Nazajutrz obudziliśmy się wraz ze wschodem słońca. Tak jak myślałam. Przez chwilę poczułam się jak bezdomna, ale teraz to nie grało roli. Ptaki śpiewały, a szum morskich fal zdawał się jakby miał rozpocząć cały dzień.
Nie wierciłam się, bo ręka Shawna jak zwykle leżała na mnie, a ja nie chciałam go budzić. Lekko odgarnęłam moje włosy, niechlujnie leżące na jego twarzy. Uścisk jego dłoni mimo snu wciąż był mocny. Czy naprawdę tak się bał Camerona?
Pozostała czwórka nadal spała. Nie miałam nic do roboty, ale pęcherz wielkości wiewiórki dał o sobie znać. Intuicja podpowiadała mi, że jest coś około szóstej rano, choć nie byłam wprawdzie pewna. Spojrzałam na zablokowany w kieszeni mojej bluzy telefon.
4:53
Cóż, jedni po prostu nie mają wyczucia czasu. Delikatnie podniosłam moją rękę, żeby odłożyć ogromną dłoń Shawna na bok, ale ten niespokojnie się poruszył i znowu przyciągnął mnie do siebie.
Okej, to było słodkie kilka godzin temu. Daj mi wyjść, Shawn.
- Shawn, puść mnie. - powiedziałam cicho, lekko szarpiąc jego rękę. Wymamrotał coś przez sen, ale ja dalej nie uzyskałam odzewu. - Przestań, to już nie jest śmieszne. - dodałam nieco głośniej i uszczypnęłam go w dłoń, na co syknął.
- Co chcesz?
- Muszę iść do łazienki. Nie chciałeś mnie puścić. - wyjaśniłam, a chłopak usiadł.
- Która godzina? - przetarł oczy i ziewnął. Wyglądał na zmęczonego. - I czemu już nie śpisz?
- Piąta. Po prostu wstałam, nie wiem dlaczego. I muszę iść do łazienki. - odpowiedziałam i usiadłam po turecku. - Nie chciałam cię budzić, ale chyba innego wyjścia nie było.
Shawn posłał w moją stronę lekki, zaspany uśmiech, który szybko odwzajemniłam.
- Wiesz może gdzie mogę znaleźć toaletę? - rozejrzałam się wokół siebie, ale jedyne co mnie otaczało to camper, piasek, woda i piasek.
- Idź do morza. - wzruszył ramionami, na co ja przewróciłam oczami.
- Mówię poważnie. - lekko się zaśmiałam.
- Po prostu idź do campera.
Czasem mam wrażenie, że nie potrafię myśleć. Westchnęłam i powoli wstałam. Wzięłam głęboki wdech morskiego powietrza i udałam się w stronę wozu. Szarpnęłam za drzwiczki, ale były zamknięte. Spojrzałam na Shawna, pokazując, że nie ma klucza, ale zorientowałam się, że chyba przysnął.
Czy powinnam obudzić Eliota?
Nie obchodzi mnie to, ale chce mi się siku.
- Eliot. - szarpnęłam za jego ramię. - Daj klucze. - kiedy widziałam, że nie reaguje, pociągnęłam za koc, którym był przykryty. - No weź, wstawaj. - mlasknęłam.
Chłopak przewrócił się na drugi bok i widocznie miał mnie gdzieś.
Sama sobie wezmę.
Uklęknęłam obok jego ręki i powolnym ruchem włożyłam rękę do kieszeni jego bluzy. Z pewnością wyglądało to dziwnie, ale nie interesuje mnie to. Napotkałam małą paczkę gum, jego telefon, jakiś paragon i kluczyki. Jest.
- Dzięki za pomoc. - burknęłam i czym prędzej udałam się do pojazdu.
Weszłam do malutkiej łazienki i załatwiłam swoją potrzebę. Muszę przyznać, że dziś wyglądałam całkiem ładnie. Jakby do tego dodać makijaż i wyprostowane włosy śmiało mogłabym pozować na pierwszych stronach gazet.
CZYTASZ
road trip | shawn mendes
FanfictionLily, Shawn, Cameron, Rosie i Eliot to przyjaciele od zawsze. Kończąc szkołę średnią, postanawiają zrobić coś, co zapamiętają do końca życia. Wyruszają w podróż przez połowę kraju starym kamperem rodziców. Dla młodych ludzi z osiemnastką na karku i...
