t w e n t y - e i g h t

1.8K 118 52
                                        

Z samego rana w końcu wyjechaliśmy. Już nawet nie myśleliśmy o wycieczce do Orlando, bo jak na ostatnie dni mamy zdecydowanie dosyć przygód.

Shawn i ja jesteśmy już w stu procentach pogodzeni. Do teraz dziwię się, że ma taką anielską cierpliwość i po prostu przyjął przeprosiny. Jestem ze sobą cały czas, więc wiem jak czasami jest to męczące.

Dziś prowadzi Cameron. Nie dlatego, że nie chcieliśmy puścić Eliota czy coś, ale po prostu nie chciał. Jeśli chodzi o niego i Rosie, to wciąż są pokłóceni. Znaczy teoretycznie już ze sobą nie są, ale myślę, że jeszcze do siebie wrócą. Mam taką nadzieję.

Nie dlatego, że ich shippuję czy coś. Okej, może tak, ale po prostu nie wyobrażam sobie tej atmosfery wśród nas. Założę się, że będzie o wiele niezręczniej.

Tej nocy spałam z Shawnem na tyle campera. To zdecydowanie moje ulubione miejsce tam. Nie wiem, może po prostu to jakaś dziwna energia, a może tylko mi się wydaje, ale śpiąc na tamtym łóżku czuję się wypoczęta jak nigdy.

Choć może to zasługa Shawna

Aktualnie też się obok niego znajdowałam. Leżymy na tylnej kanapie, moja głowa jest oparta o jego ramię, a Shawn obejmuje mnie jedną ręką. To moja kolejna ulubiona czynność. Jego dłoń znajduje się w moich włosach, a niektóre kosmyki zawija sobie wokół palców.

- Chcesz zobaczyć? - pokazał mi telefon, na co odpowiedziałam ciche ,,hm?", bo niezupełnie wiedziałam o co mu chodzi. - Konwersację ze Stellą. - dodał cicho.

- Jejciu, Shawn. - zwróciłam się do niego, obracając głowę tak, abyśmy się widzieli. - Nie musisz i tego pokazywać, naprawdę. Nie chcę, żebyś uważał, że masz się z takich rzeczy tłumaczyć. - powiedziałam, a chłopak lekko się uśmiechnął. - Po prostu ci ufam, okej?

- Okej. - uśmiechnął się dumnie. - Ale jednak przeczytaj, po prostu. - podał mi telefon, na co przewróciłam oczami ze śmiechem.

Stella Parker:

Hej, Shawn.

Shawn Mendes:

Więc teraz się odzywasz?

Stella Parker:

Ogromnie Cię przepraszam, po prostu miałam gorszy czas w życiu.

Shawn Mendes:

Aha.

Stella Parker:

Ale już jest lepiej, dzięki, że pytasz:) W każdym razie dowiedziałam się, że nagrywasz covery! To naprawdę świetnie! W Malibu każdy o tym gada. Wiedz, że od początku w ciebie wierzyłam!

Shawn Mendes:

Nie uważasz, że to dziwne odzywać się po kilkunastu dniach kiedy po prostu mnie olałaś?

Stella Parker:

Mówiłam, że przepraszam.

Stella Parker:

Strasznie za tobą tęsknię, przykro mi, że się nie pożegnaliśmy.

Shawn Mendes:

Nie chciałaś.

Stella Parker:

Może po prostu o tym zapomnimy o tej sprzeczce?

Shawn Mendes:

A może nie?

Stella Parker:

Masz do mnie żal?

Shawn Mendes:

Już nie.

Stella Parker:

Więc miałeś.

Shawn Mendes:

Potraktowałaś mnie jak zabawkę.

Kiedy to przeczytałam zrobiło mi się ogromnie przykro. Może faktycznie miała gorszy czas w życiu. Nie wiem, jakaś tragedia, cokolwiek? Mimo, że powiedziałam, że nie przeszkadza mi jak Shawn pisze ze Stellą, chyba po prostu skłamałam. Boję się, że jest ode mnie lepsza.

- Pisałem z nią wczoraj. - podałam chłopakowi jego telefon i cicho westchnęłam. - Chciałem po prostu wiedzieć, czego chce.

- Nie musisz się tłumaczyć w takich sprawach, mówiłam ci już. - położyłam swoją rękę na jego klatce piersiowej i zaczęłam jeździć po niej palcem.

- Nie mów tego co chcę usłyszeć, ale bądź ze mną szczera, Lee. - nałożył kolejny kosmyk włosów na swój palec. Zaśmiałam się cicho i spojrzałam w jego brązowe tęczówki.

- Naprawdę chcesz to słyszeć? - spytałam, przegryzając wargę, a Shawn z udawaną powagą pokiwał głową. - Nienawidzę jak kręci się koło ciebie obojętnie jaka dziewczyna, a to, że piszesz ze Stellą sprawia, że mam ochotę sobie albo jej coś zrobić. - uśmiechnęłam się ironicznie, a Shawn przyciągnął mnie do siebie bliżej i powoli musnął moje usta.

Od razu zaczęłam odwzajemniać pocałunek, ale w pewnym momencie brunet się zatrzymał.

- Nawet nie wiesz jak mnie to cieszy. - wyszeptał w moje wargi i ponownie złożył na nich pocałunek, co przyprawiło mnie o gęsią skórkę. Każdy jego najmniejszy ruch tak na mnie działa.

Było mi niewygodnie, więc podparłam się na łokciu i położyłam swoją dłoń na piersi Shawna. Tym razem ja zbliżyłam się do niego i zainicjowałam pocałunek. Był nad wyraz delikatny, jego usta muskały moje, jakby były z najcieńszej porcelany.

Swoją dłoń włożyłam w jego niesforne loki i obróciłam się tak, że prawie na nim leżałam. Tak się całuje o wiele wygodniej. On położył dłoń na mojej talii. Przez cały czas odwzajemniał pocałunek, z czego się naprawdę cieszyłam. Byłam taka szczęśliwa. Jedyne czego potrzebuję to Shawna i jego ust. Mówię całkowicie poważnie.

Chłopak zaczął zjeżdżać swoimi ustami w bok, bardziej w stronę mojej skroni, gdzie oddawał coraz namiętniejsze pocałunki. Od razu zrobiło mi się goręcej.

- Możecie, uhm, no nie wiem, przestać? - powiedział głośno Eliot z przodu, na co od razu się zażenowałam. Spojrzałam na Shawna, który zadziornie się uśmiechał. Miał całe czerwone policzki, zgaduję, że nie był jedyny.

- To, że ty nie masz dziewczyny nie znaczy, że nikt nie może tego robić. - odpowiedział Shawn, a ja przyłożyłam swoje ucho do jego serca, aby posłuchać jego bicia. Zdecydowanie było przyspieszone.

Czyżby chciał więcej?

Ja też.

Kiedy Eliot przewrócił oczami i znowu zaczął gadać z Cameronem, zaczęłam gładzić Shawna po twarzy.

- Shawney...- zwróciłam się do niego. Zdecydowanie moje ulubione zdrobnienie. Oh, powinnam zrobić listę moich ulubionych rzeczy. - Kocham tak z tobą leżeć. - przymrużyłam oczy i wsłuchałam się w bicie jego serca. Shawn pocałował mnie w czubek głowy.

- Tylko leżeć? - dopytał. - Może kochasz jeszcze coś innego?

Nigdy mu tego nie powiedziałam jako dziewczyna, a on jako chłopak. Czy go kochałam? Oczywiście, że tak. Shawn Mendes to od zawsze mój ulubiony człowiek na tej ziemi.

- Kocham jeść też. - odpowiedziałam, na co parsknął lekkim śmiechem.

- Słodka jesteś Lily. - odgarnął pojedynczy kosmyk włosów z mojej twarzy i lekko uniósł jeden kącik ust.

- Tylko słodka? - zaczęłam się z nim droczyć.

- Mam mówić szczerze czy być miły? - zaśmiał się, na co lekko go uderzyłam.

- Shawn Mendes, to było niemiłe. - podniosłam głowę i zobaczyłam jego szeroki uśmiech, który natychmiast mnie zaraził.

- Przecież żartowałem. - przyciągnął mnie znowu do siebie i przegryzł wargę. - Jesteś cudowna, Lee i myślę, że jestem w tobie szalenie zakochany.

----------

ten rozdział jest taki shitty, sorki!

road trip | shawn mendesOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz