t w e n t y

2.2K 152 32
                                        

Jako iż po dzisiejszym festiwalu, każdy z nas był lekko wstawiony, nie mogliśmy wyjechać z Alexandrii. Nasi ,,nowi znajomi" zaproponowali, że mogą nas przenocować, więc tak też zrobiliśmy. Mieszkali wszyscy razem, w jednym mieszkaniu. Okazało się, że studiowali ten sam kierunek i po prostu znacznie taniej wyszło dzielenie się przestrzenią.

Moje domysły były błędne, bo nikt z nich nie był spokrewniony. Po prostu paczka przyjaciół i w tym jedna para. Coś jak my kiedyś. Kiedy zaczęłam rozmawiać z brunetką, okazała się, że nazywa się Sofia i ma chłopaka, na co nie ukrywam, że odetchnęłam z ulgą.

Nie będę tutaj kłamać, po prostu nienawidzę innych dziewczyn obok Shawna, nie mogę tego znieść. Nigdy nie byłam typem zazdrośnicy, ale w naszej relacji zdecydowanie taka jestem. Cóż mogę na to poradzić?

Shawn przez całą drogę rozmawiał z Cameronem i chłopakiem od jednej z dziewczyn. Eliot ucinał sobie pogawędkę z jak się dowiedziałam Rebecą, a przyjaciółka od Sofie zawzięcie dyskutowała coś z Rosie.

- Tak więc jesteście z Los Angeles? - mimo, że kilkukrotnie powtarzałam, że jesteśmy z Malibu, Sofia dalej nie zaczaiła. Może po prostu była to wina alkoholu, a może myślenie przychodziło jej z trudem. Kto wie.

- Malibu. - po raz setny poprawiłam ją, na co brunetka zachichotała i wydała z siebie słodkie ,,no tak!". Pomimo spędzania czasu z Sofią i jej przyjaciółmi, wciąż nie wiedziałam jak mają na imię. Oczywiście oprócz Sofii i Rebeci. Słodka blondynka i jej chłopak wciąż pozostali w mojej głowie bez imienia. Trudno. No chyba nie będę w środku rozmowy pytać o imię.

- Tak więc, jak ma się twój chłopak? - spytałam, widząc, że tematy do rozmów powoli się kończą. Brunetka na wspomnienie o ukochanym, radośnie się rozpromieniła i założyła kosmyk włosów za ucho.

- Oh, świetnie. Aktualnie pracuje, spotkamy się dopiero pod koniec tygodnia. No wiesz, obowiązki i te sprawy. - wytłumaczyła gestykulując. Z tego co wywnioskowałam był od niej starszy i miał już pracę. To wydaje się takie odległe, mimo, że mnie także to czeka, a co straszniejsze to za kilka lat. Super. - Nazywa się Cody. - uśmiechnęła się pod nosem. - Jest ode mnie starszy o cztery lata i nieziemsko przystojny. - podkreśliła ostatnie słowo, na co lekko się zaśmiałam. Widziałam, że naprawdę jest w nim zakochana.

- Długo jesteście razem? - zapytałam, bo skoro już o nim mówimy, to czemu nie? Dziewczyna pokręciła głową.

- Kilka miesięcy. Wiesz, początki są zawsze najlepsze. - powiedziała żartobliwie i mrugnęła do mnie oczkiem. - Więc, jedziecie camperem. - wypowiedziała to jak zdanie, na co przytaknęłam. - Prosto z Los Angeles.

- Malibu. - znów poprawiłam, na co Sofia machnęła ręką.

- Oh, nieważne. Właściwie to po co? - zmarszczyła brwi i założyła ręce na piersi. - Żeby sobie pojeździć?

Wzruszyłam ramionami.

- By przeżyć jakąś przygodę. - mimo, że to dopiero niecały tydzień przypomniałam sobie te wszystkie fajne chwile. Pewnie gdyby nie ten wyjazd, nie byłabym z Shawnem.

- To nie ma sensu. - zakończyła dyskusję i ziewnęła, zakrywając usta dłońmi. - Oh, kiedy wreszcie dojdziemy? - zwróciła się do reszty.

Szczerze mówiąc samej nie chciało mi się już iść. Było coś koło dwudziestej drugiej i powoli zaczynało robić mi się zimno. Spojrzałam na Shawna, który radośnie wymieniał się zdaniem z chłopakami, mówiąc o rodzajach kijów do kosza. Zmarszczyłam brwi, bo czasami był naprawdę dziwny.

Eliot i Rebeca zostawali nieźle w tyle. Popatrzyłam się na niego i stwierdziłam, że chyba się polubili. Eliot niestety nie jest typem chłopaka, który ma jedną dziewczynę przez długi czas, co można stwierdzić choćby po Mayi i jego nowej koleżance. Póki nie łamie im serc, wszystko jest spoko.

Założyłam ręce na piersi, by chociaż trochę się ogrzać. Zdecydowanie nie byłam przyzwyczajona do takich klimatów.

- Shawn i Lily też spiknęli się kiedy ktoś się do niej dobierał. - dostałam koleżeńskiego kuksańca w ramię od Rosie. - Prawda, że tak było? - pokiwałam głową choć nie miałam bladego pojęcia o co jej chodziło wchodząc na mój temat i Shawna w połowie rozmowy.

- Naprawdę? - blondynka uśmiechnęła się lekko. - Współczuję ci strasznie. - przyjacielsko objęła mnie ramieniem i dodała: - Choć wiesz, szczęście w nieszczęściu, teraz masz chłopaka.

Westchnęłam cicho na wspomnienie Nathana. Miałam ochotę zwymiotować. Gdybym go zobaczyła, nie wiem co bym mu zrobiła.

- Wiele dziewczyn spotyka takie coś. - wtrąciła się Sofia. - Co oczywiście nie powinno być codziennością, ale lepiej mieć na uwadze, że takie wypadki się zdarzają. - powiedziała, na co szybko przytaknęłam, bo miała całkowitą rację.

- Dokładnie. - dodałam. - Gdyby nie Shawn nie mam pojęcia co by się stało. - postawiłam kolejny krok, aż zorientowałam się, że jesteśmy już przed wielkim budynkiem. Wchodząc do mieszkania, moim oczom ukazało się ładnie udekorowane, przytulne miejsce. Całkiem mi się podobało. Z pewnością nie należało do najdroższych, ale miało swój urok.

- Mamy do zaoferowania rozkładaną kanapę, fotel i jedno łóżko. - powiedział brunet, zamykając drzwi od mieszkania. - Oh, i dywan. - dodał ze śmiechem. - Wasz wybór. - odłożył klucze do ozdobnego pudełka na szufladzie.

- Kanapa może pomieścić nawet cztery osoby, także myślę, że nie będzie problemu. - wtrąciła się Sofia i przeniosła się do kuchni. - Mamy tequilę. Ktoś, coś? - zapytała podnosząc butelkę, a ja przypomniałam sobie, że mimo, że wypiłam tylko piwo, z pewnością skończyłoby się to dla mnie źle.

- Możesz mi nalać. - Rosie przysiadła się do krzesła obok barku i czekała na swoje picie.

- Lily, Shawn? - zwróciła się do nas, na co automatycznie się odwróciłam. - Cameron, chcecie? - wskazała na prawie pełną butelkę alkoholu. Shawn popatrzył się na mnie jakby chciał spytać czy może, na co z odległości pokazałam mu zdziwione spojrzenie. - Oh, nieważne, i tak wam naleję. - wzruszyła ramionami i wyciągnęła kieliszki.

Usiadłam na kanapie obok Shawna, bo Cameron i wcześniejszy chłopak wyszli na balkon zapalić. Chłopak położył swobodnie na oparciu swoją dłoń, w taki sposób, że mnie obejmował. To było nawet słodkie.

- Więc dziś znów śpimy razem? - powiedział z łobuzerskim uśmieszkiem, na co przewróciłam oczami ze śmiechem.

- Może wybiorę fotel? Kto wie? - wzruszyłam ramionami z udawaną powagą, na co chłopak podniósł lewą brew i lekko się zaśmiał.

- Wolisz fotel zamiast mnie? - odwrócił się w moją stronę i spojrzał na usta. - Nie miałabyś się do kogo przytulać, a inaczej jest ci niewygodnie. - przypomniał mi sytuację w domu cioci Rosie. Sam potwierdził, że leżymy tak tylko jako przyjaciele.

- Może. - popatrzyłam teatralnie na sufit, na co chłopak udał oburzenie. 

-----
zostaw po sobie jakiś ślad, to motywuje ♡

road trip | shawn mendesOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz