - Ledwo co widział na oczy. - lekko się uśmiechnęłam na wspomnienie nocnej jazdy po autostradzie. Było fajnie.

- Miało się skończyć na jednym kieliszku. - westchnął. - Zawsze tak jest.

- Już nie ważne, lepiej powiedz czemu zostawiliście nas samych w Las Vegas? Co jakbyśmy się zgubili? - spytałam z irytacją w głosie. - Nie rozumiem.

- Ale-

- Rosie mi powiedziała. - przerwałam mu.

- Wiesz, jak chłopak zerwie z dziewczyną to zazwyczaj jest zdołowany. - zaczął mi tłumaczyć. - Ale jeśli znajdzie sobie inną dziewczynę to jest mniej zdołowany. - powiedział, a ja skrzywiłam się. To nie miało sensu.

- I liczyliście, że pomogę znaleźć Shawnowi nową panienkę? - spytałam.

- Lily, jesteś czasami taka głupia. - pokręcił głową ze śmiechem. - Chodziło o ciebie. - zaśmiał się i spojrzał na mnie.

Przewróciłam oczami.

- Robienie ze mnie i Shawna pary było śmieszne w piątej klasie. Jesteśmy p r z y j a c i ó ł m i - podkreśliłam. - Przyjaciółmi. Jak rodzeństwo. Łapiesz?

- Dobra pomysł z zostawieniem was samych w Las Vegas był głupi i dziwny, ale serio nigdy nie myśłałaś o Shawnie jako chłopaku, który ci się podoba? - spytał ciekawsko.

Po krótkim zastanowieniu się szybko powiedziałam.

- Nie. - skłamałam. Przez całą podstawówkę Shawn mi się podobał. Cóż mogę poradzić? Byłam dzieckiem. Nikt z wyjątkiem Rosie o tym nie wie.

Cameron uniósł jedną brew, a ja posłałam mu pytający wzrok.

- Lepiej idź na chwilę spać. Dobrze ci to zrobi. - zmienił temat. Aha.

Posprzątałam po sobie i udałam się do ,,mojego" łóżka przy przejściu. Przymrużyłam oczy i niemal od razu zasnęłam. 

road trip | shawn mendesOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz