Jadąc kolejnego dnia w południe do stolicy naszego pięknego kraju, siedziałam na social mediach. Sprawdziłam nowy filmik Shawna.
Ponad sto tysięcy wyświetleń.
W Malibu z pewnością już wszyscy wiedzą. Shawn mimo wszystko nadal twierdzi, że to nic takiego. Jasne, sto tysięcy wyświetleń ma się od tak.
Przeleciałam szybko przez sekcję komentarzy. Większość brzmiała w stylu ,,dajcie mi takiego chłopaka" albo ,,jaki on hot". Rozumiem, że Shawnowi urody nie można odjąć, ale tutaj chyba chodzi o śpiewanie, prawda?
Apropos Shawna.
Siedział na tylnej kanapie grając w jakąś głupią grę z Eliotem. Tym razem prowadził Cameron. Ogromnie mi go szkoda.
Dalej nie mam zielonego pojęcia, dlaczego Rosie z nim zerwała. Tłumaczyła, że ich uczucie wygasło. Ale to jakby nie miało kompletnego sensu. Znakomicie się dogadywali i od kiedy w siódmej klasie przedstawiłam Camerona Rosie, było widać, że ewidentnie ich coś do siebie ciągnie.
Choć może tak jest. Niektórzy dorastają i zauważają, że są dla siebie wprost stworzeni, a inni, dorastając uznają, że to tak naprawdę nie ma sensu.
Tak na serio to najbardziej oberwało się Cameronowi. Często przyłapuję go na przyglądaniu się Rosie i słuchaniu smutnej muzyki. Niby jest silny, ale tak naprawdę potrzebuje ogromnego wsparcia.
- Ludzie! Nie uwierzycie! - krzyknęła Rosie, entuzjastycznie spoglądając w telefon z górnego łóżka.
Odwróciłam głowę w górę i posłałam jej pytający wyraz twarzy.
- Już wiem, co będziemy dzisiaj robić. - zabrzmiała jak Fineasz z mojej ulubionej kreskówki. - Pójdziemy do escape roomu. - zaproponowała, na co chłopcy z tyłu wzruszyli ramionami i wrócili do gry, a Cameron nawet nie zareagował.
- Czemu nie. - lekko się uśmiechnęłam, a następnie po drabince wyszłam na łóżko mojej przyjaciółki. - Ma jakiś konkretny motyw, czy coś? - zerknęłam na ekran jej telefonu, a dziewczyna pospiesznie usunęła jakiś dymek czatu. Spojrzałam na nią, ale udawała, że mnie nie widzi.
- Um, coś w stylu szukania klucza w ciemnym pomieszczeniu. Z resztą jak każdy escape room. Tyle, że znalazłam taki, który jest za pół ceny. - pochwaliła się, a ja przytaknęłam z dumą.
- Wow, Rosie nareszcie troszczy się o czyjeś portfele, niespotykane. - usiadłam po turecku, a moja przyjaciółka przewróciła oczami ze śmiechem.
- Trochę tęsknię za domem. - wyznała, zahaczając swoim wzrokiem o moją skarpetkę. - Za moimi pieskami, wkurzającą siostrą i brakiem kolejki do łazienki. - oparła plecy o ścianę.
- Oh. - powiedziałam tylko. Szczerze mówiąc, mnie bardzo się podoba. Chyba nawet nie mam za czym tęsknić. Z rodzicami moje relacje nie są na najlepszym poziomie, co nie oznacza, że się nienawidzimy czy coś.
Po prostu nie jestem zbyt z nimi zżyta? Mało rozmawiamy, a jak już to o szkole. Nie jest to tylko ich wina, po części sama sobie taki los ułożyłam. Nie kłócimy się. Po prostu traktujemy się jak dobrzy znajomi. Oh tak, ten rodzaj niezręcznej relacji.
Zawsze zazdrościłam rodziny Shawnowi czy Eliotowi. Kiedy mogłam wpadać na niedzielne obiady, nieraz marzyłam, żeby chociaż raz spędzić tak rodzinny dzień. Rodzice Shawna są jak moi drudzy wychowawcy. Znam ich od osiemnastu lat, jako przyjaciółka ich syna. Jednak kiedy awansowałam na wyższy level, może coś się zmieni? Samo nastawienie Karen mogło dużo zdradzać.
Mama, tata i babcia Eliota to najmilsi ludzie pod słońcem. Czasami myślę, że Eliot jest adoptowany. Za każdym razem, kiedy wpadam choćby po notatki z angielskiego, jego mama zawsze ugości mnie jej szarlotką domowej roboty. Tata Eliota, mimo że jest często zapracowany zawsze znajduje czas dla rodziny, a za każdym razem kiedy idę się z nim przywitać, nakazuje mi mówić na siebie ,,Bob". Nigdy jednak tego nie przestrzegam bo:
a) on wcale nie nazywa się Bob
b) nawet jakby, wolę mu mówić przez ,,pan"
Rodzina Rosie jest dosyć specyficzna. Jej rok młodsza siostra, która dwa razy odwiedziła poprawczak, mama, mająca jedną z najlepszych firm w Malibu i tata, który wiecznie w coś inwestuje. Wszyscy z nich są bogaci, szczęśliwi i piękni. Czy można chcieć czegoś więcej?
- Chciałabym wrócić do Malibu. - westchnęła cicho, wybudzając mnie z zamyśleń. - Czasami już nie wytrzymuję z Cameronem w jednym pomieszczeniu. - szepnęła mi na ucho, bo prywatność tutaj wynosiła zero.
- Przecież to ty z nim zerwałaś.
- Właśnie dlatego. - przewróciła oczami. - Nie uważasz, że jest trochę przygnębiony?
- Bo tęskni.
***
Kiedy wyszłam z campera, uniosłam głowę w stronę nieba. Było dosłownie bezchmurne. Shawn do mnie podszedł i splótł nasze ręce razem. Następnie wymachnął nimi radośnie i sprawnie jedną ręką założył okulary przeciwsłoneczne. Poprawił brązowe loki i posłał mi szeroki uśmiech.
- Pięknie dziś wyglądasz - powiedział, a ja mimowolnie lekko się zaśmiałam prychając.
- Dziękuję. - spojrzałam się na swój strój. Czarne jeansy i bordowy t-shirt, brudne trampki i nieułożone włosy. Mimo wszystko uważa, że wyglądam pięknie?
- W tamtą stronę. - Rosie obróciła się w lewo, a następnie znowu w prawo, cały czas patrząc w ekran telefonu. - Okej, na sto procent tam. - wskazała na ulicę po lewej i zaczęła iść w tamtą stronę. Cameron zamknął pojazd, a cała nasza czwórka zaczęła iść za Rosie. Jej blond włosy powiewały w wieczornym wietrze. Mimo jej zerwania z Cameronem, wyglądała i zapewne czuła się wręcz kwitnąco.
- Raz, jak miałem osiem lat byłem w escape roomie razem z moim ojcem i kuzynem, nie umieliśmy wyjść, a obsługa o nas zapomniała. - opowiedział ze śmiechem. - Od tego czasu nigdy nie byłem w czymś takim.
Popatrzyłam się na niego ze zmarszczonymi brwiami.
- To niemożliwe.
Wzruszył tylko ramionami.
- Tylko mnie się to zdarza, rozumiesz.
Doszliśmy na miejsce w niecałe pięć minut. Chwilę po tym przed moimi oczami okazała się kamienica, a w niej jedno wejście z napisem na górze ,,Pokój bez wyjścia". Wszystko wyglądało całkiem amatorsko, ale w jak okazało się w środku wszystko było zapięte na ostatni guzik.
- Który? - pan przed kasą pokazał tablicę, na której znajdowały się zdjęcia pięciu pokoi. Dwa związane z morderstwem, jedno ze starożytnym Rzymem, kolejne wyglądało jak zwykły salon, a ostatni to jakiś z motywem kosmitów.
- Nawet się nie waż. - powiedziałam szeptem do Shawna, który zaciekawiony przyglądał się ostatniemu zdjęciu. Roześmiał się.
- Jaki wybieramy? - Rosie odwróciła się w naszą stronę. Zawsze to ona była tą, która jako pierwsza wszystko za nas załatwiała.
- Weź to morderstwo! - odezwał się Eliot.
- Rzym, proszę! - powiedziałam. Kocham te klimaty.
- Shawn, Cam? - zwróciła się dziewczyna.
- Jestem za morderstwem. - odpowiedział Cameron, a Shawn pokiwał głową. Mężczyzna za ladą przewrócił oczami.
- Weźmiemy ten pierwszy. - uśmiechnęła się życzliwie. Po zapłaceniu dostaliśmy specjalne opaski, które nawet nie wiem po co są.
- Powodzenia. - powiedział z przymusem recepcjonista i wepchnął nas do środka pokoju. Zamknął na klucz.
Na ścianach była krew, a cały pokój wyglądał jak szpitalna sala. Było kilka półek, szafa i obrazy. Na stoliku nocnym były zaschnięte kwiatki.
- Mamy 25 minut. - uśmiechnęła się Rosie.
------
czemu to czytacie loll XD
CZYTASZ
road trip | shawn mendes
FanfictionLily, Shawn, Cameron, Rosie i Eliot to przyjaciele od zawsze. Kończąc szkołę średnią, postanawiają zrobić coś, co zapamiętają do końca życia. Wyruszają w podróż przez połowę kraju starym kamperem rodziców. Dla młodych ludzi z osiemnastką na karku i...
